KODY 2025

    Pełne kawiarnie, nowe twarze na ulicach Lublina, muzyka dochodząca do spacerujących z każdej strony oznacza jedno – Festiwal Tradycji i Awangardy Muzycznej KODY. W tym roku było to pięć dni na przełomie maja i czerwca, podczas których festiwalowicze biegali po różnych i oddalonych od siebie miejscach w Lublinie. Jednym to się podobało, inni narzekali, trzeba jednak przyznać, że festiwal wpisał się w kalendarz kulturalny, co roku zrzeszając: ciekawskich i malkontentów, specjalistów od awangardy i eksperymentu, minimalizmu i maksymalizmu. I tym razem ważne miejsce zajęła scena polska, z której dzielimy się kilkoma dygresjami. 

    W Muszli Koncertowej Ogrodu Saskiego 30 maja wystąpił zespół kIRk. Organizatorzy festiwalu nie bez powodu wybrali właśnie to miejsce, muzyka idealnie rezonowała z szumem drzew i śpiewem ptaków, tworząc cichy akompaniament dla dochodzących ze sceny dźwięków. Wydarzenie rozpoczęło się o 18:00, ale publiczność zaczęła schodzić się dopiero po rozpoczęciu. Na scenie pojawił się Olgierd Dokalski grający na trąbce, Stanisław Matys na duduku oraz Paweł Bartnik, który bawił się dźwiękami, dzięki live electronics. Pierwsze brzmienia popłynęły w głąb parku, a spacerujący ludzie z zainteresowaniem przystawali, by posłuchać chłopaków. Przyroda zdawała się odpowiadać echem, być może to zasługa jedynie budowy sceny, a może to skutek granej przez artystów muzyki. Olgierd eksperymentował z każdą piosenką – zmieniał brzmienia trąbek (miał ich kilka) poprzez zatykanie lub zasłanianie ich wylotu. Paweł miksował, zapętlał, tworzył nowe melodie. Zespół kIRk sięgnął po ormiański instrument tradycyjny, który zaskakująco dobrze współgrał z dźwiękami z pogranicza techno (tworzonymi przez komputer). Zaprezentowane przez utwory miały charakter harmonicznej improwizacji, a trio kIRk pozostawiło słuchaczy z poczuciem melancholii i niedosytu. 

    Oprócz koncertów w Muszli Koncertowej, występy odbywały się w klasztorze dominikanów czy w Galerii Labirynt, gdzie 1 czerwca pojawił się Ensemble Kompopolex (Aleksandra Gołaj, Jacek Sotomski i Rafał Łuc). Nie był to koncert, a raczej performance. Centralne miejsca na widowni zajęli fani, którzy między utworami nawiązywali dialog z zespołem. Na scenie w rzędzie siedziała trójka ludzi w samej bieliźnie obwieszona różnymi przedmiotami, niektóre trudno było zidentyfikować. Kobieta siedząca na środku rytmicznie oddychała przez rurkę, po kilku sekundach dołączyli mężczyźni: jeden z nich prostował i zginał ramię, które wydawało przy tym dźwięki, drugi bawił się minutnikiem przyklejonym do piersi. Widownia milczała. Fascynacja? Zagubienie? Trudno orzec. Wszystko wydawało się improwizacją, przypadkowym brzmieniem. Elektroniczne rytmy przeplatały się z prostymi dźwiękami, jak te uzyskiwane z uderzeń drewnianą pałeczką o szkło. Grupa oprócz użycia wielu instrumentów, takich jak perkusja, akordeon, gitara, wykorzystywała także przedmioty generujące odgłosy, takie jak zwykłe kieliszki z wodą. Całości oprawy dopełniły wizuale, kolorowe światła i grafiki 3D. Kompopolex doczekał się owacji na stojąco. Wychodząc, wszyscy dyskutowali o wydarzeniu. 

Julia Baczewska, Julia Garwacka Studentki kierunku kulturoznawstwo w Instytucie Nauk o Kulturze UMCS

Redakcja na stronie Julia Wolny, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych.

Skrót artykułu: 

O tegorocznej edycji festiwalu KODY i koncertach zespołów kIRk i Ensemble Kompopolex Julia Baczewska oraz Julia Garwacka.

Dział: 

Dodaj komentarz!