

Festiwal Dźwięki Północy to okazja do spotkania z muzyką krajów z określonego regionu Europy. Polskie zespoły folkowe mają tu szansę zagrać na jednej scenie obok wykonawców ze Skandynawii, północy Wysp Brytyjskich czy też z krain takich jak Karelia.
Rafał Chojnacki
Smaczku dodaje imprezie miejsce koncertów – kościół św. Jana w Gdańsku. Ta gotycka budowla, przekazana w użytkowanie Nadbałtyckiemu Centrum Kultury, jest jedną z najpiękniejszych gdańskich sal koncertowych. Od kilkunastu lat festiwal jest stałym gościem w tym niezwykłym obiekcie. Jako że kolejne edycje odbywają się co dwa lata, apetyt na muzykę wydaje się większy niż w przypadku innych tego rodzaju imprez w Trójmieście.
NCK – jako organizator Dźwięków Północy – stało się prawdziwym ambasadorem muzycznej kultury krajów nordyckich. Niepisaną tradycją jest prezentowanie projektów, które powstały albo specjalnie z okazji festiwalu, albo zbiegły się z terminem imprezy, a temat dobrze pasował do wskazanego obszaru zainteresowań. Każdorazowo wydarzeniu towarzyszą też dodatkowe atrakcje.
Tegoroczną edycję, która trwała od 7 do 10 lipca, można uznać za modelową. Pojawili się na niej wykonawcy znani trójmiejskiej publiczności, ale i całkiem nowi. Do tego warsztaty tańca i śpiewu, zabawy taneczne z Chłopcami z Nowoszyszek, wystawa fotografii z Arktyki (autorstwa pracowników Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie), prelekcja o pieśniach obrzędowych Słowian i Bałtów oraz pokaz islandzkiego filmu „Lamb” (reż. Valdimar Jóhannsson).
Sednem wydarzenia jest jednak oferta muzyczna. W tym roku rozpoczęto od występów wykonawców dobrze znanych festiwalowej publiczności. Koncert Kapeli ze Wsi Warszawa był przekrojowy, ale nie zabrakło północnych akcentów. Nic dziwnego, formacja ma na swoim koncie płytę „Nord” w takiej właśnie konwencji. Drugim wykonawcą była duńsko-szwedzko-farerska grupa Dreamers Circus, prezentująca nieco bardziej subtelne brzmienia. Spora część repertuaru to współczesne kompozycje, które nawiązują do ludowych tańców. W warstwie wykonawczej czuć inspiracje muzyką klasyczną, co przejawia się w eleganckiej formie aranżacji. Drugi dzień festiwalu (8 lipca) otworzył zespół znany z poprzednich edycji, czyli Nordic Fiddlers Bloc, pokazujący wspólne korzenie skrzypków z Norwegii, Szwecji i brytyjskich Szetlandów, na których przed wiekami osiedlali się wikingowie. Po nich zabrzmiało folk-rockowe Odpoczno, ciekawie improwizujące wokół polskich tematów ludowych, a na zakończenie usłyszeć można było Frigg z Finlandii. Pod względem muzycznym grupa ta oscyluje wokół tematów skandynawskich, łącząc je z elementami amerykańskimi. Jako że są to w większości współczesne kompozycje, nietrudno wyobrazić sobie, że tak mogłaby wyglądać muzyka dziewiętnastowiecznych osadników z fińsko-norweskiego pogranicza, którzy dotarli do USA.
Na sobotę (9 lipca) przewidziano tylko jeden koncert. Trzeba jednak przyznać, że było to niezwykłe muzyczne spotkanie. Szwedzka grupa Fränder i polskie Sutari stworzyły razem projekt „Across the Baltic Sea”, który trafił na tak zatytułowaną płytę. Mieszanka szwedzkich i polskich melodii oraz pieśni ludowych brzmi w ich wykonaniu niezwykle, ponieważ motywy te połączono w utworach, krzyżując np. szwedzki taniec z polską pieśnią. Efekt jest piorunujący.
Ostatni dzień (10 lipca) festiwalu otworzył szwedzki duet Hazelius Hedin. Następnie totalnym, niekiedy transowym i zanurzonym w nowoczesnym jazzie uderzeniem historię 36. Dźwięków Północy zamknęła Radykalna Orkiestra Pomorska. Esbjörn Hazelius i Johan Hedin z niejednego folkowego pieca chleb jedli. Pierwszy z nich gra na gitarze, citternie, violino d’amore i śpiewa, zaś drugi gra na nyckelharpie. Ich taneczne melodie i pieśni, wykonywane z miękkim skańskim akcentem, okazały się niezwykle pełne. Tej muzyce naprawdę niczego więcej nie trzeba. Tymczasem Radykałowie to z jednej strony sekcja smyczkowa dowodzona przez Macieja Filipczuka, z drugiej – jazzowe instrumenty dęte w rękach pomorskich muzyków. Pomiędzy nimi ulokowany był Emiter, znany gdański eksperymentator i specjalista od field recordingu. Jego elektronika, uzbrojona w nagrania terenowe, spajała projekt w całość, choć trzeba przyznać, że nie była to łatwa muzyka.
Podczas ostatniego koncertu nad gdańskim Głównym Miastem przetoczyła się burza, która dodała występowi dramatyzmu. Sam festiwal odbył się bez większych zawirowań (jeżeli nie liczyć zaginionego w podróży instrumentu), a wykonawcy zaprezentowali bardzo wysoki poziom artystyczny. Taka sytuacja pozwala mieć dobre przeczucia odnośnie do kolejnej edycji, której oczekujemy za dwa lata.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk
Festiwal Dźwięki Północy to okazja do spotkania z muzyką krajów z określonego regionu Europy. Polskie zespoły folkowe mają tu szansę zagrać na jednej scenie obok wykonawców ze Skandynawii, północy Wysp Brytyjskich czy też z krain takich jak Karelia.
fot. M. Samsel-Chojnacka: Koncert duetu Hazelius Hedin