Koreański środek lata w Warszawie

W ostatni, upalny weekend lipca, miałam okazję uczestniczyć w dwóch niezwykłych wydarzeniach w ramach jubileuszowego 25. Festiwalu Ogrody Muzyczne im. Ryszarda Kubiaka „Fajerwerki & Fanfary” dzięki uprzejmości Centrum Kultury Koreańskiej w Warszawie. W pierwszą sobotę sierpnia brałam natomiast udział w dorocznym Festiwalu Strefa Ciszy w Łazienkach Królewskich.

Otello i Jago

fot. K. Dzierzbicka

 

 

Katarzyna Dzierzbicka

Między tradycją a współczesnością

W sobotę 26 lipca w namiocie na dziedzińcu Zamku Królewskiego wystąpił zespół muzyki tradycyjnej NaMu 나무, którego nazwa po koreańsku znaczy ‘drzewo’. Grupa wystąpiła w składzie: Aram Lee – flety: daegeum, sogeum, danso, instrumenty klawiszowe, Hanmin Cho – janggu, śpiew, Si Young Sung – piri, taepyeongso, saenghwang, kkwaenggwari, Inhwan Choi– gitara basowa.

Zespół NaMu zadebiutował w 2015 roku i rok później z publicznością. W przy​padku tego zespołu przymiotnik „tradycyjny” jest nieco mylący. Sami muzycy przyznali, że grają muzykę fusion – tradycyjną nutę koreańską z domieszką współczesności. Nie zapominając o swoich korzeniach, artyści nieustannie poszukują nowych brzmień i nie stronią od improwizacji. Każdy z wykonawców jest wirtuozem swojego instrumentu, o czym można było przekonać się podczas sobotniego występu. Muzycy zagrali utwory tradycyjne, jak również własne kompozycje, w tym jedną zupełnie nową, która w Warszawie została wykonana publicznie dopiero po raz piąty w historii zespołu. Na bis zaskoczona publiczność usłyszała polską melodię ludową „Szła wydał swój pierwszy album „Song of Willow”. dzieweczka” – utwór niezwykle popularny w Azji, w szczególności w Japonii, gdzie czasami jest mylnie uznawany za rodzimą kompozycję. Główna melodia została wykonana przez artystów grających na sogeum i piri z towarzyszeniem janggu i gitary basowej. Debiutancki występ zespołu NaMu w Polsce zakończył się długimi owacjami na stojąco.

Podczas koncertu miałam niewątpliwą przyjemność po raz pierwszy zobaczyć i usłyszeć saenghwang 생황. Jest to instrument dęty składający się najczęściej z 17 bambusowych piszczałek z metalowymi stroikami, z których każda wydaje dźwięk w innej tonacji. Gra się na nim, zarówno wydychając, jak i wdychając powietrze, palcami zatykając przy tym otwory w piszczałkach. Jego barwa przypomina nieco dźwięk harmonijki ustnej. Saenghwang jest jedynym instrumentem tradycyjnym, który może równocześnie wydawać dźwięki w kilku tonach. Szczególnie pięknie współbrzmiał on w duecie z fletem danso. Saenghwang to niepopularny instrument, nawet w Korei jest niewielu muzyków, którzy potrafią na nim grać.

Otello zakłada maskę

W niedzielę 27 lipca w tym samym miejscu zaprezentowano koreańską sztukę performatywną talchum 탈춤. Jej nazwa pochodzi od słów: tal 탈 (kor. ‘maska’) i chum 춤 (kor. ‘taniec’). W talchum tradycyjna muzyka, taniec recytacja i śpiew przeplatają się oraz wzajemnie uzupełniają. Od aktorów wymaga się, aby byli jak najlepsi we wszystkich tych dziedzinach. Zespół, złożony z 6–10 aktorów, występuje w maskach, które w sposób karykaturalny przedstawiają różne warstwy koreańskiego społeczeństwa, mogą także wyobrażać zwierzęta i istoty nadprzyrodzone. Maski te różnią się między sobą w zależności od regionu, z którego pochodzą.

Sztuka talchum składa się z kilku scen zwanych gwajang 과장 – osobnych historii, które nie są ze sobą ściśle powiązane i nie tworzą spójnej opowieści. Spektakl jest krytyką nierówności występujących w zhierarchizowanym narodzie. W sposób przenikliwy, ale i pełny humoru, artyści poruszają tematy z życia codziennego. Do przedstawienia talchum nie jest potrzebna formalna scena – tą może stać się każda pusta przestrzeń. Niezwykle ważna jest natomiast interakcja z publicznością, która w trakcie przedstawienia żywiołowo reaguje, np. wznosząc okrzyki: „얼 씨구 절씨구”, zwane chuimsae 추임새 (kor. ‘wykrzyknienie’). Słowa te same w sobie nie mają znaczenia – są wykrzyknikami, spontanicznymi reakcjami osób, które je wypowiadają.

 Początkowo talchum – podobnie jak tragedia grecka – było domeną mężczyzn, którzy wcielali się również w postaci kobiece. Obecnie w spektaklach grają także aktorki. Artystom towarzyszy zespół muzyków grający na tradycyjnych koreańskich instrumentach. W 2022 roku talchum zostało wpisane na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Scena na dziedzińcu Zamku Królewskiego oddana została zespołowi The Greatest Masque 천하제일탈공작소 (dosł. ‘najlepsza na świecie pracownia masek’). Grupa została założona w 2006 roku, a celem jej działalności jest prezentacja tradycyjnych tańców z maskami z różnych regionów Korei. Zespół tworzy również własne produkcje, które, bazując na tradycji talchum, opowiadają współczesne historie. Tym razem artyści pokazali spektakl „Otello i Jago”, będący adaptacją dramatu Williama Shakespeare’a. Dla mnie było to zupełnie nowe teatralne doświadczenie. Wprawdzie wcześniej oglądałam już pokazy talchum, jednak nigdy nie uczestniczyłam w uwspółcześnionym przedstawieniu o spójnej fabule.W spektaklu wyreżyserowanym przez Jaehoona Shina, wystąpiło trzech aktorów: Juwon Lee (Otello), Changyeol Heo (Jago) i Insun Park (Desdemona), którzy byli również odpowiedzialni za choreografię przedstawienia. Reżyser wybrał dramat Shakespeare’a, gdyż jego zdaniem ma on uniwersalne przesłanie i można dzięki niemu dotrzeć do współczesnej widowni. Spektakl „Otello i Jago”, głęboko zanurzony w tradycji, był jednocześnie nowoczesny. Artystom towarzyszyła muzyka na żywo grana przez zespół NaMu, który dzień wcześniej występował na tej samej scenie. W przedstawieniu wykorzystano nie tylko efekty świetlne, ale również muzykę elektroniczną oraz przetworzony głos jednego z muzyków, który pełnił funkcję narratora.

W spektaklu były też momenty, gdy na scenie nie wybrzmiewał żaden z instrumentów. W zupełnej ciszy Insun Park wykonała przejmujący taniec Desdemony. W przypadku warszawskiej inscenizacji zrezygnowano z i tak już skromnej scenografii towarzyszącej przedstawieniom wystawianym w Korei. Nie jestem w stanie zliczyć widzianych przeze mnie inscenizacji „Otella”. Ta jednak była zupełnie wyjątkowa i głęboko zapisała się w mojej pamięci. Tego samego zdania musiała być również warszawska publiczność, która znów nagrodziła wykonawców owacjami na stojąco.

Maski w ogrodzie króla Stasia 

Tydzień później, 2 sierpnia, podczas Festiwalu Strefa Ciszy w Łazienkach Królewskich na scenie plenerowej obok dawnego teatru Stanisława Augusta Poniatowskiego, a dzisiejszej kawiarni Trou Madame, odbyły się dwa wydarzenia. Pierwszym z nich były warsztaty tańca zatytułowane „Spacer z talchum”, które poprowadziła dwójka artystów z zespołu The Greatest Masque. Uczestnicy poznali fragment bongsan talchum 봉산탈 춤 – tańca maskowego z Bongsan (dziś w Korei Północnej) oraz fragment tańca deotbaegi 덧배기춤 z prowincji Gyeongsang-do. W trakcie nauki pierwszego z nich uczestnicy warsztatów wykonywali żywiołowe ruchy, potrząsając długimi rękawami. Znaczenie i interpretacja drugiego z tańców są różnorakie. Nazwa deotbaegi oznacza ‘uderzenie z dużą siłą’ lub ‘odcięcie’ (czegoś nadmiernego, złego lub nieczystego). 

Po warsztatach zespół The Greatest Masque wystąpił ze spektaklem „Maskarada”. Tym razem koreańscy wykonawcy zaprezentowali talchum w czystej postaci, bez efektów specjalnych i współczesnej muzyki – na scenie byli tylko artyści, maski, typowe stroje i muzyka koreańska wykonywana wyłącznie na tradycyjnych instrumentach. „Maskarada” była popisem ośmiu wykonawców, którym ponownie towarzyszył zespół NaMu. W pięknym plenerze królewskiego ogrodu mieliśmy okazję obserwować postaci z różnych warstw społecznych i różnych części Półwyspu Koreańskiego, m.in. starą kobietę z Gangneung, mnicha z Bongsan, trędowatego z Goseong, arystokratę i sługę. Niestety pokaz trwał tylko godzinę i tym razem nie wszyscy mieli okazję do zaprezentowania solowych tańców. Największy aplauz wzbudziła historia starszej pani, która w Polsce poszukiwała męża. I znów zabrzmiała „Szła dzieweczka” ze słowami: „Szukam męża, szukam męża, nowego męża. Biorę ślub, biorę ślub…”. Mnie jednak najbardziej do gustu przypadł taniec jangjamari 장자마리춤 – grubych, pokrytych wodorostami i pędami ryżu, duchów wody, kojarzonych z płodnością i urodzajem. Ostatnim prezentowanym tańcem był 덧배기춤 – deotbaegi – którego elementy poznali uczestnicy warsztatów. Wykonawcy zachęcali publiczność, aby ta zagrzewała ich do tańca, wykrzykując po koreańsku: „산좋고, 물좋 고, 어절씨구 좋다!”, czyli: „góry są piękne, woda jest piękna, ach, jak dobrze!”, co też zgromadzona w Łazienkach Królewskich publiczność chętnie uczyniła. Ponieważ talchum ma na celu interakcję z widzami, na zakończenie przedstawienia artyści zaprosili publiczność do wspólnego tańca przy śpiewanej po koreańsku i polsku piosence „Hej, sokoły”.

Katarzyna Dzierzbicka

Saenghwang

fot. Narodowe Muzeum Korei

(www.museum.go.kr)

 

 

 

Skrót artykułu: 

W ostatni, upalny weekend lipca, Katarzyna Dzierzbicka miała okazję uczestniczyć w dwóch niezwykłych wydarzeniach w ramach jubileuszowego 25. Festiwalu Ogrody Muzyczne im. Ryszarda Kubiaka "Fajerwerki & Fanfary" dzięki uprzejmości Centrum Kultury Koreańskiej w Warszawie. W pierwszą sobotę sierpnia autorka brała udział w dorocznym Festiwalu Strefa Ciszy w Łazienkach Królewskich. O obu wydarzeniach przeczytać można w tym artykule.

Na zdjęciu spektakl Maskarada w wykonaniu The Greatest Masque. Taniec Deotbaegi z prowincji Gyeongsang-do, fot. K. Dzierzbicka

Dodaj komentarz!