Majówka w radomiu

Kolega powiedział: jak się wybierasz do Radomia na imprezę, to ja jadę samochodem. No jak samochodem, to ja też! Niedziela wieczorem, 11 maja, zielono, ciepło, a w Muzeum Wsi Radomskiej impreza rozpoczynająca nowy cykl: "Muzyka wsi". Cykl ma być poświęcony radomskim muzykantom. Idea jest taka, by grali na takich spotkaniach wiejscy muzykanci z Radomskiego i ich uczniowie z różnych miast Polski, zafascynowani ich muzyką. Wydarzenie organizował Andrzej Bieńkowski, znany badacz kultury ludowej, autor zdjęć, książek, filmów i wydawnictw o muzyce tradycyjnej.

Impreza rozpoczęła się otwarciem wystawy fotografii: "Muzykanci" prof. Andrzeja Bieńkowskiego i "Spotkania na miedzy. Ludzie. Muzyka. Historie" Stowarzyszenia "Tratwa" z Olsztyna (wystawy czynne do 11 lipca), a później rozpoczęło się właściwe muzykowanie.

Zagrali: Jan Adamczyk z Budek k. Szydłowca z uczennicami, Katarzyną Tucholską i Katarzyną Szurman z Warszawy, Stefan Nowaczek z Podłęża z uczniem Mateuszem Niwińskim z Otwocka, Jan i Stefan Gacowie z Przystałowic Małych z uczniami Maciejem Żurkiem i Markiem Ruczko z Olsztyna, Januszem Prusinowskim z Mławy i Ewą Grochowską z Lublina, a także dwóch lokalnych akordeonistów, których nie było w programie, ale znaleźli się na imprezie i zgłosili chęć udziału na bieżąco. Impreza odbywała się na środku jednej z zagród, w pełnym słońcu pod błękitnym niebem. Muzykanci zmieniali się kolejno na scenie zainstalowanej na przyczepie ciągnikowej, a pod sceną zainstalowano porządny podest z desek i odchodziły tańce! Wśród tancerzy była para taneczna: Barbara Kietlińska i Stanisław Piejak z Gałek Rusinowskich oraz ich uczeń, Grzegorz Ajdacki z Warszawy, którzy rozpoczęli tańcowanie, ale długo sami na tych dechach nie pozostali - wnet dołączyli z ochoczym potupywaniem przyjezdni goście ze środowiska warszawskiego Domu Tańca, a po chwili goście skansenu. Wielu z miejscowych tancerzy przyznawało się, że już dawno nie tańczyli porządnej polki czy oberka, chociaż a za młodu chętnie wywijali. Na dechach było tłoczno, więc muzycy na wyprzódki wygrywali zakręcone obertasy, mazurki, poleczki, czasem dla odpoczynku walczyki i nawet żar płynący z nieba tańcowania nie rozganiał.

Oficjalna impreza taneczna miała zakończyć się ok. 18-ej, a potem w programie był film etnograficzny, jednak wola zabawy i grania po obu stronach "parkietu" była taka, że organizatorzy postanowili tej zabawy nie przerywać. Kto chciał jeszcze potańczyć, został pod sceną, a dla chętnych równolegle w pobliskiej stodole wyświetlono film "Ostatni wiejscy muzykanci" z archiwum Andrzeja Bieńkowskiego, z komentarzem autorskim na żywo.

Kiedy po zachodzie słońca zaczęto zwijać scenę, tańce nadal trwały - taka muzyka nie potrzebuje nagłośnienia jeśli nie jest grana do wielkiej publiczności, więc się broni i bez prądu. Idea imprezy, zgodnie z którą "tradycyjna muzyka łączy pokolenia" sprawdziła się stuprocentowo. Odjechaliśmy, kiedy zamykano skansen - z nadzieją na kolejne udane spotkania z Muzyką Wsi.

Skrót artykułu: 

Kolega powiedział: jak się wybierasz do Radomia na imprezę, to ja jadę samochodem. No jak samochodem, to ja też! Niedziela wieczorem, 11 maja, zielono, ciepło, a w Muzeum Wsi Radomskiej impreza rozpoczynająca nowy cykl: "Muzyka wsi". Cykl ma być poświęcony radomskim muzykantom. Idea jest taka, by grali na takich spotkaniach wiejscy muzykanci z Radomskiego i ich uczniowie z różnych miast Polski, zafascynowani ich muzyką. Wydarzenie organizował Andrzej Bieńkowski, znany badacz kultury ludowej, autor zdjęć, książek, filmów i wydawnictw o muzyce tradycyjnej.

Dział: 

Dodaj komentarz!