
Zacznijmy może od „Rinnsteinprinzessin” (z niem. „Królewna z rynsztoka”) Tima Fischera, którą już kiedyś na tych łamach przybliżyłem. Bohaterka tego utworu przedstawia się jako kobieta wulgarna, zapewne już niemłoda, o dużym bagażu doświadczeń i długim stażu pracy. W stosunku do młodszego od siebie potencjalnego klienta, którego protekcjonalnie nazywa serdeńkiem, wchodzi w rolę przewodniczki, może nawet trochę opiekunki. To dość częste ujęcie postaci prostytutki – w ramionach dziewczyny z okrytej złą sławą tytułowej ulicy „Zήνωνος” („Zínonos”, z gr. „Zenona z Elei”) w Atenach z piosenki Alkínoosa Ioannídisa swój pierwszy raz zalicza chłopak ze wsi, próbujący dać sobie radę w stolicy. W dorosłość wprowadzają chłopców kobiety pracujące w równie zakazanej salonickiej dzielnicy „Λαδάδικα” (z gr. „Ladádika”), o których śpiewa Dimítris Mitropános (czy wracających z długiego rejsu marynarzy okrada tam jakaś miejscowa Maggie Mae, jak w znanej liverpoolskiej piosence, czy też jej koleżanka z szanty „New York Girls”, tego nie wiem, ale bym się nie zdziwił). Pocieszycielkę, choć już raczej nie chłopca, a dorosłego mężczyzny, gra też postać kreowana przez Édith Piaf w słynnym utworze „Milord” (muz. Marguerite Monnot, sł. Georges Moustaki), którego słowa przytaczam tu we własnym przekładzie:
Milordzie, tutaj wstąp,
Mam stolik, krzesła dwa,
Na zewnątrz taki ziąb,
A u mnie wszystko gra.
Milordzie, troski precz!
O komfort zadbam twój,
Wysłucham, w czym jest rzecz,
Lecz przedtem buty zzuj.
Ja ciebie dobrze znam,
Choć ty mnie wcale nie,
Bom jedną z tych, o tam,
Gdzie port zgnilizną tchnie.
Za tobą wczoraj w ślad…
Pilnuję swoich spraw,
Lecz dumnyś szedł jak paw, ech,
Przysłaniałeś świat.
Prawdziwy życia król,
A twój jedwabny szal
Na wietrze rwał się w dal,
Piękniejszych nie znam ról…
Dziewczyna była też,
Dawałeś jej buziaka,
Mój Boże, piękność taka,
Że aż mnie przeszedł dreszcz!
Milordzie, tutaj wstąp,
Mam stolik, krzesła dwa,
Na zewnątrz taki ziąb,
A u mnie wszystko gra.
Milordzie, troski precz!
O komfort zadbam twój,
Wysłucham, w czym jest rzecz,
Lecz przedtem buty zzuj.
Ja ciebie dobrze znam,
Choć ty mnie wcale nie,
Bom jedną z tych, o tam,
Gdzie port zgnilizną tchnie.
Wystarczy, ktoś mi rzekł,
By statek jakiś był,
Świat rozpada się w pył,
Gdy odpływa statek,
I gdy unosi w dal
Dziewczynę piękną tak,
Nie pojmującą wszak,
Że w serce wbija stal.
Wyciska miłość łzy,
Wyciska łzy istnienie,
Miałeś coś, co było w cenie,
Zostałeś tylko ty.
Milordzie, tutaj wstąp,
No ile ty masz lat?
A niby chłop jak dąb…
Zapraszam, to mój świat,
Ocieram cudze łzy,
Opiewam uczuć żar
I takich też, jak ty,
Co minął ich ten dar.
Milordzie, na mnie patrz,
Bo nie widziałeś mnie,
Milordzie, lecz ty płacz…
No nie, nie wierzę, nie…
Milordzie, na mój znak!
Milordzie, proszę tu!
O tak! Dokładnie tak!
Aż braknie tchu!
Milordzie, uśmiech, no!
No i na cały głos!
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Milordzie, pierwsze pas!
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Tak, właśnie tak!
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
I jeszcze raz!
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Ta-ra-ra-ra-ra-ra
Bohaterka „Christmas Card from a Hooker in Minneapolis” (z ang. “Świąteczna kartka od dziwki z Minneapolis”) Toma Waitsa (album „Blue Valentine” z 1978 roku) wysyła bliżej nieokreślonemu Charliemu (skądinąd słowa piosenki zostały luźno oparte na wierszu Charlesa Bukowskiego, więc pewnie właśnie jemu) kartkę, w której pisze, że wyszła z nałogów: alkoholu i narkotyków, że ma kochającego męża, który wychowa jej przyszłe dziecko jak własne, że wreszcie jest szczęśliwa. Na końcu wyjawia, że potrzebuje pieniędzy na adwokata, bo jest szansa, że na walentynki wyjdzie na warunkowe zwolnienie. Według Jeremy’ego Allena z „Guardiana”: „[…] ta opowieść o dziwce o złotym sercu jest z pewnością mniej protekcjonalna niż większość jej podobnych, co stanowi scenariusz na swój mroczny sposób zabawny, który jednak również budzi w nas litość. W tej historii następuje oczywiście zwrot akcji, a całość opowiada jeden z największych gawędziarzy muzyki”. Również Georges Brassens w „La complainte des filles de joie” (z franc. „Skarga dziewcząt uciesznych”) dostrzega ciemne, a może nawet tragiczne strony prostytucji – w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego: „Obyczaj lekki ciężko mieć, obyczaj lekki ciężko mieć, gdy szpilki cisną, marznie pierś, gdy szpilki cisną, marznie pierś... Stąd kaszel, odciski, złe spanie, nie kłamię, nie kłamię, stąd kaszel, odciski, złe spanie”. Podobne historie opowiada Poly Panou w piosence „Κόκκινα φανάρια” („Kokina fanaria”, z gr. „Czerwone latarnie”), dodatkowo podkreślając uprzedzenia społeczne i rozpacz z powodu utraty marzeń. Marzeń, a konkretnie marzenia o miłości porządnego mężczyzny. Nie straciła ich wprawdzie jeszcze bohaterka piosenki „Me llaman calle” (z hiszp. „Nazywają mnie ulicą”) Manu Chao, ale co jest zmęczona i przygnębiona, to jej (co godne uwagi, piosenka znalazła się na ścieżce dźwiękowej filmu „Księżniczki” w reżyserii Fernanda Leóna de Aranoi z 2005 roku, opowiadającego o przyjaźni dwóch prostytutek). Za to na osądzające, wzgardliwe spojrzenia skarży się też „Черная моль” („Czornaja mol”, tłum. „Czarna ćma”) z rosyjskiego romansu do słów Marii Wołyncewej (Marii Vegi), znanego z repertuaru choćby wielkiej Wali Siergiejewej, niezapomnianej Inary Gulijewej, charyzmatycznej Maszy Makarowej czy pięknej Nastasii Samburskiej. Bohaterka to zmuszona do prostytucji biała emigrantka w Paryżu, a kiedyś – córka szambelana, studentka instytutu dla panien z dobrych domów. Dramatyczne jest wyznanie wyrażone w piosence „J’avais rêvé d’une autre vie” (z franc. „Marzyłam o innym życiu”, w tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego: „Wyśniłam sen”) z musicalu „Les Miserables” śpiewanej przez Fantynę (w prawykonaniu paryskim Rose Laurens), którą wyrzucono z pracy w fabryce i wylądowała na ulicy. Co ciekawe, na wykonanie londyńskie utwór został poważnie przerobiony („I Dreamed a Dream”), a na ponowne wykonanie francuskie przełożony dość luźno, więc ma obecnie dwie różne wersje w tym ostatnim języku. Smutny jest też los Stelli z utworu Lákisa Papadópoulosa „Βούρλα” (z gr. „Voúrla”) do słów i muzyki Janisa Tsiadísa. Bohaterka odpracowuje dług na ulicy tytułowej, niezbyt chyba prestiżowej dzielnicy Pireusu, ale koniec końców zemsta dosięga jej wiarołomnego kochanka. „Jestem tylko kawałkiem mięsa dla twojej uciechy” – mówi z kolei Picadilly Lilly z piosenki grupy The Tiger Lillies pod tym właśnie tytułem, dodajmy – grupy, dla której opisywanie półświatka jest istotą twórczości, jak choćby w utworze „Rapist” (z ang. „Gwałciciel”), który w przekładzie Romana Kołakowskiego zaczyna się tak: „Kurwiszonem małym była, gdy trzynaście miała lat, nigdy nic nie zarobiła, bo jej alfons wszystko kradł. Kiedyś była tak zmęczona, że nie mogła, klient chciał, była bita i gwałcona, a gwałciciel hifa miał”. Przecież może się zdarzyć, że klient w ogóle nie zapłaci dziewczynie za spędzony z nią czas, jak choćby „Portugalczyk Osculati” uwieczniony przez Kabaret Starszych Panów, który traktuje sprawę ironicznie. Jeszcze gorzej kończy bohaterka piosenki „Chytila patrola prostitutku mladou” (z czes. „Schwytał patrol młodą prostytutkę”) w wykonaniu – jak byśmy to w Polsce powiedzieli – kapeli podwórkowej Patrola Šlapeto, prezentującej muzykę starej Pragi (utwór ma też wersję brneńską, choć nie dam głowy, czy nie stworzoną wyjątkowo na potrzeby koncertu w stolicy Moraw). Tak czy inaczej prowadzona przez most dziewczyna wyrywa się patrolowi i skacze do rzeki, w której tonie, co spotyka się z komentarzem, że przecież nie szkoda prostytutki.
Nie zawsze jest jednak aż tak źle. „Η Γαβριέλλα” („Gavriélla”, z gr. „Gabriela”) Kóstasa Hatzimichálisa opowiada historię Gabrieli Uszakowej, znającej pięć języków i odznaczającej się nienagannymi manierami prostytutki, białej emigrantki z Rosji, a jednocześnie agentki greckiego ruchu oporu, która w czasie wojny wyciągała od niemieckich oficerów tajne informacje, a po wojnie jako jedyna córa Koryntu przekroczyła bramy Pałacu Prezydenckiego, by odebrać za te zasługi stosowne odznaczenie. Ciekawa jest nagrodzona Oskarem piosenka „Τα παιδιά του Πειραιά” („Ta pedia tou Pirea”, z gr. „Chłopcy z Pireusu”) w wykonaniu Meliny Mercouri, znana z filmu „Nigdy w niedzielę” w reżyserii Julesa Dassina z 1960 roku. Główna bohaterka, kochająca życie i beztroską zabawę prostytutka Ilia, grana właśnie przez Mercouri, w ogóle nie odnosi się do swojego zawodu, śpiewa, że chciałaby poznać nieznajomego i mieć czterech synów, którzy dorastaliby w jej ukochanym porcie, Pireusie, który, oczywiście, nie ma sobie równych. O ślubie marzy też traktowana przez wszystkich przedmiotowo „Malle Babbe” (z niderl. „Głupia Baśka”), o której do muzyki Boudewijna de Groota i słów Lennaerta Nijgha śpiewa Adèle Bloemendaal. Podobnie o postaci, w którą wciela się Lale Andersen w „Unter der roten Laterne von St. Pauli” (z niem. „Pod czerwoną latarnią świętej Pauli”), można by pomyśleć, że to zwykła dziewczyna czekająca na powrót ukochanego, gdyby nie ta czerwona latarnia w tytule… Bohaterka „L’Accordeoniste” (z franc. „Akordeonista”) Édith Piaf jest o krok dalej, bo ma już swojego faceta, akordeonistę z przedmiejskiej tancbudy – planuje z nim wspólną przyszłość, ten jednak idzie na wojnę, z której już nie wraca.
Ciekawa piosenka country „The Son of Hickory Holler’s Tramp” autorstwa Dallasa Fraziera oddaje głos synowi matki czternaściorga dzieci, która po porzuceniu przez męża-alkoholika zajmuje się nierządem, by wychować swoją gromadkę. Głos wdzięcznego syna prostytutki przebija też ze słów piosenki „Three Wooden Crosses” (z ang. „Trzy drewniane krzyże”) Randy’ego Travisa. Bohater pod wpływem matki, zapewne skruszonej, wyrósł na kaznodzieję. Pozwólmy jednak mówić klientom i niedoszłym klientom kobiet. Osobliwy punkt widzenia – żołnierza oddelegowanego do burdelu wojskowego – przedstawia Jacques Brel w piosence „Au suivant” (z franc. „Następny”). Przygody w portowych domach uciech wspomina bohater utworu „Yara Yara” do słów wiersza omawianego przeze mnie niedawno na tych łamach Nikosa Kavvadiasa – „Kiedy spałeś, pełniła wachtę sama lina, w burdelu wczoraj zapomniałeś talizmanu, śmiejesz się, lecz sprzedałem cię w Rio za dwa centavos, a potem odkupiłem drogo w Bejrucie”. Również sowizdrzał z „Epitafium dla Sowizdrzała” Jacka Kaczmarskiego ratuje się za pieniądze: „Lub zatoczę się w ramiona sine, wyprzedane do cna, skoro ma być opłacona moja miłość nocna”. Uroki St. Pauli, hamburskiej dzielnicy rozrywki, zachwala marynarz, który świeżo po wypłacie, w ostatnią noc przed rejsem chce się jeszcze zabawić w towarzystwie ponętnej blondynki, a w którego wciela się Hans Albers w utworze „Auf der Reeperbahn nachts um halb eins” (z niem. „Na Reeperbahn o wpół do pierwszej w nocy” – sama piosenka jest chyba starsza, jednak to wykonanie Albersa jest najbardziej znane). Wszystko to są stosunki dość bezosobowe, tymczasem bohater „Roxanne” brytyjskiej grupy The Police zakochuje się w prostytutce i próbuje wyrwać ją z – jak to się mówi – najstarszego zawodu świata. Protagonista ballady „Baranek” Stanisława Staszewskiego, przypomnianej przez jego syna Kazika, jeszcze bardziej idealizuje swoją ukochaną, gdyż w ogóle nie zauważa, czym się ona tak naprawdę zajmuje. Mężczyzna, w którego wciela się Włodzimierz Wysocki w balladzie „Городской романс” („Gorodskoj romans”, z ros. „Romans miejski”) owszem, zauważa, ale dopiero wtedy, gdy dziewczyna podaje mu swoją cenę – trze- ba przyznać, że rozsądną. Z kolei marzyciel pojawiający się w „Via del campo” (z wł. „Ulica del campo”) Fabrizia de Andrégo doskonale wie, czym para się piękność, w której się zakochał. Odprowadza ją wzrokiem, gdy ta wchodzi po schodach z klientem, i stojąc pod balkonem, przeżywa męki zazdrości. Coś musi być w tym motywie schodów, bo pojawia się on też w „Love for Sale” (z ang. „Miłość na sprzedaż”) Cole’a Portera. Z kolei „Pod twoim oknem” wystaje bohater piosenki Kabaretu Starszych Panów – przedsmak tego, co się może dziać za takim oknem, daje nam tango „A media luz” (z hiszp. „W przyćmionym świetle”), znane choćby z repertuaru słynnego Carlosa Gardela. Za to mężczyzna, w którego wciela się André Hazes w utworze „‚T Rode Licht” (z niem. „Czerwone światło”), nie chce się zniżyć do płacenia za usługi prostytutki, ale jego myśli cały czas wokół niej krążą. Oleg Gazmanow w piosence „Путана” („Putana”, z ros. „Prostytutka”) ma żal do swojej szkolnej miłości, że wybrała łatwe życie, podczas gdy on nadstawiał głowę w Afganistanie (dokąd go nikt nie zapraszał, ale to już temat na osobną dyskusję). O fatalnym zauroczeniu prostytutką opowiada też „Strange Kind of Woman” (z ang. „Dziwny gatunek kobiety”) zespołu Deep Purple.
Prostytutki zazwyczaj albo pracują w domu publicznym („To jest dopiero burdel, że aż hej” – jak się śpiewa w „Mandalay” z „Opery za trzy grosze” Bertolta Brechta i Kurta Weilla w przekładzie Roberta Stillera) pod opieką jakiejś madame (jak tutaj starej Godam lub tej, o której mowa w „Voúrli”), albo też opiekuje się nimi alfons, który znalazł swoje przedstawienie w piosence – dość grubą kreską maluje go choćby Frank Zappa w „Willie the Pimp” (z ang. „Alfons Willie”). Również alfons z „The Pimp Song” (z ang. „Piosenka Alfonsa”) The Tiger Lillies jest świadomy, że okrutnie krzywdzi zakochaną w nim prostytutkę, i chyba ma w związku z tym wyrzuty sumienia, bo rzecz jest smutna, ale już w „Bad” (z ang. „Zły”) wybiela się i nie dopowiada: „zapraszam was na piękną jazdę, z każdej dziewczynki zrobię gwiazdę” (tłum. Wojan Trocki). Jakże daleko od niego stoi beztroski bohater „Le mauvaise herbe” (z franc. „Złe zioło”) Georges’a Brassensa, darmo korzystający z wdzięków prostytutki, z którą najpewniej jest związany uczuciowo. Jak to ujmuje przekład Jeremiego Przybory – „Dziewczątko – co nie tanio, lecz z talentem świadczy w krąg tę rzecz – mnie świadczy ją za darmo i słodko mi z nią się nieraz... śni”. Bywa, że alfons, ze swoją podopieczną tworzący bez mała rodzinę, podczas jej pracy przeżywa ciężkie chwile, jak w „Balladzie sutenerskiej” wspomnianych już Brechta i Weilla, w przekładzie Romana Kołakowskiego: „Gdy jakiś frajer miał ochotę, by z nią spać, musiałem w kuchni w samotności wódę chlać”. Można by rzec: sielanka, ale bywa i tak, że scenę między prostytutką a klientem odgrywa – zapewne dla urozmaicenia – małżeństwo o długim stażu, jak w śpiewanym po czesku utworze „Na hotelu v Olomouci” („W hotelu w Ołomuńcu”, muz. Petr Hapka, sł. Michal Horáček) znanej z niskiego, nieco ochrypłego głosu hipnotyzującej słowackiej Węgierki Szidi Tobias. Ten utwór, dostosowując go do polskich realiów, udało mi się przełożyć następująco:
W pensjonacie w Lanckoronie
Mrok gęstnieje, stycznia koniec.
Kim pan jest? Już się podniecam…
Mastroiannim? To ci heca!
Jednak on nie żyje, odeń
Pewnie w grobie bije chłodem,
A pan to ma ciepłe dłonie
W pensjonacie w Lanckoronie.
Teraz ręką gram mordercę,
Panu szybciej bije serce.
Pański wiek? Nie wnoszę skargi,
Choć spękały panu wargi…
Morze smutku smak ma soli,
Obejmijmy się powoli,
Jestem tratwą, gdy ktoś tonie
W pensjonacie w Lanckoronie.
Złapał mnie pan w sidła, ładnie,
Kim zaś jestem? Niech pan zgadnie!
Psuć zabawy panu nie chcę,
Mieć pan będzie, kogo zechce –
Zimną sukę, głupią laskę,
Szarą myszkę lub swym wrzaskiem
Wprawię w drżenie szkła w salonie
W pensjonacie w Lanckoronie.
Śpisz już. Wyszło z ciebie zwierzę.
Ledwo żyję. Jeszcze leżę,
Na paluszkach wyjdę zaraz,
Lecz nim zniknę niby mara,
Pocałuję. Dozwolony
Taki buziak, bo od żony –
Wprowadziłam drobną zmianę…
A za tydzień – Zakopane!
Jeszcze bardziej humorystycznie podchodziła do tematu Zaharira Harifai w piosence „Ha-prutsa ha-chalutsa”(z hebr. „Pionierska prostytutka”), opowiadającej o więźniach odbywających karę w kamieniołomach nad Morzem Martwym, do których w zakładzie – jak się zdaje – półotwartym, dołącza też dobrowolnie tytułowa prostytutka, i o tym, co z tego wynika. Jeśliby naiwnie wierzyć piosence z programu kabaretowego Klub NLO „Нямя проституция у нас” („Niama prostitucija u nas”, z ros. „W naszym kraju nie ma prostytucji”), prostytucji w ogóle nie ma w Bułgarii. W końcu Sofia czy Płowdiw to nie Nowy Orlean, by móc tam usłyszeć „Voulez-vous coucher avec moi ce soir?” (z franc. „Chcesz dziś ze mną spać?”) jak w piosence „Lady Marmalade” zespołu The Eleventh Hour.
Zjawisko męskiej prostytucji porusza amerykańska grupa Blondie w utworze „Call Me” (z ang. „Zadzwoń do mnie” lub „Zawołaj mnie”) z 1980 roku, wykorzystanym w filmie „Amerykański żigolak” w reżyserii Paula Schradera z Richardem Gere’em w roli tytułowej. Proste słowa rytmicznej piosenki mówią o tym, że jej bohater jest zawsze dostępny i gotowy na wezwanie klientki. Prostytucją, choć chyba okazjonalną, zajmuje się też bohater „Smooth Operatora” („Spryciarza”) Sade. Wzmianka o męskiej prostytucji nastawionej na klienta męskiego pojawia się w „Walk on the Wild Side” (z ang. „Przechadzce po dzikiej stronie”) Lou Reeda.
W ogóle mam wrażenie, że literackie przedstawienie prostytucji odbiega od tego, jak swoją pracę postrzegają same zainteresowane. Wydaje się, że współczesne pracownice seksualne są o wiele bardziej sprawcze – taką pracę sobie wybrały i ją wykonują, nie pchnęła ich do tego żadna nędza, nie czują się ofiarami. Nie marzą o lepszej przyszłości, bo ich teraźniejszość jak najbardziej im odpowiada. Jak mówi jedna z dziewczyn: „Nie zabijam, nie kradnę, nie mam się czego wstydzić”, a inna dodaje: „Uwielbiam ludzi. Uważam, że w każdym można znaleźć coś wyjątkowego. I bardzo bym sobie życzyła, żeby oddemonizować ten sex work w Polsce”. Być może przypomina to trochę wizję, którą już dawno temu wyraziła Astrid Nijgh w utworze „Ik doe wat ik doe” (z niderl. „Robię to, co robię”) albo Mina w „Il cielo in una stanza” (z wł. „Niebo w pokoju”) do słów Gina Paolego: „Kiedy jesteś tu ze mną, ten pokój nie ma już ścian, ale drzewa, nieskończone drzewa. Kiedy jesteś blisko mnie, ten fioletowy sufit już nie istnieje. Nad nami widzę niebo, nad nami, którzy pozostajemy opuszczeni, jakby już nic na świecie nie zostało”.
Maciek Froński
Podziękowania za pomoc w szukaniu materiału zechcą przyjąć panie i panowie Anna de Bruyn, Adam Fišer, Meir Griniasty, Barbara Gutowska-Nowak, Christos Kargas, Stan Kros, Anna Mach, Jakub Michalski, Olga Niziołek, Łukasz Piotrowicz, Płamen Siwow, Anna Sławęcka, Lubow Stojczewa, Marceli Szpak i Nina Wum.
Redakcja na stronie Alicja Jasińska, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych
„Wygnaj kurtyzany, a wkrótce namiętności zakłócą wszystko” – pisał święty Augustyn. –„Wiodą one – co się tyczy obyczajów – żywot całkowicie nieczysty, ale prawa porządku wyznaczają im jakieś miejsce, choćby najnędzniejsze”. Towarzysząca ludziom od zarania dziejów prostytucja czy – jak kto woli – praca seksualna stała się ostatnio tematem ostrych sporów, głównie w środowiskach uważających się za postępowe. W skrócie: dla jednych jest to forma uciemiężenia kobiet i korzystanie z płatnego seksu powinno zostać zakazane, jak to się stało w Szwecji, dla innych jest to praca jak każda inna i nie należy jej stygmatyzować – tu z kolei wzorem do naśladowania wydaje się Holandia. Nie wchodząc w szczegóły ani nie opowiadając się po żadnej ze stron, chciałbym się przyjrzeć sposobowi, w jaki prostytucja została ukazana w piosence, przy czym słowa piosenek są wizją poetów i tekściarzy, a nie pochodzą od samych zainteresowanych.
aut. Frans Masereel: Scena w burdelu