
W wielu najważniejszych rzeczach jesteśmy uczniami zwierząt przez naśladowanie: od pająka nauczyliśmy się tkania i cerowania, od jaskółki – budowania, od ptaków śpiewających, łabędzi i słowika – śpiewu.
Joanna Szadura
Tak o początkach śpiewu pisał Demokryt. Ale nie będzie żadnym zaskoczeniem, gdy okaże się, że zarówno muzykografowie, filozofowie, jak i antropolodzy kultury sformułowali wiele teorii związanych z pochodzeniem muzyki wokalnej i instrumentalnej. Najsilniej jednak w kulturze utrwaliło się właśnie przekonanie, że muzyka jest naśladowaniem przez człowieka najpiękniejszych dźwięków natury. A wzorów do naśladowania matka natura dostarczyła wielu. Dotyczą one barwy wydawanych przez ptaki dźwięków (tych bardziej przyjemnych dla ludzkiego ucha), interwałów muzycznych, struktury samych kompozycji, a nawet czasu ich wykonania. Ptaki, zwykle samce, śpiewają przede wszystkim w czasie godów. Wabią ku sobie partnerki, pojedynkują się na pieśni z rywalami. Mają też repertuar, który jest przeznaczony na czas wicia gniazda, okres wylęgania i opieki nad młodymi, opuszczenia przez nie gniazda, a także rozstania.
Oczywiście nie wszystkie ptaki śpiewają. Podobno umiejętność tę posiada połowa gatunków, ale tylko część z nich uznaje się za śpiewaków niezrównanych, wykonujących skomplikowane (często niepowtarzalne) wokalizy. Wysoko cenione muzyczne zachowania ptaków polszczyzna utrwaliła m.in. w porównaniach. Mówimy więc np. że ktoś śpiewa jak słowik, skowronek, kanarek czy łabędź. Tyle tylko, że za każdą z tych formuł kryje się nieco inne znaczenie.
Za niedościgłego mistrza śpiewu jest powszechnie uważany słowik. Zazdrościć tej umiejętności mają mu inne ptaki (Gdy słowik nuci, czyżyk z zazdrości się smuci) i rzecz jasna człowiek2. Słowicze fiuki, kwilenia, gwizdy i kląskania słyszane są wiosną, w maju, najczęściej nocą (chociaż w rzeczywistości śpiewają one cały dzień). Ponoć w nocy usłyszeć można samce, które nie znalazły jeszcze partnerek. Te tęsknią za miłością… Inne śpiewają już swoim wybrankom, a potem pisklętom. Nic zatem dziwnego, że śpiew słowików towarzyszy spotkaniom zakochanych.
Jan Pocek, chłopski poeta, pisał: Chodzę ci często o świcie / po srebrnych polach, po łąkach / o niestrudzony tropiciel / prostej poezji, skowronka. / Czasem uklękam pod zorzą / i się wsłuchuję głęboko / jak arcypiękno tworzą / szara ptaszy na z obłokiem.
Kanarek – śpiewak zamknięty w klatce... Niegdyś jego posiadanie kojarzono z zamożnością, więc był częstym luksusowym „więźniem” i zabawką dworów. Uważa się, że najlepsze umiejętności wokalne mają samce trzymane w samotności. Te, które mają parę, już nie muszą się starać… Czy zatem, śpiewając, kanarek tęskni za wolnością, czy za miłością?
Ale łabędzie – symbole piękna, doskonałości, szlachetności i czystości przecież nie śpiewają... Wierzono jednak, że tuż przed śmiercią wykonują najpiękniejszą i najsmutniejszą pieśń. Dlatego też frazeologizm łabędzi śpiew łączy się z ostatnim dziełem artysty, a także z każdym końcowym przejawem naszej działalności, w tym naszego życia. Ciekawe więc, dlaczego wiąże się genezę muzyki z tym niemym i krzykliwym ptakiem. Czy oznacza to, że estetyczne walory ptasiego śpiewu nie były jedynymi czynnikami decydującymi o wyobrażeniach początków muzyki? Czy łączono je także z dramatycznym krzykiem umierania?
- Wypowiedź Demokryta z Adbery (460–370 p.n.e.) zwolennika mimetycznej teorii sztuki cyt. za: Sławomirą Żerańską-Kominek (Muzykalne dzieci i inne studia z antropologii muzyki, Warszawa 2011, s. 11). Była ona też przedmiotem analizy Andrzeja M. Kempińskiego (Demokryt, łabędź i słowik czyli o najstarszej wersji mimetycznej teorii genezy muzyki wokalnej, „Monochord. De Musica Acta, Studia et Commentarii” 1994, t. 3, s. 7–15).
- Wierzono, że zjedzenie słowiczego serca miało zapewnić wokaliście piękno głosu, por. z żartobliwym powiedzeniem: A że zjadał słowiki, był więc znawcą muzyki (Antoni Czajkowski).
Redakacja na stronie : Żaneta Piotrowska, studentka filologii polskiej.
W wielu najważniejszych rzeczach jesteśmy uczniami zwierząt przez naśladowanie: od pająka nauczyliśmy się tkania i cerowania, od jaskółki – budowania, od ptaków śpiewających, łabędzi i słowika – śpiewu.
S. Ostoja-Chrostowski, Śpiewający słowik, drzeworyt, 1933. Źródło: Polona