Nagrodzeni i nie

[folk a sprawa polska]

    Muzyka to nie zawody sportowe” – przyznajemy zazwyczaj zgodnie, po czym jednak z jakoś zrozumiałym zainteresowaniem (chociaż być może nie wszyscy) zerkamy w stronę wyników ankiet i folkowych konkursów. Pewnie jest w tym jakaś nadzieja na zrozumienie przemian, jakie dokonują się wciąż na muzycznej scenie, może na dostrzeżenie wartościowych zjawisk, które w innej sytuacji mogłyby umknąć naszej uwadze. Może wreszcie – jest i taka możliwość – świadomość oraz znajomość wyników ważniejszych konkursów pozwoli nam odnieść się do nich krytycznie. Różne bywają perspektywy, różne wrażliwości…

    Byłem na Nowej Tradycji. Ułatwiły mi to pewne okoliczności, ale i niezależnie od nich – staram się co roku (jeśli nie da się „na żywo”, to przynajmniej via internet) śledzić przebieg festiwalowego konkursu, tak jak i „Sceny Otwartej” na Mikołajkach Folkowych. A zatem wysłuchałem i obejrzałem w Polskim Radiu występy konkursowe, większość na żywo; te, których nie zdołałem na żywo – z powodu innych zobowiązań – w internetowych zapisach. Przyznać muszę, że zgadzam się z większością nagród przyznanych przez jury i nie mam potrzeby dokonywania tu ich wiwisekcji. Trudno przy tym nie zauważyć, że większość wykonawców biorących udział w radiowym konkursie została dostrzeżona przez jurorów i otrzymała różnego rodzaju nagrody. Piszę to bez ironii czy złośliwości, raczej ze smutkiem przypominając sobie czasy, gdy nie wszyscy godni tego wykonawcy mogli być odpowiednio dostrzeżeni, bowiem pula nagród w przeszłości bywała mocno okrojona wobec dzisiejszego stanu. Potwierdza to słuszność i skuteczność pomysłu na zaangażowanie w promowanie festiwalu (i prace jurorskie) przedstawicieli nie tylko Dwójki, ale też innych programów Polskiego Radia. Wolno mieć nadzieję, że tegoroczne liczne laury pozwolą nie tylko na to, by artyści wpisali je do swoich CV (słusznie!), ale też zmotywuje ich do dalszej aktywności na szeroko pojętej folkowej scenie, a dla potencjalnych organizatorów koncertów czy – daj Boże – festiwali będzie to dodatkowym argumentem za zaproszeniem wspomnianych wykonawców. Zwłaszcza że wydaje się, iż tegoroczny warszawski konkurs podkreślił albo uwypuklił fakt, że dzisiejsza scena folkowa w swej różnorodności, ale też świeżości i odkrywczości wielu propozycji, ma do zaoferowania mnóstwo atrakcji współczesnym słuchaczom. Oby tylko ci ostatni mieli szansę na posłuchanie (najlepiej na żywo, podczas koncertów) wspomnianych artystów.

    Mieliśmy też, już tradycyjnie, podczas Nowej Tradycji, występ laureata kolejnego z najważniejszych konkursów – na Folkowy Fonogram Roku. Przy okazji: nigdy dość przypominania, że idea tegoż zrodziła się w lubelskim kręgu, że zarówno sama konstrukcja konkursu, jak i jego „wizjonerska” nazwa od lat nie ulegają zmianom. Nazwa „wizjonerska”, bowiem – o ile trzeba to dodawać – zrodziła się w czasach, gdy zdecydowany prymat wśród nośników dzierżyła kaseta magnetofonowa, choć tu i ówdzie zaczęły się pojawiać płyty kompaktowe. Później płyty CD zdecydowanie zdominowały konkurs, a nie dotknął go właściwie głośny renesans płyty winylowej – w istocie, nieliczne na folkowej scenie winyle były zazwyczaj jedynie ekskluzywnymi dodatkami do powszechnie obecnych płyt CD lub… streamingu. Tak, w ostatnich latach coraz liczniejsze są płyty z muzyką folkową (ale i ludową – ocenianą w „siostrzanym” konkursie Fonogram Źródeł), które nie mają swojego fizycznego wydania. Pojawiają się zatem w rozmaitych przestrzeniach internetu, niekiedy mając – tak jak laureatka tegorocznego Folkowego Fonogramu – jedynie ekskluzywną, dodatkową edycję w postaci płyty analogowej. Dla dopełnienia obrazu (dla anegdoty?) dodać warto, że jurorzy konkursu FFR – o ile sami nie posiadają własnych fizycznych nośników – otrzymują do oceny linki, pod którymi mogą odnaleźć wirtualne wydania płyt. Ot, charakterystyczny znak czasów.

    Piętnastoosobowe międzynarodowe jury najlepszą płytą ubiegłego roku ogłosiło krążek „Nierozpoznana wieś” zespołu Radical Polish Ansambl. Werdykt uznaję i doceniam, choć jednocześnie przyznać muszę, że nie wydaje mi się, żeby propozycja RPA była aż tak zdecydowanie lepsza od innych ubiegłorocznych krążków, co jednoznacznie stwierdzali niektórzy spośród jurorów tego konkursu. Powiem więcej: świetne płyty były nie tylko w gronie tych, które znalazły się w finałowej trzynastce (albumy Kapeli ze Wsi Warszawa, Maniuchy Bikont, WoWaKinu, Piotra Damasiewicza, tria GMM, Łukasza Ojdany, Marii Ojdany i zespołu Drewo, Sutari, Lumpeksu, duetu Swada & Niczos etc.). Było też niemało znakomitych krążków, które – ku mojemu zdziwieniu – do tejże finałowej grupki się nie załapały, ot choćby albumy Weroniki Grozdew & Musos (zdumiewający brak w finale jednej z najlepszych płyt roku), grupy Mosaik, Raphaela Rogińskiego, duetu Wspak, Jolanty Kossakowskiej, Marii Pomianowskiej, grup Jarzmo, Nachum czy Tuleje… Nie wiem, może niektórych z nich nie zgłosili artyści. Może sito eliminacyjne było aż tak gęste? Pewnie, nie wszyscy mogą się znaleźć w owym finale. Wiem jednak, że otacza nas mnóstwo wspaniałej twórczości i dopóki czas, warto jej szukać, warto jej słuchać, co w internetowych czasach nie jest żadną trudnością. Cieszmy się Muzyką!.

Tomasz Janas

Redakcja na stronie Julia Wolny, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych.

 
Skrót artykułu: 

Tomasz Janas o festiwalach i konkursach, pokazujących bogactwo współczesnej sceny folkowej. Jurorskie werdykty, nagrody i płyty.

Autor: 
Dział: 

Dodaj komentarz!