
W społecznościach ubiegłych wieków podstawową umiejętnością było samolecznictwo, na większość drobnych dolegliwości czy chorób remedium znała każda starsza kobieta lub inny członek rodziny. Jak pisała Nakwaska w poradniku dla gospodyń z XIX wieku: „jedną z najzaszczytniejszych czynności, którą się zajmować będziesz, jest pomoc lekarska, dana chorym i kalekom. Zdaje się bardzo niesłusznem i lekkomyślnem, szydzenie i wyśmiewanie niektórych osób, które żartują z kobiet, trudniących się leczeniem i pielęgnowaniem chorych. Czyż trzeba być Hippokratesem albo Galianem, aby użyteczną dać radę?”1.
Julia Zaręba
Dopiero gdy zabrakło wiedzy medycznej w najbliższym otoczeniu, a pomoc ze strony krewnych czy rodziny była niemożliwa, wtedy człowiek kierował się do miejscowego specjalisty od chorób o podłożu wszelakim – do znachora2. Byli oni lepiej dostępni niż lekarze, których ludność wiejska zwykle nie darzyła zbyt dużym zaufaniem. Pod koniec XIX wieku szacowano, że w guberni mińskiej jeden lekarz przypadał (z bardzo dużym marginesem szacunkowym) na ok. 48 600–84 000 osób. Mimo poprawy sytuacji po I wojnie światowej, w całej Polsce działało niecałe 12 500 lekarzy, co dawało wynik jednego lekarza na prawie 3 000 mieszkańców3. Dla zobrazowania skali zjawiska warto zaznaczyć, że współcześnie możemy zaobserwować ponaddziesięciokrotny wzrost liczby profesjonalnych lekarzy na jednego mieszkańca kraju (3,7 lekarzy na 1000 osób)4. Inaczej kształtowało się także rozmieszczenie praktyków medycyny konwencjonalnej, którzy skupiali się głównie w miastach – nierzadko pozostawiając wsie bez profesjonalnej opieki medycznej. Na Kujawach nigdy nie zwracano się do znachorów, używając tego określenia ani nazw pokrewnych (takich jak nawiedzony czy doktór), zamiast tego posługiwano się nazwiskami bądź opisowo mówiono: „ten, co umiał wyleczyć”, „ten, co umiał zamówić” czy „ta, co potrafiła zażegnać”5. Na terenach pruskich nazywano ich niekiedy żegnotami – od umiejętności zażegnywania chorób6. Znachorami bywali wszyscy, których postrzegano jako obcych. Można więc dopatrywać się wiary w umiejętności lecznicze u wszystkich przedstawicieli zawodów niezwiązanych bezpośrednio z rolnictwem, takich jak młynarze, pastuchowie, leśnicy, kowale, rybacy, myśliwi, duchowni, grabarze, cieśle, garncarze, muzykanci czy krawcy7. Próby zdefiniowania znachorstwa sięgają aż XIX wieku. W Słowniku Wileńskim znachor to: ’wróżbiarz, wyrocznia i zarazem najzaufańszy lekarz wiejski, człowiek posiadający znachorstwo’, gdzie znachorstwo rozumiano jako umiejętność wróżenia i leczenia chorób8. Według Słownika języka polskiego podług Lindego z 1873 r. znachor jest osobą znającą się na chorobach, lecz niebędącą lekarzem9. Pół wieku później M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego definiuje znachora jako wróżbiarza i lekarza wiejskiego, leczącego zabobonnymi praktykami bez znajomości medycyny10. W tej definicji po raz pierwszy pojawia się cecha o charakterze pejoratywnym – określenie zabobonny nadaje jej innego zabarwienia, albowiem w tym samym słowniku słowo zabobon to wiara bezrozumna w gusła, czary oraz strachy11. Aleksander Brückner, skupiając się w swoim słowniku na etymologii zauważa, że pochodzące z języka litewskiego słowo žinczius (znachor), z typowym dla słowiańskich języków przyrostkiem -czius, pochodzi od słowa žinoti, czyli znać12. Podobnie może wyglądać geneza polskiego słowa znachor, które według niektórych hipotez etymologicznych pochodzi od prasłowiańskiego *znachorъ, oznaczającego tego, który się na czymś zna. Wyraz ten utworzony został przez dodanie do czasownika znachati (znać) przyrostka -orъ czy odpowiednio -arъ13.
Znachorka hucułka, Polona
Babki nazywane były także babami, pęporzezkami, dziecioborkami czy niewiastami babiącymi14. Zajmowały się one wszystkimi sprawami dotyczącymi ciąży: odbierały porody kobiet oraz zwierząt, dbały o niemowlęta (chociażby zabezpieczając je przed podmianą na odmieńca), a niekiedy także zamawiały i wróżyły15. Ich zadania nie polegały jedynie na zapewnieniu fizycznego bezpieczeństwa w trakcie ciąży, porodu i połogu, lecz także na duchowej opiece nad matką i noworodkiem. Miały one zapewnić im ochronę przed złymi mocami, przygotowywały odpowiednio pomieszczenie przed porodem i podejmowały się odpowiednich czynności magicznych16. Babka musiała zadbać o zasłonięcie wszystkich okien oraz zamknięcie drzwi, aby stworzyć rodzącej bezpieczną przestrzeń. Rozplątywała jej włosy, luzowała ubrania, rozwiązywała supły, wstążki i sznurki, zdejmowała biżuterię oraz usuwała z włosów wszystkie ostre, metalowe przedmioty. Po porodzie w jej kompetencjach leżała również pierwsza kąpiel dziecka – która miała szczególne znaczenie, określając przeznaczenie nowo narodzonego człowieka. Odprawiała także inne rytuały, które dotyczyły m.in. zabezpieczenia pępowiny czy łożyska17.
Szarlatan sprzedający zioła, Polona
Lecznictwem zajmowały się rów nież osoby związane z pograniczem, były to postaci mediacyjne, mieszkające lub często znajdujące się na granicach światów: na obrzeżach wsi, pod lasem, nad rzeką, przy rozdrożach dróg lub w górach18. Ich umiejscowienie między dwiema płaszczyznami, tego, co znane i obce, nadawało im magicznych umiejętności, niezbędnych do zażegnywania chorób. W związku z tym za znachorów często uznawano osoby, które zajmowały się wypasem zwierząt, tj. baców, owczarzy czy pasterzy. Znali się oni na organizmach bydła i owiec, często pozostajac w izolacji od reszty społeczeństwa, leczyli oni swoje zwierzęta samodzielnie – potrafili zająć się chorobami oraz zabezpieczyć złamania. Wiedza ta była następnie przenoszona także na le czenie ludzi19. Potrafili przeprowadzać operacje oraz mieli dość rozległą wiedzę dotyczącą ziół leczniczych, które były im znane dzięki wypasom. Lud wierzył, że swoją wiedzę i nadprzyrodzone moce zdobywali ,,wykradając” je Cyganom bądź w podarunku od samego diabła20. Jednym z bardziej znanych owczarzy był Bulanda, czyli Tomasz Chlipała, żyjący w Gorcach na przełomie XIX i XX wieku. Leczył on wszystkie choroby (z wyjątkiem wenerycznych i zakaźnych) oraz uchodził za genialnego naprawiacza, czyli chirurga – potrafił nastawiać złamania, skręcone stawy czy kręgosłupy21. Nie zajmował się on jednak wyłącznie leczeniem, swoje moce wykorzystywał także w innych celach. Znana jest opowieść o tym, że za pomocą wiedzy z magicznej księgi zamroził teren bagna na czas zrywki drzewa22.
Kolejnym z zawodów pogranicznych było kowalstwo23. We wschodnich podaniach i legendach odnaleźć można wizję pierwszych kowali w postaci Kuźmy-Demiana bądź Świętego Jerzego, którzy za pomocą rozgrzanego żelaza bądź złotego młota mieli pokonać smoka. Doprowadziło to do wiary, że kowale są jednymi z najlepszych znachorów, a ich umiejętności boją się złe duchy24. Często pełnili oni funkcję wiejskich dentystów, parając się wyrywaniem bolących zębów25. Zdarzało się również, że upuszczali krew i nastawiali złamania26. Leczyli nie tylko ludzi, lecz także zwierzęta, odgrywając rolę konowałów27. Określenie konował (czy też konopłat) funkcjonuje współcześnie w dość negatywnym znaczeniu. Nazwa ta już pierwotnie niosła pewne konotacje pejoratywne, opisując osobę leczącą bydło i konie bez posiadania wiedzy medycznej28.
Umiejętność magicznego leczenia przypisywano również młynarzom. Można było zaobserwować podział funkcji zależny od tego, jaki rodzaj młyna dana osoba posiadała. Ci, którzy mieli młyn z wiatrakiem, proszeni byli o wyleczenie chorób z zawiania czy o oddalenie burzy; posiadaczy młynów wodnych prosiło się natomiast o zamówioną wodę29. Przypisywano im wiedzę nadprzyrodzoną i umiejętności, które umożliwiały im zabezpieczanie swojego dobytku oraz pozyskiwanie przychylności demonów i duchów30. Było to szczególnie istotne w związku z przebywaniem w okolicy młyna różnych istot nadnaturalnych (przy wodnych spodziewano się np. wodnika, który napędzał młynarzowi wodę31).
Na prowincjach spotkać można było kobiety leczące mową, czyli zamawiaczki lub szeptuchy. Wierzono, że słowa posiadały moc sprawczą – zamówienia mogły leczyć, a także sprowadzać choroby na człowieka32. Szeptuchy odgrywały rolę mediacyjną, na swój sposób elitarną: działały zarówno w świecie ziemskim, jak i korzystały z mocy nadprzyrodzonych. Źródło swojej wiedzy musiały utrzymywać w tajemnicy – utrzymanie tabu było niezbędne w celu zachowania mocy33. Leczenie miało charakter synkretyczny, obejmowało nie tylko ciało, lecz również duszę. Zapewniało im to pozycję uzdrowicielki-lekarza, lecz również uzdrowicielki-psychologa34. Obok wymawiania formuł często równolegle wykonywały różne czynności to warzyszące. Na Rusi przy zamawianiu gośćca kobieta gryzła chorego w bolące miejsce i spluwała, wymawiając formuły takie jak: U ciebie trzy zęby, a u mnie siedm, to ja ciebie zjem albo Gryziu, gryziu, ja ciebie zagryzę, jeśliś słodka, to zliżę, jeśliś gorzka, to spluję, bo ja mam wilcze zęby, a niedźwie dzią siłę35. Innymi czynnościami to warzyszącymi zamawianiu mogły być m.in. przygwożdżenie, naparzenie, zawiązanie, zakopanie czy zatańczenie36.
Niekiedy znachorów nazywano świętymi czy bogami, co podkreślało ich pozycję w społeczności oraz uwydatniało wiarę ludzi w metafizyczne źródła ich umiejętności leczniczych37. Chociaż większość znachorów specjalizowała się w konkretnych przypadłościach, zdarzali się również tacy, którzy byli wszechstronni – potrafili nie tylko diagnozować i leczyć choroby, lecz także wróżyć, zdejmować czary i uroki, odnajdywać zagubione przedmioty czy wskazywać poszukiwanego złodzieja38. Nie każdy mógł zostać znachorem, posiadali oni bowiem szczególne predyspozycje, jak chociażby widzenie rzeczy niewidzialnych dla zwykłego człowieka. Wierzono, że potrafili określić, kto jest wiedźmą, lub wskazać kogoś, kto dopuścił się kradzieży39. Wyróżniali się spośród innych mieszkańców wsi nadzwyczajnymi cechami: inteligencją, znajomością psychologii i metod leczenia, komunikatywnością. Zaskarbiali sobie zaufanie mieszkańców i stawali się postaciami rozpoznawalnymi, dając ludziom nadzieję na odzyskanie zdrowia40. Nie bez znaczenia był także fakt, że kuracje odpowiadały na oczekiwania ludzi, a zalecenia znachorów były dla nich przekonujące, ponieważ rezonowały z powszechnymi wierzeniami41. Ponadto używany przez znachorów język był zrozumiały – posługiwali się mową ludu, nie używając łaciny, czy określeń z za kresu farmaceutyki czy medycyny konwencjonalnej42.
Często przypisywano im dużą pobożność, wierzono bowiem, że znachorzy działali za pomocą dobrej i czystej siły nadprzyrodzonej, w przeciwieństwie do kołdunów czy wiedźm, którzy swoją moc zawdzięczać mieli złym duchom43. Niejedno krotnie w trakcie leczenia znachor modlił się, prosząc o pomoc różnych świętych44. Często leczącym okazywano szczególną życzliwość, w Kieleckiem wierzono, że cieszą się oni większą przychylnością boską niż inni mieszkańcy. Z tego względu powierzano im przestrzeganie oraz dopełnianie pewnych zwyczajów i obrzędów w trakcie istotnych wydarzeń, takich jak chrzcinyczy wesele. Znachorzy często odznaczali się łagodnym usposobieniem, nie byli przy tym zwolennikami zmian i postępu, przyświecało im przestrzeganie oraz pielęgnowanie tradycji swoich przodków45. Najczęściej byli też osobami starszymi, albowiem zajmowanie się leczeniem związane było z posiadanym doświadczeniem, które bezpośrednio wynikało z wieku46.
Osoby zajmujące się leczeniem mogły odróżniać się od reszty społeczeństwa zachowaniem: bywały milczące, unikały kontaktu wzrokowego, mówiły same do siebie. Różnice jednak mogły objawiać się także w wyglądzie – zarówno w cechach fizjonomicznych, jak i bardziej powierzchownych, choćby ubiorze47. Typowy znachor był osobliwy, przebywał na skraju znanego i obcego – często mieszkał samotnie, na skraju wsi, pod lasem, w górach czy niedaleko rozstajów dróg. Nierzadko, mimo osiedlenia się w konkretnym miejscu, leczący nigdy nie byli w pełni akceptowani jako część lokalnej społeczności48. Ze względu na tryb życia można dokonać rozróżnienia na znachorów osiedlonych w konkretnym miejscu i podróżujących między wsiami, których nazywano wędrującymi albo szarlatanami49. Ci drudzy często poszerzali swoją wiedzę podczas tułaczek, w trakcie których wymieniali się informacjami oraz obserwowali leczenie innych osób, co sprzyjało rozprzestrzenieniu się określonych metod i technik leczenia w różnych regionach Polski50.
Targi ziołowe w Wilnie, Narodowe Archiwum Cyfrowe
Leczących darzono respektem, który łączył ze sobą zarówno szacunek, jak i strach oraz obawę; roztaczali oni dookoła siebie swoistą aurę grozy związaną z tabu51. We wsiach mawiało się, że „znachorkom każdy wieśniak największą cześć oddaje, obawiając się jakiegoś czaru albo po strzału”52. Składała się na to chociaż by niezrozumiałość wymawianych formuł, wzbudzająca poczucie tajemnicy i wielkości posiadanej przez nich wiedzy53. Chłopi często ukazywali im uniżoność i uległość. Przychodząc do znachora po poradę lub pomoc, należało przynieść jakiś dar, zapłatę czy zaliczkę, dobro materialne, aby pozyskać jego przychylność oraz uwagę54. Oprócz uiszczenia należności za leczenie, dobrze postrzegane było poczęstowanie znachora wódką55. Opłaty były znacznie niższe niż te, których wymagali wykwalifikowani lekarze, a chorzy często za część leczenia mogli zapłacić za pomocą dóbr łatwiejszych do zdobycia niż pieniądze, takich jak jajka, słonina czy len56. Jaką zatem funkcję w społeczeństwie pełnili znachorzy? Lekarze w znachorach widzieli partaczy, których działania szkodziły zdrowiu, były lekkomyślne i nie miały nic wspólnego z nauką. Ich skuteczność według medyków polegać miała jedynie na oddziaływaniu na psychikę chorych57. Jednakże często ludność miewała odmienne zdanie. Lekarze nie cieszyli się takim zaufaniem jak znachorzy, którzy zyskiwali sympatię pacjentów w związku z długą tradycją oraz ich utrwalonymi nawykami58. Znane były sytuacje, w których ludzie udawali się do lekarzy jedynie po to, by mogli poznać nazwę dręczącej ich przypadłości, a następnie kontynuowali leczenie u znachora. Pokutowało bowiem przekonanie, że pański lekarz chłopskiej choroby nie wyleczy59. Dla ludności znachorzy często byli cudotwórcami. Stawali się ostatnią deską ratunku dla tych, którym nikt nie pomógł, oraz leczyli choroby, wobec których lekarze byli bezradni60.
Julia Zaręba
Wstępna redakcja: Aleksandra Woś, studentka 3. roku studiów I stopnia kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
1 K. Nakwaska, Dwór wiejski, dzieło poświęcone gospodyniom polskim przy datne i osobom w mieście mieszkającym, t. I, Lipsk 1857, s. 264.
2 Z. Libera, Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX-XX wieku, Wrocław 1993, s. 99.
3 Tamże, s. 119–120.
4 Główny Urząd Statystyczny, Zasoby kadrowe w wybranych zawodach medycznych na podstawie źródeł administracyjnych w 2024 r., [online], [dostęp: 27.12.2025]: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ zdrowie/zdrowie/zasoby-kadrowe-w wybranych-zawodach-medycznych-na podstawie-zrodel-administracyjnych-w 2024-r-,28,4.html
5 B. Szychowska-Boebel, Lecznictwo ludowe na Kujawach, Toruń 1972, s. 83.
6 A. Fischer, Etnografia dawnych Prusów, Gdynia 1937, s. 45.
7 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski rozsądek czy gminna fantazja?, Wrocław 1995, s. 244–245.
8 A. Zdanowicz i in., Słownik języka polskiego, t. 1–2, Wilno 1861, s. 2234.
9 E. Rykaczewski, Słownik języka polskiego: podług Lindego i innych nowszych źródeł, t. 2, Berlin 1873, s. 1140.
10 M. Arct, M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego, Warszawa 1926, s. 643.
11 Tamże, s. 599.
12 A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 1927, s. 655.
13 P. Żmigrodzki (red.), Wielki słownik języka polskiego, [online] [dostęp: 27.12.2025]: https://wsjp.pl/haslo/pod glad/53297/znachor/5154572/uzdrowiciel.
14 A. Bołdyrew, J. Sosnowska, Opieka nad kobietami w czasie ciąży, porodu i połogu w ubogich środowiskach wiejskich i miejskich w Królestwie Polskim w XIX i na początku XX w. Od tradycyjnych form po mocy do wsparcia instytucjonalnego, [w:] W kręgu rozważań o zdrowiu i aktywności fizycznej, red. A. Nawrocka, P. Drobnik, M. Brodnicki, Gdańsk 2015, s. 26.
15 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 247.
16 A. Bołdyrew, J. Sosnowska, Opieka nad kobietami..., s. 28.
17 M. Gruchoła, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia związane z narodzinami i wychowaniem dziecka. Studium na podstawie wsi Białobrzegi w województwie lubelskim, „Rozprawy Społeczne” 2015, nr 3, s. 31.
18 P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 2017, s. 148.
19 A. Domańska, Metody leczenia chorób wśród ludu polskiego w XIX wieku. Próba bilansu, „Zeszyty Wiejskie” 2016, t. XXI, s. 310.
20 A. Szlagowska-Papuzińska, Mityzacja choroby. Choroba jako konstrukt społeczny i kulturowy, Wrocław 2021, s. 99.
21 K. Ceklarz, Bulanda – czarownik i znachor z Gorców w świetle badań etnograficznych z lat 1960-1966, „Wierchy” 2015, t. 79, s. 143.
22 Tamże, s. 137.
23 P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen..., s. 148.
24 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 156.
25 M. Udziela, Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego, przyczynek do etnografii polskiej, Warszawa 1891, s. 48.
26 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 247.
27 Z. Jasiewicz, W wielkopolskich kuźniach, „Ziemia, Ilustrowany Miesięcznik Krajoznawczy” 1958, nr 6, s. 12.
28 E. Skorupska-Raczyńska, „Co choroba, to doktor...”. O językowo-kulturowym obrazie lekarza w polszczyźnie, „Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Językoznawcza” 2020, nr 27(2), s. 193.
29 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 247.
30 S. Bylina, Na moście, pod mostem, przy grobli, u młyna, [w:] Aleksander Gieysztor. Człowiek i dzieło, red. M. Koczerska, P. Węckowski, Warszawa 2016, s. 20.
31 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 260.
32 H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Poznań 2024, s. 56.
33 A. Gołębiowska-Suchorska, Od znachorki do autorki: rosyjska tradycja znachorska we współczesnych poradnikach magicznych, Bydgoszcz 2016, s. 32.
34 M. Ickiewicz-Sawicka, Kapitał społeczny medycyny ludowej w kulturze wschodu – szeptuchy, babki, zielarki, zaklinaczki, [w:] Kultura a medycyna ludowa, społeczne, prawne i ekonomiczne uwarunkowania medycyny alternatywnej, red. M. Ickiewicz-Sawicka, Czeremcha 2019, s. 31.
35 H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego..., s. 17.
36 Tamże, s. 33-34.
37 D. Łukasiewicz, Balwierze, cyrulicy, wyrwizęby. Z dziejów choroby i zdrowia, Poznań 2019, s. 140.
38 Z. Libera, Znachor w tradycjach..., s. 112–113.
39 Tenże, Oczy i widzenie (fragment semiotyki antropologii popularnej Europy Środkowej i Wschodniej w XIX i XX wieku), [w:] Polacy i świat, kultura i zmiana: studia historyczne i antropologiczne ofiarowane profesor Halinie Florkowskiej-Frančić, red. J. Lencznarowicz, Kraków 2016, s. 568.
40 Z. Libera, Znachor w tradycjach..., s. 70.
41 B. Lipińska, J. Hoga, Zabić czarną kurę... czarownicy, znachorzy, lekarze, Szczecin 1987, s. 100.
42 F. Lebrun, Jak dawniej leczono, lekarze, święci i czarodzieje w XVII i XVIII wieku, Warszawa 1997, s. 101.
43 Z. Libera, Znachor w tradycjach..., s. 64.
44 S. Udziela, Krakowiacy, Kraków 1924, s. 101.
45 A. Szlagowska, Obraz lekarza i znachora w XIX-wiecznych źródłach etnograficznych i historycznych oraz w literaturze pięknej, [w:] Życie codzienne w XVIII-XX wieku i jego wpływ na stan zdrowia ludności, red. B. Płonka-Syroka, A. Syroka, Wrocław 2003, s. 103.
46 J. Jeszke, Lecznictwo ludowe w Wielkopolsce w XIX i XX wieku. Czynniki i kierunki przemian, Wrocław 1996, s. 40.
47 Z. Libera, Medycyna ludowa: chłopski..., s. 273.
48 Tenże, Znachor w tradycjach..., s. 104 105.
49 S. Spittal, Lecznictwo ludowe w Założcach i okolicy. Materiały dotyczące sposobów leczenia, zielarstwa, wierzeń, zabobonów i znachorstwa, Rocznik Podolski: organ Podolskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk poświęcony sprawom i kulturze Podola, t. 1, Tarnopol 1938, s. 65.
50 J. Szymik, Lecznictwo ludowe na ziemi cieszyńskiej, [w:] Górny Śląsk - dokumentowanie dziejów lecznictwa ze szczególnym uwzględnieniem ziem dawnych księstw cieszyńskiego i opawskiego, red. J. M. Dyrda, J. Miozga, Katowice 2007, s. 239.
51 A. Szlagowska-Papuzińska, Mityzacja choroby. Choroba..., s. 100-101.
52 Taż, Obraz lekarza i znachora..., s. 109.
53 Z. Rosenstein, O przesądach i mistycyzmie w medycynie, Warszawa 1868, s. 7.
54 Z. Libera, Znachor w tradycjach..., s. 68.
55 F. Wereńko, Przyczynek do lecznictwa ludowego, Kraków 1896, s. 3.
56 A. Szlagowska, Obraz lekarza i znachora..., s. 103.
57 M. Flaum, Lekarz a znachor, Warszawa 1928, s. 14.
58 I. Jaguś, Lecznictwo ludowe w Polsce w XX wieku - czynniki i kierunek przemian, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska” 2001, t. XXVI, 13, s. 179.
59 F. Wereńko, Przyczynek do lecznictwa..., s. 2.
60 Z. Libera, Znachor w tradycjach..., s. 25.
W społecznościach ubiegłych wieków podstawową umiejętnością było samolecznictwo, na większość drobnych dolegliwości czy chorób remedium znała każda starsza kobieta lub inny członek rodziny. Jak pisała Nakwaska w poradniku dla gospodyń z XIX wieku: „jedną z najzaszczytniejszych czynności, którą się zajmować będziesz, jest pomoc lekarska, dana chorym i kalekom. Zdaje się bardzo niesłusznem i lekkomyślnem, szydzenie i wyśmiewanie niektórych osób, które żartują z kobiet, trudniących się leczeniem i pielęgnowaniem chorych. Czyż trzeba być Hippokratesem albo Galianem, aby użyteczną dać radę?”.