Muzyczne podsumowanie roku

Folk 2023

Rok 2023 niestety nie był tak bogaty w wydawnictwa płytowe jak poprzedni – przynajmniej w moim odczuciu. Tyczy się to zarówno płyt folkowych, jak i płyt ogólnie.
Z tych pierwszych solidnej rozrywki dostarczyli mi niezawodni Dropkick Murphys, którzy mimo iż „bez prądu”, wciąż potrafią elektryzować. „Okemah Rising”, czyli druga część liryków Woody’ego Guthrie w aranżacjach irish country, kręciła się w moim odtwarzaczu dość regularnie. Fajny debiut dostarczyła też krakowska grupa folkmetalowa Lyrre – jeśli ktoś wątpił, czy Michalina Malisz dobrze zrobiła, odchodząc z Eluveitie, to ma teraz namacalną odpowiedź. Kapitalny album wydał luksemburski bard Jerome Reuter, który od lat tworzy pod szyldem Rome. „Gates of Europe”, inspirowany wojną w Ukrainie, to album przepiękny, nostalgiczny, klimatyczny i do bólu poruszający. Co jednak najważniejsze, jest on niezwykle zaangażowany i na swój sposób naturalny – Jerome prócz otuchy swoimi pieśniami niósł Ukraińcom także doraźną pomoc w postaci artykułów pierwszej potrzeby. Koniec końców, nasi starzy znajomi z kanadyjskiego The Dreadnoughts odhaczyli temat po linii najmniejszego oporu, wydając „Green Willow” jedynie w formie cyfrowej, jednak jakościowo obronili się w 100%. Wzorem swoich rodaków z The Real McKenzies, wzięli na warsztat folkowe pieśni i zagrali je z należytym sobie sznytem. Ich wersja „Hej Sokoły” to zdecydowanie najlepsza interpretacja tego evergreena, jaką kiedykolwiek słyszałem.
Z „okołofolkowych” tematów moje serducho skradło pięć pięknych Japonek, które tworzą pod szyldem Lovebites – choć powermetalowy girlsband gra światowo, wciąż uroczo przebija karkołomną japonistyką, czego dobitnie dowodzi ich najnowszy album „Judgement Day”, na którym wszystko zgadza się w najmniejszych szczegółach. Po drugiej stronie mapy znów dało znać o sobie rodzime trio Wij, którego „Przestwór” ubarwił końcówkę roku. Ekipa nie uznaje na tej płycie żadnych świętości i tak ochoczo czerpie z Motorhead, jak i z Micińskiego czy ludowej demonologii, choć to wciąż tylko wskazówkowe uproszczenie.
I na koniec dwa projekty bardziej z progresywnego podwórka. The Ocean już na kolejnej swojej płycie opowiada o dziejach Ziemi w urokliwy i dość zakręcony sposób – „Holocene” to majstersztyk, który pojmiesz prawdopodobnie dopiero po uzyskaniu stopnia doktora z geologii. Haken natomiast umieścili szympansa w garniturze na okładce płyty, którą zatytułowali „Fauna”, a muzycznie ustawili przebojowe melodie i harmonie obok połamanych i powykręcanych do granic możliwości struktur rytmicznych i faktur gitarowo-klawiszowych. 

Marcin Puszka
Dziennikarz redakcji muzycznej Radia Lublin, autor programu „Kołowrót”, manager Studia im. Budki Suflera.

 

Dla mnie rok 2023 pod kątem folkowym, mimo niepewnych czasów i prozy życia codziennego, wypadł całkiem nieźle…
W kwestii koncertów na pewno pozytywnie zapamiętam gigi Werchowyny (w Auli Głównej PW, jubileuszowy w Progresji i festiwalowy z Hajdamakami w S3), kameralny gig Syn Ze Şase Tri w MetalCave w czasie wiosennego przesilenia, dwa znakomite koncerty Jazz Band Młynarski Masecki w Stodole, świetny występ Kapeli Niwińskich w Iluzjonie, Bloodywood w Hybrydach, Dirty Shirt w Voodoo (i inne folkmetalowe grania tamże, m.in. Dvarga, Derwana, Zdrawica, Velesar, Ūkanose, Weljar), Amigo The Devil w praskich Chmurach, Shannon na Pikiniku Europejskim na Nowym Świecie, stołeczne koncerty Sarakiny (Trifon Zareazan na Bródnie, plenerowo na Ursynowie i kameralnie na Bielanach), plenerowo- -kameralny Amber & Silk w Parku Kępa Potocka i Holeviaters na Żoliborzu z okazji 11 listopada.
Płytowo to przede wszystkim znakomity album rumuńskiej formacji E-An-Na „Alveolar”, nowe bardziej mroczne i doomowe oblicze Łysej Góry („W Ogniu Świat”), polsko-chiński  Amber & Silk  „Suka meets zheng”, litewskie granie, czyli Baltic Balkan „Bazaar” i Ūkanose „Šiaurum vėjum”. Poza tym wrażenie zrobił znakomity krążek wirtuozów etnojazzu „Balkan Grooves”, czyli Trio Grekow/Peev/Tsvyatkov, z Serbii Pero Defformero zaskoczyło lekką zmianą brzmień („Muzika za ljude bez prijatelja”), a Lenhart Tapes na płycie „Dens” przemiksował m.in. Svetlanę Spajić i to z jej pełną aprobatą.
Nie próżnowali folkmetalowcy, poza wspomnianym już Ūkanose również irlandzki Cruachan („The Living and the Dead”), francuski Bansidh („Orgetontiros”) i włoski Calico Jack („Isla de la muerte”). Bardzo dobrze wypadł dark-paganfolkowy Weljar na płycie „Tur”. Miło zaskoczył Diaboł Boruta albumem akustycznym, a Sokół Orkestra inspiracjami ze słowiańskich legend i wierzeń („Nawia”).
W klimatach romskich i turbofolkowych też się sporo działo, m.in. ukazał się jubileuszowy album Kałe Bały („Nie odchodź życie”), znakomity krążek Barbory Botošovej z udziałem m.in. Agaty Siemaszko („Roshambo”) i „Million” bośniackiej legendy turbofolku Mayi Berović... To oczywiście nie wszystko. Rok 2023 przyniósł też nową, cotygodniową audycję folkową „Folkomat” w Radiu Praga (zawsze o 15:00 w czwartek), którą współredaguję z żoną. 

Witt Wilczyński
Chemik z wykształcenia, żerca, DJ, groundhopper, sympatyk zrównoważonego urbexu, miłośnik i propagator szeroko rozumianej muzyki folkowej, turbofolkowej, folkrockowej i folkmetalowej, rumunofil. W latach 2007–2014 związany z internetowym RadioWid, a wcześniej z Radiem WaWa i Polskim Radiem BIS („Mocne Nocne”), obecnie w Radiu Praga (od 2020 audycje „Pasmo Radiowid” i „Folkomat”).

 

Zroku na rok coraz szybciej i częściej trzeba okrążać glob, by wyłapać świeży i smaczny pokarm muzyczny. Współczuję zawodowym dziennikarzom. Płyt w kategorii bardzo dobrych i wybitnych jednak nie jest dużo, a tutaj muszę wybrać jedynie kilka z nich. 
Trzy takie albumy zdarzyły się w Irlandii. Mam na myśli kapelę Lankum z piątą w jej dorobku płytą „False Lankum” oraz bliźniaczą grupę ØXN „CYRM” (debiut). Tu i tu śpiewa ta sama wokalistka Radie Peat, charyzmatyczna i obdarzona głosem, którego po prostu „się słucha”: śpiewając, opowiada. Muzyka nieco mroczna i postapokaliptyczna, w całości autorska, ale wyraźnie oparta o konkretny materiał z folkloru, o konkretne, dla Irlandczyków natychmiast rozpoznawalne, pieśni czy wątki, symbolikę, nawiązania do obrzędowości. Balladowy folk-rock o źródłach postpunkowych i triphopowych (skojarzenia ze Swans, Portishead czy L. Cohenem jak najbardziej uprawnione), dojrzały, tworzony przez plus minus czterdziestolatków. Dwie znakomite płyty, które w dodatku trafiają w moje gusta, przy czym Lankum jest bardziej urozmaicony w wyrazie, bardziej zniuansowany. Na trzecim miejscu irlandzkiego podium stoi John Francis Flynn, avantfolkowy człowiek-orkiestra z bardzo oryginalną płytą „Look Over the Wall, See the Sky”, przypominającą zapiski z nieco surrealistycznego dziennika. Żeby polecić coś zdecydowanie bardziej in crudo, co mnie w wartościowy sposób sponiewierało, przeniosę się do Korei, gdzie podwójną płytę wydała szamanka 송순단, czyli Song Soon Dan o potężnym, władczym głosie (a ma już swoje lata). W obrzędzie oczyszczenia duszy, którego Song Soon Dan jest mistrzynią ceremonii, towarzyszy jej spora świta bębniących, dzwoniących, dmuchających w patyki i stroiki muzyków, dodatkowo tworzących chór. O Matko Boska! To jest muzyka tylko dla dorosłych, w sensie jej natężenia emocjonalnego. Kontrapunktem dla tej wyprawy koreańskiej jest album „Rû Bi Rû” kurdyjskiego duetu Mikail Aslan & Cemîl Qoçgiri. Dwóch znakomitych muzyków i śpiewaków siedzi sobie i gra dla siebie, dla roślin otaczających ich w ogrodzie, dla pejzażu. Czyste kameralne piękno, pełne uczuć, witalności, liryzmu. Taka… najzupełniej normalna muzyka, bez żadnych eksperymentów ani psychodelii, a jakże do głębi poruszająca.
Te z rodzimych płyt, których z przyjemnością słuchałem, to Raphaela Rogińskiego „Talàn” oraz „Pogłosy” Kapeli Niwińskich. Niewiele koncertów zaliczyłem, ale jeden był wyjątkowy. W stołecznym klubie Pardon To Tu na klawiszowej cytrze grał Ustad Noor Bakhsh z Beludżystanu (Pakistan). Miodzio bez cukru.

Remek Mazur-Hanaj
Współtwórca ruchu domów tańca w Polsce, etnograf, animator i dokumentator tradycyjnej kultury etnomuzycznej, scenarzysta filmów dokumentalnych, współpracownik Polskiego Radia, redaktor naczelny portalu MuzykaTradycyjna.pl.

 

Jaki był dla mnie folkowy rok 2023? Zachwyca mnie aktywność tria Bastarda, które w ostatnich latach żywo inspiruje się szeroko rozumianą muzyką tradycyjną. Miniony rok przyniósł nam z jednej strony wspaniały trzypłytowy album „Nizozot” z autorskimi interpretacjami muzyki chasydzkiej, z drugiej – przepiękne i poruszające kołysanki „Lilith Abi”, przygotowane wspólnie z serbskimi artystkami. Przyznam, że promocyjny wieczór dotyczący tej płyty, który odbył się w Poznaniu, zrobił na mnie tak duże wrażenie, iż gotów jestem uznać go za szczególne wydarzenie koncertowe. A jeśli mowa o płytach: wielkie wrażenie zrobiły też na mnie krążki nagrane przez Marcina Pospieszalskiego, Michała Żaka i zespół Transatlantyk, duet Wspak, Orkiestrę św. Mikołaja i grupę Joryj Kłoc, zespoły Hajda Banda oraz Daj Ognia (internetowa premiera odbyła się jeszcze w grudniu, ale fizyczny krążek pojawił się chyba dopiero w nowym roku), a wreszcie solowy krążek Raphaela Rogińskiego. Fonograficznie był to rok wielce ciekawy.
Festiwalowo? Wielki rozczarowaniem był dla mnie fakt, że poprzednie (szczęśliwie: minione) władze Polskiego Radia nie były zainteresowane zorganizowaniem jubileuszowej 25. edycji Nowej Tradycji. Jeśli chodzi o inne festiwale, szczególne wrażenie wywarły na mnie dwa, od lat funkcjonujące, od lat ważne na krajowej scenie folkowej, a oba naznaczone nutą nostalgii. Pierwszym był Ethno Port Poznań. Tuż przed ostatnim koncertem ubiegłorocznej edycji Andrzej Maszewski, jego pomysłodawca i od samego początku dyrektor, przekazał ster nad festiwalem w ręce swej wieloletniej współpracowniczki Bożeny Szoty. Jak będzie dalej? Zobaczymy. Póki co wspaniałe wspomnienia pozostawili po sobie w 2023 Ndima – grupa pigmejów Aka z Kongo oraz Zene’t Panon z Reunion, ale w pamięci pozostaną przede wszystkim koncerty Steliosa Petrakisa oraz Marii Mazzotty.
Z kolei ubiegłoroczna edycja festiwalu EtnoKraków/Rozstaje była prawdopodobnie (czasowym?) rozstaniem z Fortem Kleparz – jedną z głównych koncertowych scen w ostatnich latach, której – zdaje się – zaplanowano remont, a przede wszystkim pożegnaniem z dotychczasową lokalizacją klubu Strefa (a więc swoistej centrali festiwalu). Muzycznie wydarzyło się kilka pięknych rzeczy, choćby koncerty grupy Odpoczno, Słowiński-Kukurba Project (chciałoby się tego posłuchać z płyty), Naphty, Joanny Słowińskiej z kwartetem Stanisława Słowińskiego, Trebuniów-Tutków czy Oli Bilińskiej i Babadag z projektem „Šulinys / Źródło” (tutaj też bardzo czekam na studyjne, płytowe nagrania).
Coś się kończy, coś zaczyna, oby przyszłość była równie świetna jak to, co już za nami.

Tomasz Janas
Absolwent polonistyki na UAM. W przeszłości: wieloletni dziennikarz muzyczny poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, członek redakcji „Czasu Kultury”, współpracownik Polskiego Radia. Laureat stypendium artystycznego Miasta Poznania. Juror festiwali i konkursów, głównie muzyki folkowej. Od 2014 roku publicysta miesięcznika „IKS” oraz portalu kultura.poznan.pl.

Skrót artykułu: 

Rok 2023 niestety nie był tak bogaty w wydawnictwa płytowe jak poprzedni – przynajmniej w moim odczuciu. Tyczy się to zarówno płyt folkowych, jak i płyt ogólnie.

(Marcin Puszka)

Dział: 

Dodaj komentarz!