
„Tu, tu, tu sroczka / Dzieciom kaszkę ważyła” – myślę, że tę zabawę zna każdy. Pamiętamy ją ze swojego dzieciństwa i w ten sam sposób zabawiamy kolejne pokolenia dzieci. Ta jedna z najbardziej archaicznych zabaw związanych z rączkami dziecka zapewniała jednocześnie bodźce niezbędne dla właściwego rozwoju, czyli integracji sensorycznej.
Ewa Kuszewska
Opiekun stara się skoncentrować uwagę dziecka przez opukiwanie jego dłoni, szczypanie palców, kreślenie kół, i pozwala zlokalizować mu miejsce dotyku, umożliwiając w ten sposób właściwy rozwój układu dotykowego malucha. Zabawa w sroczkę należy do tej grupy zabaw, w których dotykowi towarzyszą określenia meta foryczno-symboliczne sięgające do najprostszego obrazowania przedmiotów z wiejskiego otoczenia: stukanie palcem w otwartą dłoń to symbol dziobania, kreślenie kółek na otwartej dłoni – mieszanie w garnku, a szczypanie kolejnych palców – karmienie piskląt. Istnieje wiele wariantów tej językowej zabawy. Sroczka, a czasem kurka, kaszkę lub jagiełkę warzyła, ale też gotowała. W wariancie zanotowanym we wsi Głębokie w gminie Uścimów dodatkowo jeszcze sroczka „kaszkę studziła”, a następnie obdzielała swoje dzieci, dając im „w rondeleczku”, „na spodeczku”, „na miseczce”, „na łyżeczce”. Ostatniemu najczęściej „urywa łepek”, po czym metaforycznie ulatuje.
Historyjka o sroczej mamie stanowi odzwierciedlenie autentycznych zachowań rodzicielskich funkcjonujących w świecie zwierząt. To zachowanie srok potwierdza zapis z kamer zamontowanych przez badaczy z Narodowego Uniwersytetu w Seulu oraz Centrum Badań Ekologicznych PAN w 58 połu dniowoamerykańskich gniazdach. W tekście opublikowanym na stronie internetowej Focus.pl możemy przeczytać: „Pisklęta rozdziawiają szeroko dzioby i piszczą ze wszystkich sił. Pochyla się nad nimi dorosła sroka. Uważnie się im przygląda, po czym z całej siły uderza w głowę jednego z maluchów. Potem już wali dziobem raz po raz”.
Ptaki zazwyczaj składają więcej jaj, niż później mogłyby wykarmić piskląt. Ta strategia jest zabezpie czeniem na wypadek złożenia nie zapłodnionych jaj lub zaziębienia ich podczas wysiadywania. Gdy jednak wyklują się wszystkie pisklęta, rodzice karmią przede wszystkim te najsilniejsze, które najgłośniej domagają się pokarmu. Jeśli go brakuje, najsłabsze zazwyczaj giną z głodu lub są zabijane przez uderzenie dziobem rodzica w łepek pisklęcia.
Historyjka o sroczce występuje w Polsce w wielu wariantach. Jak podaje Jerzy Cieślikowski, śpiewana jest również na Rusi w następujący sposób:
Soroka, worona
ditiom kaszu waryła,
na porozie studyła;
tomu dała, tomu dała,
tomu szyjku urwała
i poletieła…
szuka, szuka...
Zbieżna z ruskim wariantem jest zabawa o sroczce zanotowana przeze mnie w 2005 roku na Polesiu Zachodnim (wieś Głębokie, gmina Uścimów) w wykonaniu Anny Wołowicz urodzonej w 1920 roku.
Kuj, kuj, kuj seroczka,
dzieciom kaszkę warzyła
na perożku studziła;
temu dała, temu dała,
temu łepek urwała
i fyr, fyr poleciała.
Ciekawe jest, że wariant z Rusi zbieżny jest z wariantem pochodzącym ze wsi Głębokie. W rozwijającej zabawie logorytmicznej z najmłodszymi dziećmi stosuję właśnie ten „głębocki” wariant, zachowujący wyrazistą, rytmiczną strukturę historyjki z Rusi. Przejrzyste grupowa nie sylab w tych dwóch wariantach stanowi bowiem istotny potencjał rozwojowy. W celu zachowania metrum 3/8 i charakteru mazurkowego stosuję dodatkową sylabę „kuj” co umożliwiło zmianę archaicznej „se roczki” na współczesną „sroczkę”. Opuszczam również wers, w którym „sroczka z Głębokiego”, tak samo jak sroczka z Rusi, „studzi na perożku”. Ten wers dla zabawy z małym dzieckiem nie ma aż tak istotnego znaczenia, gdyż rytm tekstu jest naj ważniejszy. Dźwiękonaśladowcze, archaiczne podwójne „fyr, fyr” zastępuję współczesnym pojedynczym, przedłużonym „frrry”. Ostatecznie wariant logorytmiczny brzmi:
Temu dała temu dała,
temu też dała,
a temu nic nie dała, bo nie miała,
i frrry poleciała
Utrwalony w tradycji sposób zabawy niezależnie od wariantu stanowi ćwiczenie logorytmiczne, podczas którego dochodzi do sprzężenia mowy z ruchem. Dorosły, nazywając czynności wykonywane przez sroczkę, ilustruje je ruchami wykonywanymi na ciele dziecka. Zabawa przebiega w następujący sposób:
Zabawę rozpoczyna dźwiękonaśladowczy refren: „kuj, kuj, kuj, kuj sro-czka”, któremu towarzyszy czynność pukania palcem dorosłego w środek otwartej dłoni dziecka. Liczba uderzeń jest zależna od liczby sylab.
Warzenie kaszki ilustrowane jest poprzez „rysowanie” palcem kółka na dłoni dziecka, które imitować ma mieszanie w garnku.
Następnie srocza mama rozdziela ugotowaną kaszkę między swoje dzieci – pięć palców ręki. Chwytając za każdy palec, począwszy od kciuka, dorosły wypowiada kolejno, czterokrotnie: „temu dała”. Ściskając ostatni, piąty palec, mówi: „temu łe pek urwała”, a następnie słowa będące onomatopeją fruwania: „i frrrry odleciała”. Wtedy opiekun zachęca dziecko do naśladowania lotu ptaka, unosząc rozpostarte ręce dziecka, macha nimi lub sam demonstruje „lot sroczki”. Swobodne machanie rączkami naśladujące latanie ptaka jest niewerbalnym, prelingwalnym określeniem czynności latania. Wokalnie ów lot zilustrowany jest za pomocą intonacji opadającej – glis sando w dół. Z czasem wyuczone dziecko podnosi rączki i macha nimi, naśladując ptaka w locie.
Ewa Kuszewska
Wstępna redakcja: Maja Piłat, studentka 3. roku studiów I stopnia na kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
„Tu, tu, tu sroczka / Dzieciom kaszkę ważyła” – myślę, że tę zabawę zna każdy. Pamiętamy ją ze swojego dzieciństwa i w ten sam sposób zabawiamy kolejne pokolenia dzieci. Ta jedna z najbardziej archaicznych zabaw związanych z rączkami dziecka zapewniała jednocześnie bodźce niezbędne dla właściwego rozwoju, czyli integracji sensorycznej.