
Biżuterią zajmujemy się już od 40 lat. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do Lublina na turniej rycerski. Odbywał się za Zamkiem. Potem w Biskupinie bywaliśmy. Bursztynem zacząłem się zajmować, bo mój przyjaciel był konserwatorem zabytków i założycielem Stowarzyszenia Bursztynników. On mnie „zaraził” bursztynem i wtajemniczył mnie w to, jak to się robi. Do dzisiaj sam wykonuję tę biżuterię. Wszystko to w moim warsztacie powstało, w Borach Tucholskich, 100 kilometrów za Toruniem. Bursztyn mam głównie z okolic Bydgoszczy, z Kujaw. Ja wykonuję np. kolczyki, naszyjniki, ale to już się kończy, bo mi lata uciekają. Wierzono, że bursztyn pomaga na zdrowie. To był taki odpromiennik człowieka. Ludzie wierzyli, że ściąga z nich zło. Do kadzidła go stosowano. Dzisiaj w kościele jest używany. Zapach kadzidła to jest z bursztynu. Bursztyn coraz bardziej cieszy się zainteresowaniem, bo ludzie zaczynają wierzyć w to, że on przynosi szczęście. Tylko już kto inny będzie wykonywał to w następnych latach.
Zenon Śmigel przez ponad 30 lat wykonywał zawód szlifierza metalu, postanowił spróbować swoich sił także w obróbce bursztynu. Stała się ona jego pasją. Z czasem w rzemiosło to zaangażowała się także żona pana Zenona – Grażyna – oraz córki. Od 1983 roku należał do Spółdzielni Pracy Wytwórców Rękodzieła Ludowego i Artystycznego w Poznaniu, dla której wykonywał biżuterię. W połowie lat 90. rodzina zaczęła brać udział w targach i festiwalach. Państwo Śmiglowie tworzą swoje wyroby przy pomocy dawnej tokarki o napędzie nożnym lub smyczkowym.
Urodziłam się w położonym na Huculszczyźnie Kosowie, w rodzinie mistrzów ceramiki ludowej. Tworzeniem biżuterii zajmuję się od 2010 roku. Miłość do twórczości ludowej zaszczepili we mnie rodzice. Wspólnie z moim mężem Bogdanem Rozputniakiem wytwarzam biżuterię nawiązującą do tradycyjnych ukraińskich wzorów. W swoich pracach wykorzystuję materiały takie jak samodzielnie wykonana ceramika i kamienie naturalne. To autorska biżuteria, ręczna robota. Są tu różne materiały: glina, ceramika i szkło, naturalne kamienie, korale, koral prasowany. Dawno temu chłopiec dawał korale, jak chodził do dziewczyny w swaty. Takie właśnie korale wykonuję razem ze swoim mężem. Od 10 lat je robimy. Ja od sześciu przyjeżdżam do Lublina z Ukrainy. A pomysł na robienie korali? My przyjechaliśmy z Huculszczyzny, a u nas takie ozdoby są bardzo modne. Chciałam popularyzować ukraińską ludową biżuterię. Piękna, fajna dziewczyna lubi korale. Czerwone to klasyka. Prawdziwe korale muszą być w tym kolorze, one symbolizują życie. Czerwone mają energię.
Lyubov Rozputniak absolwentka Lwowskiej Narodowej Akademii Sztuki. Interesuje się badaniami i popularyzacją ukraińskiej sztuki ludowej, w tym strojów, biżuterii, tkactwa, ceramiki i malarstwa. Członkini Stowarzyszenia Twórców Ludowych Ukrainy. W 2019 roku otrzymała stypendium Prezydenta Ukrainy.
Koronka czółenkowa, zwana frywolitką, jest koronką dworską. W związku z tym jest znana na całym świecie. Nie jest typowo polska. Z tej koronki można zrobić na przykład serwetki, kołnierzyki i bardzo ładną biżuterię: kolczyki, bransoletki, naszyjniki. Wykorzystuje się do tego różnego rodzaju nici, w tym kordonki. Stosuje się koraliki czy kamienie szlachetne, żeby je wkomponować w konkretną biżuterię. Kolory są różne w zależności od tego, jakie materiały dostaniemy, i od kolorów kordonków. Jest problem z niektórymi nićmi, ale staramy się, jak możemy. Wszystko zależy od tego, jaki jest materiał i gdzie go możemy dostać. Ja nauczyłam się tej koronki w 1976 roku, w związku z tym już 48 lat ją robię. Zobaczyłam małą serwetkę, spodobała mi się bardzo ta technika i prostu znalazłam kurs w Toruniu, skończyłam go i zaczęłam się tym zajmować. Na początku faktycznie mało ich robiłam, ze względu na pracę, dzieci itd., ale od kiedy przeszłam na emeryturę, to po prostu jestem już uzależniona od tej roboty. Bardzo dużo opracowuję własnych wzorów, ale oczywiście inspirują mnie projekty innych osób, które nasuwały mi pomysły. Ja należę do Klubu „Supełek”, który działa przy Wojewódzkim Ośrodku Animacji w Toruniu. My tam się spotykamy, a więc nawzajem się inspirujemy, jedna drugiej podpowiada pomysły. Staramy się urozmaicić ten „towar”.
Teresa Buczyńska Artystka z Torunia. Zajmuje się koronką czółenkową, czyli frywolitką. Wśród jej wyrobów znajdziemy m.in. serwetki, kołnierzyki, ozdoby świąteczne czy biżuterię (wykonywaną z nici metalizowanej). Od 2011 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, a od 2015 – do Klubu „Supełek” w WOAiK w Toruniu. Jest m.in. laureatką odznaki „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
Jestem Orysia Shchur z Ukrainy, miasto Łuck. Zawodowo zajmuję się wikliniarstwem, a więc moja biżuteria też jest w tym samym stylu. To ma być spójne. Moja biżuteria jest wykonana z wikliny, stosuję też rotang, skórę, słomę, sit oraz drewno. Łączę surowce, ale w większości podstawą jest wiklina. Dla koloru i kontrastu daję nić czy skórzany sznurek. Materiały są naturalne, łączone ze sobą. Wzory są inspirowane przede wszystkim technikami stosowanymi przy pleceniu przedmiotów użytkowych: koszy, talerzy – oczywiście w odpowiednio pomniejszonej skali, natomiast zasady są podobne. Kolory też przeważnie wybieram naturalne, chociaż czasami klienci wolą jaskrawsze wyroby. W ofercie mam naszyjniki, kolczyki, wisiorki, bransoletki, szpilki do włosów, ale również breloczki – różną drobnicę. Ukończyłam w Łucku kolegium kultury, kierunek wikliniarstwo, później w Kijowie studiowałam wzornictwo. Po studiach powróciłam do rodzinnego miasta i pracuję w tym samym kolegium, które ukończyłam – uczę kolejnych studentów, kontynuując tradycję.
Orysia Shchur od 1999 roku zajmuje się tradycyjnym wyplataniem z wikliny. Tworzy kosze (różnych form i rozmiarów – także na chleb), oplatane butelki, zabawki dziecięce i biżuterię. Jest wykładowczynią Wołyńskiego Zawodowego Kolegium Kultury i Sztuki w Łucku. Uczy technik plecionkarskich. Należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych Ukrainy.
Jestem wieloletnim uczestnikiem – na razie jako obserwator – wcześniej Jarmarku Jagiellońskiego, a teraz Re:tradycji. Zafascynowała mnie biżuteria koralikowa, którą poznałam parę lat temu. Kupiłam schemat od pani z Ukrainy, zestaw – jak to się mówi – „Zrób to sam”, czyli garść koralików i instrukcja. Postanowiłam, że nie dam się tak łatwo odwieść od tego zamiaru. Siadłam i zrobiłam biżuterię według instrukcji. Opis był w języku ukraińskim, ale schemat był czytelny. Teraz próbuję wykonywać także własne projekty, w tym biżuterię w jednym kolorze. Wzory mają znaczenie. Ja nie jestem narodowości ukraińskiej i nie chcę profanować ich wzorów, mówiąc o nich. Ale nikt nie jest właścicielem techniki. Tak w robieniu biżuterii koralikowej, jak i np. w malarstwie technika jest dla wszystkich. Natomiast jeśli chodzi o wzory, trzeba uszanować artystów i prawa autorskie. Ja się fascynuję różnymi technikami. Z zawodu jestem lekarzem stomatologiem. Ostatnio udało mi się skończyć malarstwo na Wydziale Artystycznym. Otworzyłam też własną firmę, prowadzę warsztaty z różnych technik, piszę ikony, techniki pozłotnicze również mnie interesują. Jeszcze myślę o tym, żeby studiować historię sztuki. Trzeba wiedzę zgłębić. Na Jarmarku są wystawcy, którzy chętnie udzielają informacji. Same techniki są pracochłonne i niektórzy to docenią, a inni nie. Trzeba młodych edukować odnośnie do tej biżuterii. Nie każdy chce to robić, choć każdemu się podoba efekt. Trzeba mieć do tego cierpliwość. Niektórzy to lubią, lubią siedzieć i coś robić, później coś fajnego powstanie.
Magdalena Martyn-Mróz urodziła się w 1979 roku w Hrubieszowie. Mieszka i pracuje w Lublinie. W 2006 roku ukończyła kurs rysunku i malarstwa w Ognisku Plastycznym Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie. W latach 2005–2018 była jego członkiem. Absolwentka studiów podyplomowych w zakresie malarstwa na Wydziale Artystycznym Instytutu Sztuk Pięknych UMCS w Lublinie z 2018 roku. W latach 2018–2023 odbyła studia jednolite magisterskie na Wydziale Artystycznym Instytutu Sztuk Pięknych UMCS w Lublinie na kierunku malarstwo, wybierając specjalność sztuka obrazu, w dyscyplinie sztuki plastyczne i konserwacja dzieł sztuki. W 2023 roku otworzyła Galerię Autorską i Pracownię MarMroz, w której prezentuje i sprzedaje swoje prace oraz prowadzi warsztaty. Z zawodu jest także lekarzem stomatologiem, doktorem nauk medycznych i specjalistą w dziedzinie stomatologii zachowawczej z endodoncją.
Redakcja na stronie Julia Wolny, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych.
Biżuterią zajmujemy się już od 40 lat. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do Lublina na turniej rycerski. Odbywał się za Zamkiem. Potem w Biskupinie bywaliśmy. Bursztynem zacząłem się zajmować, bo mój przyjaciel
był konserwatorem zabytków i założycielem Stowarzyszenia Bursztynników.
(Zenon Śmigel)