Muzykanci

Zespół uhonorowany Folkowym Fonogramem roku 1999 za płytę pt. "Muzykanci" tworzą dwa małżeństwa: Alicja i Jacek Hałasowie oraz Joanna i Jan Słowińscy. Są to muzycy od lat związani z folklorem, ale zostali "odkryci" dopiero podczas II Festiwalu Muzyki Ludowej Polskiego Radia "Nowa Tradycja '99". W 1999 zdobyli chyba wszystkie możliwe nagrody na festiwalach folkowych, także Grand Prix podczas "Eurofolku" w Płocku. W roku 2000 będą reprezentować Polskę na Folkowym Festiwalu Europejskiej Unii Radiowej, który tym razem odbędzie się w Czechach. Z zespołem rozmawia Katarzyna Mróz.

Kim Państwo jesteście - muzykami z zawodu czy amatorami?


Jan Słowiński: Z zawodu o tyle, że muzyka wypełnia nam większość czasu i pozwala utrzymać dwie rodziny, amatorami - może bardziej w dawnym tego słowa znaczeniu, to jest znajdującymi w muzykowaniu szczególne upodobanie.

Jacek Hałas: Z zawodu - ja jestem rzeźbiarzem, żona też plastykiem, Jan filologiem polskim, a Joanna ukończyła rytmikę.


Skąd w takim razie wziął się pomysł wspólnego grania?


J.H. Dla mnie to jakby równoległa ścieżka, którą podążam już jakieś piętnaście lat zajmując się plastyką i muzyką. Spotkaliśmy się w Poznaniu trzy lata temu już z dość dużym bagażem doświadczeń w innych zespołach, innych konfiguracjach, postanowiliśmy wspólnie pomuzykować - i tak cały czas funkcjonujemy.


Z jakich zespołów się wywodzicie?


J.H.: Na początku raczej byli ludzie, z którymi się spotykaliśmy. Każdy z nas ma inne doświadczenia. Moje sięgają rockowych formacji lat osiemdziesiątych. Założyliśmy wtedy z przyjaciółmi zespół Reportaż , grający rock alternatywny. Równocześnie zafascynowałem się kulturą ludową. Wtedy dopiero zacząłem dostrzegać, że istnieje coś takiego jak muzyka ludowa, zacząłem uczyć się gry na akordeonie i grywać z przyjaciółmi muzykę o bardzo szerokim zakresie - od Grecji, poprzez Bałkany, Ukrainę - do Polski. Moja podróż muzyczna przebiegała raczej "z zewnątrz do wewnątrz". Potem nastąpiło spotkanie z Teatrem Węgajty - dla mnie bardzo istotne doświadczenie. Teatr do tej pory działa w podolsztyńskiej wiosce i zajmuje się różnymi formami kultury tradycyjnej. Ma się nienajgorzej, działa dwutorowo. Obecny dyrektor, Wacław Sobaszek, zajmuje się pracą czysto teatralną, natomiast Wolgang Niklaus - najstarszymi formami teatru liturgii. Założył kilka lat temu Scholę - stowarzyszenie śpiewacze pracujące nad śpiewem XIV-wiecznym. Teatr nawiązuje w swych działaniach do kultury miejscowej, warmińsko-mazurskiej, stara się działać w okolicznych wsiach, tak jak kiedyś teatr wiejski, inspirował się też tradycjami innych regionów, Łemków, Hucułów; pierwszy spektakl oparty był na historiach Vincenza. Tak więc jeździłem z Teatrem na wieś, Ukrainę, na Kaukaz, po Polsce oczywiście też; na kolędowanie po wsiach łemkowskich i polskich. Tak rozmaite spotkania doprowadziły do powstania Bractwa Ubogich. Była kiedyś taka grupa, chyba jedna z pierwszych zajmujących się, zauroczonych polską muzyką tradycyjną. To rzeczywiście była fascynacja i piękne doświadczenie dla każdego z nas. Potem Bractwo się rozwiązało, spotkali się "Muzykanci"; było akurat zamówienie na wesele - bardzo dobrze nam się grało i tak ciągniemy dalej.


Czy faktycznie goście weselni identyfikują się z Waszą muzyką? Przecież dziś nie spotyka się ludowych kapel nawet na wiejskich weselach?


J.H.: Gramy w wielu miejscach, prowadzimy warsztaty tańców, zabawy, wesela, gdzie muzyka taneczna, użytkowa odbierana jest bardzo dobrze. Nie zdarzyło się nam jeszcze, żeby ktoś nas ze sztachetą pogonił z wesela.


Jak określilibyście swoją muzykę?


Joanna Słowińska: Jeśli chodzi o jakąś "definicję" - nie zastanawialiśmy się do kogo by tu się "przykleić", czy to muzyka ludowa, czy jakaś "etniczna", nie było to zresztą specjalnie potrzebne do momentu, kiedy ludzie zaczęli pytać, albo sami określać, próbując "wsadzić" w odpowiednią szufladę.

J.H.: Sama muzyka, którą gramy, śpiewamy, inspirowana jest przede wszystkim polską muzyką ludową, muzyką mniejszości, które na terenach Polski mieszkały, mieszkają i tworzą - Cyganów, Łemków, Żydów, Ukraińców. Dlaczego akurat to? Trudno mi odpowiedzieć. Alicja Hałas: Każdy w zespole pochodzi z innych stron, co też na pewno ma wpływ na upodobania i dobór repertuaru; dziadkowie i rodzice Jacka - z Lubelskiego, moja babka i mama - z Huculszczyzny, dziadkowie Asi - z Polesia i Wielkopolski, Jana - z Zakopanego i Stanisławowa. Moja babcia, tam, gdzie mieszkała, w Czerniowcach, spotykała na co dzień Polaków, Rosjan, Ukraińców, Żydów, Cyganów. Wszyscy żyli w wielkiej zgodzie. Ta babcina opowieść ma dla mnie bardzo pozytywny wydźwięk. Myślę, że to gdzieś we mnie siedzi; wiele tradycji jest mi bliskich, z tego też powodu lubię grać rozmaite odmiany muzyki z różnych stron Polski i okolic.


Co jednak najbardziej pociąga Was w muzykowaniu: radość dostarczania słuchaczom rozrywki, zajmowanie się tym, co piękne, utrwalanie tradycji?


Joanna S.: Trudno skonkretyzować powód naszych działań. Może to po prostu "lubienie" czegoś szczególnie, a w naszym przypadku ulubionym zajęciem jest muzykowanie. To wszystko.


Czyli nie ma mowy o "szerzeniu oświaty muzycznej"?


Joanna S.: Nie, nie szerzymy nic, oprócz repertuaru, który wciąż staramy się poszerzać (może czasem zgorszenie?). Gramy, bo chcemy.


Muzykę którą gracie uważacie za piękną, ale są też inne rodzaje pięknej muzyki poza pochodzącą z Polski i okolic, np. szkocka, irlandzka...


Jan Słowiński: Niewątpliwie - tak; istnieje mnóstwo zespołów inspirujących się tym kręgiem kulturowym, nie tylko na wyspach, również w Polsce, wiele też "nieautochtonicznych" zespołów sięga do tematów andyjskich czy hinduskich. "Muzykanci" też nie oparli się pokusie grywania motywów "obcych" choć trochę nam bliższych kulturowo - bałkańskich, czy zakorzenionych w kulturze Karpat - ukraińskich, cygańskich czy węgierskich; wszystkie te doświadczenia nie wykluczają, może nawet przeciwnie - po pierwszym "zachłyśnięciu się" różnego typu egzotyką - tym bardziej motywują do poszukiwań tego, co piękne, niepokojące i interesujące - wokół siebie.


Czy macie Państwo w swoim repertuarze jakiś ulubiony region?


Joanna S.: Raczej - ulubione pieśni, nie jest najważniejsze skąd dokładnie pochodzą. Czasem nawet miejsce ich pochodzenia jest trudne do stwierdzenia, zważywszy liczne warianty podobnych motywów, grywanych w różnych częściach Polski.

Jan S.: Dla mnie - szczególnie interesujący jest obszar południowego pogranicza Polski; spotkania muzyczne ze Słowakami, z Węgrami przypominają, że naprawdę mamy ze sobą wiele wspólnego; migracje wołoskie, rusińskie, później - choć paradoksalnie, pod zaborem - wspólnota kulturowa prowincji galicyjskiej, wszystko to zrodziło krajobraz niezwykłej urody. Dziedzictwo kresów wschodnich to wartość stwierdzona i niezaprzeczalna, obsesyjny pęd ku Zachodowi staje się już nudny. Myślę, iż warto, choć to pod słońce, spoglądać częściej na południe.


Z jakich źródeł pochodzi Wasz repertuar, z literatury, a może jest efektem własnych badań?


Jan S.: Z różnych - dostępnych i niedostępnych źródeł - nagrań i zapisów znajdujących się w państwowych i prywatnych archiwach, z własnych spotkań muzycznych, wypraw, z kolekcji XIX-wiecznych etnografów; nie sposób nie wspomnieć o Kolbergu, a z dzieł współczesnych - o uzupełnianej wciąż kolekcji CD "Muzyka ródeł" Radiowego Centrum Kultury Ludowej przy Polskim Radio w Warszawie.


Czy któryś z regionów dostarczył najwięcej materiału?


Jan S.: Trudno to zliczyć, na spotkaniach tanecznych, weselach potrafimy grać przez osiem godzin nie powtarzając "kawałka" - inaczej budowane są koncerty; czasem program układa się sam w trakcie grania. Raz wychodzi "nizinny", raz bardziej "karpacki", słychać inspiracje muzyką mniejszości narodowych, obszarów pogranicza, a przede wszystkim polską muzyką ludową,. Choć z rozpoznawaniem jej - bywa różnie. Nie raz dobywało się z sali, po dość ortodoksyjnym kwadransie oberków: - może by tak wreszcie coś po polsku? - No jak to, przecież było! - Nie o takie chodzi; "Sokoły"


W jaki sposób zdobywacie doświadczenia muzyczne, nie będąc zawodowymi muzykami?


Joanna S.: Jestem rytmiczką, a rytmiczka zasadniczo - na skrzypcach nie gra. Ukończyłam Akademię Muzyczną, przyznaje się do tego i nie wstydzę; a na skrzypcach uczyłam się grać w szkole muzycznej I stopnia w Strzelcach Krajeńskich i nigdzie dalej, bo źle trzymałam instrument. Zanim jeszcze poszłam do szkoły, próbowałam sama grać i później nie można było przełamać tego dziecinnego przyzwyczajenia. Jeśli chodzi o nuty i sposób grania, to najcenniejsze są dla mnie spotkania z innymi muzykami. Tu podpatrzę ozdobnik, tam nutkę. Czerpię pełnymi garściami skąd się da. Staram się tylko, żeby to było mniej więcej prawdziwe, tzn. żeby nie śpiewać łemkowskich pieśni po grecku na przykład. Wszyscy w ten sposób uczymy się i rozwijamy. Trochę jak dawniej muzykanci, co podróżowali po weselach, jak coś podsłuchali u cygańskiej albo żydowskiej kapeli, natychmiast włączali do repertuaru. Choć nie przyznawali, że to np. od Żydów.




Folkowy Fonogram Roku '99
MUZYKANCI
można zamawiać telefonicznie
za zaliczeniem pocztowym
tel. (012) 42 12 759 lub (0603) 944 988
cena 30 zł + koszt przesyłki

Skrót artykułu: 

Zespół uhonorowany Folkowym Fonogramem roku 1999 za płytę pt. "Muzykanci" tworzą dwa małżeństwa: Alicja i Jacek Hałasowie oraz Joanna i Jan Słowińscy. Są to muzycy od lat związani z folklorem, ale zostali "odkryci" dopiero podczas II Festiwalu Muzyki Ludowej Polskiego Radia "Nowa Tradycja '99". W 1999 zdobyli chyba wszystkie możliwe nagrody na festiwalach folkowych, także Grand Prix podczas "Eurofolku" w Płocku. W roku 2000 będą reprezentować Polskę na Folkowym Festiwalu Europejskiej Unii Radiowej, który tym razem odbędzie się w Czechach. Z zespołem rozmawia Katarzyna Mróz.

Dział: 

Dodaj komentarz!