Kultura góralska, czyli jaka?

Góralszczyzna

Kultura góralska, czyli kultura ludzi zamieszkujących góry, hartowanych przez kurniawy, dujawice, burniawy, mróz, brak urodzaju i głód, a równocześnie mogących w tych górach zobaczyć najpiękniejsze stworzenia i dzieła natury. Ks. prof. Józef Tischner mówił: „Kultura góralska nie dlatego jest wielka, że jest góralska, ale dlatego, że jest ludzka”. W tradycyjnej kulturze góralskiej odbija się jak w zwierciadle nasza historia, dramat, piękno i wielkość człowieka gór. Kultura góralska, uwznioślona przez wielkich polskich artystów żyjących i tworzących pod Tatrami, pozostaje autentyczna i żywa.
Nasza kultura góralska powstała na styku kultury rolniczej szeroko rozumianej Małopolski i kultury wolnych pasterzy wołoskich, wędrujących przez wieki Karpatami z południa na północ. Wołosi przesądzili o odrębności tradycji wszystkich etnicznych grup polskich górali i o naszym pokrewieństwie z Rusinami, Słowakami, Madziarami, Rumunami, a nawet z mieszkańcami Bałkanów. Charakterystyczne budownictwo drewniane, obrzędy, obyczaje, zwyczaje, muzyka, taniec, śpiew, pasterskie instrumentarium, ubranie z sukna, skóry i lnu – to tylko najbardziej rzucające się w oczy elementy tej karpackiej kultury. Ogromne zróżnicowanie regionalne, fantazja i indywidualizm w każdym elemencie góralszczyzny do dziś zadziwiają nie tylko turystów i obserwatorów, ale i nas samych. Góralszczyzna to wciąż otwarta księga. Zapisujemy jej karty od wieków, ciągle z nową energią.
Pierwszym odkrywcom gór ich mieszkańcy jawili się jako ludzie wolni (w przeciwieństwie do pańszczyźnianych chłopów z nizin), dzielni, odważni, dumni, honorowi, sprawni fizycznie i obdarzeni wrodzoną inteligencją oraz niezwykłym poczuciem humoru. Idealizowanie górali w literaturze i sztuce doprowadziło do mitologizacji góralszczyzny – zwłaszcza w początkach XX wieku. Nasilenie turystyki spowodowało ujawnienie się innych cech – pozytywnych (np. przedsiębiorczość) i negatywnych (np. materializm, kłótliwość). Nadmierny indywidualizm i duma przeradzająca się w pychę, zwłaszcza w ostatnich latach, oddala górali od ukształtowanego w literaturze młodopolskiej ideału, prowadzi do radykalizowania się młodzieży, a nawet do kształtowania postaw ksenofobicznych, homofobicznych, rasistowskich, nacjonalistycznych, do hipokryzji, powierzchownej religijności w miejsce głębokiej wiary i duchowości. Jednak kultura góralska, jej fenomen i siła przetrwania jest ciągle ogromną wartością i niespotykaną gdzie indziej (w takim wymiarze) atrakcją turystyczną. Górale są dwustuprocentowymi Polakami – w dwójnasób gościnni, kochający, ale też zawistni i pamiętliwi.
Nikt nie ma wątpliwości, że kultura góralska jest ważną częścią kultury polskiej, zarówno jako źródło inspiracji dla poetów, kompozytorów, malarzy, jak i zachowujące ciągłość dziedzictwo regionów górskich. To jedna z nielicznych kultur tradycyjnych w Polsce, której nigdy nie postrzegano jako „obciachu”. Skrajna komercjalizacja prowadzi jednak do wynaturzeń i „cepeliowskich” stylizacji. Muzyka rozrywkowa, zwłaszcza ta najniższych lotów, bywa karykaturą tradycyjnej muzyki góralskiej (pseudogóralskie disco polo – porażka edukacji muzycznej), ale i oryginalną interpretacją źródeł (muzyka tradycyjna grana współcześnie, nowa muzyka góralska, muzyka folkowa, etnojazzowa, etnorockowa itp.) lub niewyczerpanym źródłem inspiracji dla wielkich dzieł muzyki współczesnej (Szymanowski, Kilar, Górecki). Podobnie jest z pamiątkami z Zakopanego, stylizowanymi strojami i dziełami sztuk plastycznych. Prawdziwi koneserzy muzyki tradycyjnej znajdą tu bijące źródła i nigdy nie będą kojarzyć prawdziwej góralszczyzny z chamstwem. Zaś tylko od nas samych, żyjących tu górali, zależy, czy będziemy zbliżać się do niezbyt pochlebnego, stereotypowego wizerunku „wypracowanego” w ostatnich latach, czy nawiązywać do naszych wielkich pradziadów opisywanych m.in. przez St. Witkiewicza i K. Tetmajera.

Krzysztof Trebunia-Tutka
Architekt, muzyk, pedagog, regionalista, nauczyciel muzyki góralskiej, autor utworów inspirowanych kulturą tradycyjną, założyciel zespołu Trebunie-Tutki i Kapeli Góralskiej „Śleboda”.

 

Jestem rodowitą góralką. Urodziłam się, wychowałam i mieszkam na Podhalu. Tutaj też urodziły się moje dzieci, którym góralszczyzna nie jest obca, wręcz cała nasza rodzina jest nią przesiąknięta. Góralski taniec, śpiew, rzemiosło jest prawdziwe, jeśli człowiek, który tym się trudni, jest świadomy tego, co robi i wypływa to z jego serca. Tym żyje na co dzień i z tym się utożsamia.
Mimo że minęły czasy, kiedy na Podhalu nosiło się strój góralski jako „codzienny”, to w przypadku mojej rodziny i naszych znajomych jest on zakładany przy każdej okazji świętowania ważnych wydarzeń rodzinnych, kościelnych. W naszym domu muzyka góralska odgrywa istotną rolę. Nasze dzieci śpiewają po góralsku, ponieważ słyszą to w domu. Mąż gra na skrzypcach, oboje jesteśmy zaangażowani w wiele projektów o charakterze podhalańskim, więc nasze córki mają bezpośredni kontakt z kulturą góralską przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Myślę, że istotą naszego góralskiego świata jest niewątpliwie więź rodzinna. Mieliśmy to szczęście, że moi dziadkowie żyli na tyle długo i mieszkali z nami, iż mogliśmy być świadkami pięknej tradycji pokoleniowej. Zarówno my, jak i nasze dzieci mówimy gwarą, zwracamy się do starszych „wy”, ponieważ „tak u nas mówiono” w domu.
Chciałabym, żeby górale w każdy możliwy sposób pokazywali piękno, jakim żyją. Być góralem to coś wyjątkowego. Jeśli jest konieczność promowania naszej kultury podhalańskiej, to byłoby dobrze, byśmy dbali o to, by była pokazywana z szacunkiem. Wiele razy góral stawał się marionetką, postacią, z której żartowano (czasem na własne życzenie), więc młode pokolenie niechętnie utożsamiało się ze swoim pochodzeniem. Dzisiaj zauważam, że wyraźne jest dążenie ku temu, by walczyć ze stereotypem górala popijającego gorzałeczkę i zabawiającego towarzystwo.
Górale są weseli, żartobliwi, zaradni, pracowici, odpowiedzialni i niech zawsze za tym wszystkim stoi mądrość i szacunek. „Bedziy na Podholu biydzicka panować, jak siy nie bedziymy Górole sanować!”.

Anna Malacina-Karpiel
Wokalistka zespołu HOLEVIATERS, członkini grupy podhalańskiej ZYNGRY.

 

Znalezienie odpowiedzi na pytanie, czym jest dziś góralskość, w tym muzyka góralska (śpiew, taniec, gra instrumentalna), nie jest łatwe, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę postępujące przeobrażenia społeczno-światopoglądowe, ekonomiczne, jakie cały czas dotykają regionów górskich, co nieustannie zmienia obraz góralskiej muzyki. Tym, co od dłuższego czasu wydaje się być jej stałym elementem, jest fakt, że jest odtwarzana w sposób najczęściej niestaranny dla szybkiego zysku. Moim zdaniem zatraciła swoje dwie najważniejsze i decydujące o jej wyróżnieniu cechy – przestała być nośnikiem sacrum i polem do ukazania tak rzadko spotykanego w śpiewie ludowym fenomenu harmonicznego myślenia. Wyjątkiem są regiony zamieszkiwane przez górali babiogórskich i huculskich, gdzie wielogłosu nie było. Nie odnosi się to tylko do muzyki regionów pod Tatrami, choć pojęcie „góralskość” w potocznym rozumieniu kojarzy się przeciętnemu miłośnikowi folkloru z muzyką wykonywaną na szeroko dziś pojmowanym Podtatrzu. Góralskość jednak możemy pojmować szerzej i rozciągać ją na wszystkie warstwy społeczne zamieszkujące Karpaty, oczywiście bez podziałów państwowych. Moje doświadczenia na tym gruncie odnoszą się głównie do muzyki tak szeroko pojmowanej góralszczyzny z naciskiem na wschodnią ścianę Karpat, gdzie zdołał przetrwać nieco bardziej konserwatywny model kultury, w którym muzyka, oprócz funkcji rozrywkowej, ludycznej, zarobkowej, komunikacyjnej, wyraża jeszcze głębsze sensy, często związane z obrzędowością. Wydaje mi się, że z szerszego antropologicznego punktu widzenia te głębsze sensy tworzą najważniejszy i najcenniejszy idiom góralskiej muzyki, której istota tkwi w tej najsłabiej poznanej przez badaczy warstwie życia duchowego górali, która wiąże się ze światem przedchrześcijańskich, a także chrześcijańskich wierzeń – potrzebą nawiązania kontaktu z zaświatami, ze specyficzną jakością odbierania kiedyś przepełnionej sacrum przestrzeni gór, co być może znajdywało odbicie w sposobie i charakterze brzmienia głosów i instrumentów. Warto dodać, że kultura góralska stoi na fundamentach kultury wołoskiej – pasterskiej, która chyba najgłębiej ze wszystkich najbliższych nam ludowych warstw społecznych była osadzona w strukturach myślenia magicznego niosących ze sobą całe bogactwo najbardziej archaicznych w Europie przejawów życia duchowego. Przykładowo nieprzypadkowy był wybór takiego, a nie innego drzewa do budowy instrumentów, używania ich w takim, a nie innym okresie roku i w określonych momentach, z czym wiąże się bogaty, zwłaszcza u Hucułów, system semantyki dźwiękowej. Zachowany u nich śpiew, w swoim charakterze oscylujący na granicy mowy i śpiewu, może wskazywać na jego mediacyjną genezę. Także w tańcach uwidacznia się swoista kosmogonia, np. zachowanie w tańcu górali podhalańskich odpowiedniej odległości między parterem a partnerką czy ukrycie symboliki solarnej w obrzędowych huculskich tańcach kolędniczych (kruhljek, na konopli i pljes). Także w tematyce śpiewów góralskich i charakterze ich tańców zachowany został nigdzie indziej poza Karpatami nie spotykany ślad warunków i życia pasterskiego. Z kolei z wielogłosowością wiąże się określony descendentalny kierunek linii melodycznej, który – jak wiadomo – wyróżnia melodykę regionów górskich. Opadający kierunek melodyki – jak się przyjmuje – może być wynikiem przyrodzonej śpiewności ludzkiej mowy, w tym wypadku związanej z potrzebą pasterskich nawoływań na odległość. Dziś muzyce góralskiej najbardziej szkodzi wszechobecna komercjalizacja prowadząca do jej banalizacji i unifikacji z innymi, nawet nie góralskimi regionami, co tylko osłabia liczbę pozytywnych jej odbiorców. Będąc poszukiwaczką najstarszych źródeł muzyki góralskiej, których echa odnajduję gdzieś na wschodnich krańcach Karpat, postrzegam ją – w jej wszechobecnym wymiarze scenicznym – jako reanimację i odtwarzanie wymarłych, mniej lub bardziej reliktowych szczątków muzycznego folkloru. Spowodowane to zostało nieodwracalnym już przecięciem naturalnych więzi, jakie łączyły nosicieli tradycji muzycznych z tworzywem (śpiew, taniec, muzyka instrumentalna) i metakulturą w jej niezwykle bogatym, wielowymiarowym ujęciu. Muzyka góralska będzie jeszcze długo żyć, będąc nadal w swoim lepszym lub gorszym ujęciu swoistą wizytówką góralskiej tożsamości, którą odbiorcy będą postrzegać przez pryzmat indywidualnych sentymentów, a także własnych, nie zawsze może przyjemnych doświadczeń z góralami oraz niezwykle już głęboko zakorzenionego w świadomości społecznej „mitu wspaniałej góralszczyzny”.

Justyna Cząstka-Kłapyta
Doktor, etnomuzykolog, etnolog i antropolog kultury, specjalizuje się w kulturze muzycznej Karpat (Polska, Ukraina, Rumunia). W kręgu jej ostatnich zainteresowań są kwestie dotyczące religijnego podłoża zjawisk muzycznych. Jest autorką monografii Kolędowanie na Huculszczyźnie, wielu projektów naukowych, artykułów dotyczących Pienin, Huculszczyzny i Spiszu oraz filmów popularnonaukowych poświęconych tej tematyce.

 

Moje doświadczenie z kulturą góralską trwa od urodzenia do dziś. Jestem mieszkanką Beskidów – a dokładnie pogranicza Koniakowa i Lalik. Pochodzę z Żywiecczyzny, ale od dziecka przyjaźniłam się z mieszkańcami trójwsi beskidzkiej. Z zawodu jestem muzykiem klasycznym. Pierwsza muzyka, z którą się zetknęłam w dzieciństwie, to muzyka Józefa Brody. Obecnie jestem autorką projektu Królestwo Beskidu i pasjonatką fletów etnicznych świata. Muzyką zajmuję się na co dzień. Koncertuję, uczę gry na flecie klasycznym oraz wybranych fletach świata. Moją pasją jest muzyka etniczna. Dla mnie kultura górali to wyjątkowa potęga muzyczno-kulturalna naszego kraju.
Każdy z nas jest inny i tak samo wśród górali są ludzie o różnych charakterach. Mamy wielkie osobowości, które stoją na straży tradycji i jej piękna, ludzi, którzy w sposób szlachetny i elegancki korzystają z kultury beskidzkiej, wyznaczając nowe jej kierunki. Są i takie osoby, które – oczywiście mając do tego prawo – mistrzowsko profanują każdą frazę, melodykę, rytm i tradycję dla własnych profitów, sławy czy masowych odbiorców.
Dla mnie słowo góral było w latach wcześniejszych bardzo ważne, gdyż stanowiło moje jestestwo i dumę z miejsca, z którego pochodzę. Od pewnego czasu jednak lubię pisać i mówić, że jestem z Beskidu – gdyż w naszym kraju wciąż pokutuje przeświadczenie, że „góral to tylko z Podhala”. Aby podkreślić niezwykłą, głęboką i cudnie różnorodną kulturę muzyczną Żywiecczyzny i trójwsi beskidzkiej, staram się nie używać terminów „góral” „góralska muzyka”, tylko „dzieje kultury beskidzkiej”, „muzyki z Beskidu” lub po prostu „muzyki gór”.
Czy kultura górali to cepelia? I tak, i nie. Tak – ponieważ modna ostatnio w naszym kraju folkowa ekspansja przyczyniła się do rozwoju wielu pseudogóralskich czy pseudobeskidzkich instytucji mody folkowej w miastach nizinnych, które mają mocny monopol na nasz kraj. Według mnie na cepelię najmocniej cierpi Podhale, gdzie kulturę tego regionu przekształca się i zniża karykaturalnie do najniższej warstwy społecznej – dość mocno pokropionej alkoholem w towarzystwie ociekającego tłuszczem grilla i wszędobylskiej muzyki disco polo, czytaj: góral polo.
Nieuchronnie nasuwa się powiedzenie „Nie lubię chamstwa i góralskiej muzyki”. Wydaje mi się, że powoli dotykamy sedna tego przysłowia. Postaram się to uzasadnić. Znam to zdanie od urodzenia. Moja mama powtarzała je za każdym razem, gdy słyszała o imprezach, które kończyły się zazwyczaj bijatyką pod wpływem alkoholu czy też walki o „dziewczynę” tudzież zazdrość o chłopaka i inne zabawne przez łzy historie. Alkoholizm jest postrachem wielu rodzin góralskich (i nie tylko, ale tutaj poruszamy temat górali). Koszmar rodzin z moich rejonów to coś, co zawsze mnie szokowało. Słyszałam nieraz płacz bitych kobiet i dzieci, spacerując po mej miejscowości. „Chamstwo” nie dotyczy tylko upojonych „okowitą” mężczyzn, ale i ludzi, którzy ich „kryli”, bo „przecie Daruś taki bidny – nie miesoj siy, jesce ci siy łoberwiy”. „Dej spokój – nika nie dzwoń – przecie ino Jonek tam zarabio, kto te dzieci wyzywi, jak podzie siedzieć?”.
Pisząc to, przeżywam to bardzo. Jako kobieta tym bardziej. Dziękuję Bogu, że wychowałam się w góralskiej rodzinie, ale nigdy nie doświadczyłam w niej takich sytuacji. Mój dziadek jako dyrektor miejscowej szkoły podstawowej musiał borykać się z sytuacjami rodzin dotkniętych alkoholizmem i – co za tym idzie – rodzin biednych. Dziadek i babcia starali się pomagać takim ludziom, ale w moim mniemaniu była to walka z wiatrakami, bo alkoholicy góralscy nie rozumieją, co to znaczy „walka z nałogiem” czy „terapia odwykowa”.
Może jeszcze słowo, dlaczego tak bywało czy bywa... Być może dlatego, że miejscowości najdalej wysunięte na południe nie miały zbyt wiele do zaoferowania w kontekście edukacji czy rozwoju. Miasta z większym wyborem instytucji kulturalnych i edukacyjnych znajdowały się kilkadziesiąt kilometrów od danej miejscowości. Moje Laliki leżą dwadzieścia pięć kilometrów od miasta Żywiec. Mimo wszystko odległość czy brak edukacji nigdy nie może być usprawiedliwieniem dla krzywd, zranień i koszmarów rodzinnych. Gdyby tak było, każda rodzina góralska nękałaby się taką historią, a na szczęście tak nie jest. Znam wiele wspaniałych rodzin, w których tradycja i kultura beskidzka prowadzona jest w sposób „zdrowy” dla rodzinnego otoczenia.
W „cepeliowym chamstwie” pojawia się także brak zrozumienia dla odmiennych sposobów życia, dla innych niż katolickie wyznań. Oczywiście, w jednej miejscowości poziom tolerancji jest większy, w innej mniejszy. Zauważyłam, że zależy to od górali. Młodsze pokolenie jest bardziej otwarte na inny styl życia niż ten, w którym samo dorastało. Jakieś dwadzieścia lat temu wszelkie odstępstwa od normy były niedopuszczalne, kończyły się wytykaniem palcami czy przymusowym opuszczeniem wsi. Zauważyłam, że najbardziej otwarci są górale śląscy. Może dlatego, że w tym rejonie żyje wiele społeczności protestanckich, co pozwoliło góralom zauważyć, iż religia katolicka nie jest jedyną religią tego świata.
Zatem o chamstwie już coś napisałam i o kwestiach „okołochamstwowych” – teraz o góralskiej muzyce (beskidzkiej). Kocham ją nad życie. Ta muzyka żyje w moim sercu i jest jednym z najukochańszych kierunków melodycznych czy frazowych. Biały śpiew górali czy niezwykłe przyśpiewki pasterskie to magia i symbol tych przepięknych gór. Muzyka zawsze łagodzi obyczaje i pozwala się zdystansować od naszych przywar, z którymi czasami trzeba powalczyć, aby żyło się lepiej w naszej globalnej wiosce. Charakter górali sygnuje muzyka, która towarzyszyła nam kiedyś po każdej pracy w polu, na halach czy w domach. Muzyka unikatowa i przepiękna w swej prostocie. Jest na tyle rozpoznawalna, że nie trzeba mieć dużej wiedzy, aby rozpoznać śpiewających czy grających górali. Podobnie się sprawy mają w kontekście tańców beskidzkich i podhalańskich. Krystaliczna, tradycyjna, pięknie podana, „nowa” muzyka Beskidu to uczta dla mego ucha. W górach jest wielu artystów i niezwykle utalentowanych artystycznie osób – ale to jest tak oczywiste, że nie będę się o tym rozpisywać. To jest nasza wielka siła. Z miłości do muzyki Beskidu powstał mój zespół, Królestwo Beskidu, z którym tworzę autorską muzykę opartą na skalach wałaskich – ale już nie mnie oceniać, czy w kontekście czerpania ze źródeł przekraczamy granicę przyzwoitości, czy też nie. Staramy się tworzyć piękną muzykę i czerpiemy z tego wielką radość.
Jak ktoś mówi „góralska muzyka”, „muzyka beskidzka”, to przychodzą mi na myśl: kapela Jana Karpiela-Bułecki, Józef Broda, kapela Wałasi, Monika Wałach, Stanisław Trebunia-Tutka i mnóstwo innych wspaniałych muzykantów czy twórców.
Według mnie należy szukać w naszej kulturze tego, co oryginalne i prawdziwe, nie spoglądając na produkty uboczne – które są ulotne, płytkie i egoistycznie nastawione na komercję. Jako mieszkańcy gór beskidzkich przeżyliśmy wiele trudnych lat i mimo to odradzamy się na nowo, co na pewno będzie skutkowało dobrymi owocami na przyszłe lata. Góralska kultura została „wyświechtana” na wszystkie możliwe sposoby profanacją gwary, błędami w dobieraniu strojów, muzyki regionu czy komercjalizacją i spłycaniem jej przez wszelkie środki masowego przekazu.
Uważam, że wszystkie powyżej opisane aspekty, które są tylko wierzchołkiem góralskiej „góry lodowej”, tworzą pewien surowy charakter „góralskości” – surowy klimat, trudne górskie warunki (wychowałam się w miejscowości, która jest małą, ale piękną osadą wśród beskidzkich groni, obecnie mieszkam na wysokości 830 m n.p.m. co jednak jest czasem próbą charakteru), brak dostępu do instytucji kultury, walka o wykształcenie, walka o chleb i możliwość egzystencji kulturalnej są czynnikami, które kształtują nasz charakter. Jedni potrafią sobie z tym radzić i pokonują trudności, inni godzą się na jakieś życie i walkę o każdą złotówkę, co czasem prowadzi do upadków. Wszystko to jest mocnym wyznacznikiem naszego charakteru. Góralskość, czyli różnorodność i w wielu przypadkach ogromne zamiłowanie do niezależności i wolności, to tylko moje subiektywne zdanie na temat, o którym mogłabym rozmawiać czy rozpisywać się godzinami.

Katarzyna Gacek-Duda
Muzyk, autorka projektu Królestwo Beskidu, twórca muzyki. Doktorantka Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie prof. Marii Pomianowskiej. Koncertuje w Polsce i na świecie. Propaguje flecistykę etniczną całego świata, a w Królestwie Beskidu skupia się na fletach Karpat oraz całej gamie instrumentów pasterskich. Jej pasją jest poznawanie kolejnych fletów świata, podróżowanie, góry i psy rasy siberian husky.

Skrót artykułu: 

Kultura góralska, czyli kultura ludzi zamieszkujących góry, hartowanych przez kurniawy, dujawice, burniawy, mróz, brak urodzaju i głód, a równocześnie mogących w tych górach zobaczyć najpiękniejsze stworzenia i dzieła natury. Ks. prof. Józef Tischner mówił: „Kultura góralska nie dlatego jest wielka, że jest góralska, ale dlatego, że jest ludzka”. W tradycyjnej kulturze góralskiej odbija się jak w zwierciadle nasza historia, dramat, piękno i wielkość człowieka gór. Kultura góralska, uwznioślona przez wielkich polskich artystów żyjących i tworzących pod Tatrami, pozostaje autentyczna i żywa.

(Krzysztof Trebunia-Tutka)

Dział: 

Dodaj komentarz!