Kobieta drogi

Osobowość wulkan. Energia, kolor i brzmienie. Od kilku lat zaskakuje swoją kreatywnością, zaraża otoczenie entuzjazmem. Zajmuje się wszechstronną edukacją, sztuką, ale nade wszystko jej życie to muzyka. Z Angelą Gaber rozmawia Monika Koziołek.

Muzyk, animatorka kultury, edukatorka... Kobieta do zadań specjalnych?
Można by rzec, że jestem od rzeczy i wydarzeń rozmaitych zgodnie z założeniem Bazaru Sztuki, który w ostatnim czasie był moim miejscem na ziemi.

Początkowo pełna nazwa Bazaru brzmiała "Galeria Rzeczy Rozmaitych", ale życie szybko zweryfikowało profil działalności i dodałam "wydarzeń". Końcowy "efekt" w zasadzie zaskoczył mnie samą. Założenia Bazaru to w zasadzie moje założenia. Mojego życia. Usłyszałam kiedyś, że Bazar to nie miejsce, a energia. Że to ja... Uwierzyłam w to!


No właśnie. Bazar, czyli…
Po powrocie z krakowskich studiów i około rocznej "tułaczce" po świecie los kolejny raz zaprosił mnie do Sanoka, w którym spędziłam sporo lat nauki w liceum i na studiach. Tutaj powstał Bazar Sztuki. Z miłości, z potrzeby "odpoczynku" od ruchu w przestrzeniach świata. Z potrzeby robienia czegoś fajnego, kreatywnego, kolorowego, niesztampowego. Tak jak powiedziałam. Początkowo galeria rzeczy rozmaitych - malarstwo, rzeźba, rękodzieło, fotografia. Szybko jednak zorientowałam się, że "handel sztuką" to abstrakcja i zaczęły się kameralne koncerty, spotkania z podróżnikami, artystami, warsztaty artystyczne dla dzieci, dla dorosłych, projekcje filmowe. Jak przystało na "galerię rzeczy i wydarzeń rozmaitych" - działo się. Warsztaty muzyczne - gitarowe, bębniarskie z Dominikiem Muszyńskim, taneczne. Interesuje mnie alternatywna oferta edukacyjna, i to było i miało być takie właśnie miejsce w Sanoku.

Chciałam, aby Bazar zaoferował ludziom coś innego od codzienności, której doświadczają. Najważniejsze początkowo było dla mnie rękodzieło artystyczne, ginące zawody, recycling. Chciałam, żeby w Bazarze dzieci mogły poznawać nie tylko oryginalne techniki, zapomniane, ale także ważne w życiu, żeby było po prostu świadome niektórych rzeczy, stąd ekologia pojawiła się tak naturalnie.


Wraz z wiosną do sympatyków twoich bazarowych działań dotarły wieści, że kończy się pewien rozdział w działaniach Bazaru. Co dokładnie to oznacza?
Przekonałam się, że podobna idea nie może trwać wiecznie. Nie ukrywam, że zależało mi na pomocy miasta, na pomocy przede wszystkim finansowej, która pozwoliłaby mi kręcić te kolorową karuzele Sanoka. Potrzebowałam też innego wsparcia, tego bardziej ludzkiego. Takie są właśnie uroki alternatywnych działań. W powstanie Bazaru zaangażowani byli moi znajomi, przyjaciele, rodzice, nieznajomi, którzy przyszli np. na kawę. Zawsze znalazła się jakaś robota (coś do przybicia, przewieszenia, przesunięcia, naniesienie drewna, odniesienie krzeseł do sąsiedniej knajpy) i tak sobie radziliśmy. Dziś oficjalnie mogę przyznać, że ta trochę "zabawa" w idealizm mnie zmęczyła. Zabrakło mi nieco motywacji z zewnątrz, chociaż będąc w Krakowie , Warszawie czy Wrocławiu spotkałam ludzi, którzy kojarzą to miejsce. Niesamowite dla mnie uczucie. Nie raz ktoś z zewnątrz pisał , dzwonił, pytał, chciał współpracować - tego zabrakło mi w Sanoku - dobrego feedbacku!

Zamysł Bazaru Sztuki postanowiłam zamrozić na jakiś czas. Nie wiem na jak długo, ale na pewno skończył się rozdział istnienia Galerii przy ul. 2-giego Pułku. Mam kilka pomysłów na siebie i Bazar, jestem nadal otwarta na wszelkie propozycje i współpracę. I nadal jestem sobą, na pewno się nie poddałam. Chciałabym również serdecznie podziękować za wspólny czas, energię, warsztaty, koncerty, spotkania, happeningi, wsparcie, przychylność, ale także tym i temu co było nam na przeciw... Czym jest na świecie trwałość? "Wszystko co piękne przemija, wszystko co piękne jest zostaje" :)


Co oprócz działania rozmaitego w Bazarze?
Większość ludzi kojarzy mnie przede wszystkim z Bazarem, ale od zawsze była muzyka! Dojrzewałam, szlifowałam swoje umiejętności (edukacja muzyczna, zespoły, projekty muzyczne, cicho, niewinnie, nieśmiało). Nadszedł czas schronić się w bezpiecznym miejscu dla mnie. W muzyce.

Do tej pory też sporo podróżowałaś…
Kiedyś ktoś powiedział, że "podróż to forma modlitwy". Doświadczyłam w swoich życiu kilkanaście dłuższych "dróg". To dla mnie bardzo znaczący i symboliczny czas, zwykle zaczynał coś nowego, nowy etap.

Pierwsza większa wyprawa - wokół Morza Czarnego, dawno temu, mała ekipa, autobusy, pociągi prom, zobaczyłam po raz pierwszy, że świat jest naprawdę egzotyczny, wielokulturowy, kolorowy (orientalna Turcja, gościnna i nieprzewidywalna Ukraina, ciepła Bułgaria, zaskakująca Rumunia).

Bardzo ważna dla mnie wyprawa do Indii i Nepalu na trekking wokół Annapurny- wracam do tej podróży do dziś… Śledzę palcem po mapie aktualną drogę jednego z towarzyszy podróży, który od niespełna trzech lat jest w podróży dookoła świata. Marzę dołączyć na jakimś odcinku - mam nadzieje, że zdążę!!! Szczegóły można śledzić na www.loswiaheros.pl Naprawdę warto przypatrzeć się podróżniczym przygodom Andrzeja Budnika i Alicji Rapsiewicz. Czarny ląd czyli stopem do Maroka - to moja ostatnia podróż przed powrotem do Sanoka i przed założeniem Bazaru Sztuki. Piasek Sahary zachodniej do dziś mam w niewielkim pudełku... Survivalowa podróż na Bałkany, czyli Grupa GaPi.pl Ta bałkańska podróż, jedna z ostatnich, była inspiracją do dalszych działań twórczych. Ale to nie koniec podróżowania…


Muzyczna droga…
Z perspektywy, miejsce, w którym jestem teraz, muzyka, pozostanie na pierwszym miejscu. Kiedy miałam siedem lat, odbył się mój pierwszy występ na pięknym wzgórzu na wsi u babci, scena - wielki pień - tak mi się wydawało, że był wielki. I było naprawdę sporo ludzi, w mojej wyobraźni… W podstawówce zaliczałam wszystkie zajęcia z rytmiki, szkolny chór, zespół dziecięcy w Ustrzyckim Domu Kultury.

Niestety, (ale może i "stety") podstawowa edukacja muzyczna nie była mi dana. Ustrzyki Dolne to małe miasteczko, w którym nie było wówczas szkoły muzycznej, ale pojawiła się Pani Basia, która sama zaproponowała, że będzie mnie uczyć grać na pianinie, bo chce.

Liceum w Sanoku... Mieszkałam w internacie i od tego momentu zaczęło się moje drugie życie. Bieszczady, góry, niesamowici ludzie. Moim pierwszym autorytetem, inspiracją była Ela Grzech - mama mojego bliskiego kolegi, u której bardzo często pojawialiśmy się, spędzając niejeden śpiewny wieczór w Wetlinie. "I nic więcej jak tylko nad taką Wetliną, no jak tu nie lecieć , no jak tu nie płynąć..." - pewnie niektórzy wiedzą… niektórzy to słyszą... Moje pierwsze odkrycie muzyki Pogranicza, muzyki Łemków. Prowadziła niegdyś z mężem schronisko w Bartnem stąd jej repertuar jest na prawdę onieśmielający, nie wspominając o głosie!

W tych czasach nastąpił również przełom. Spotkanie z Marianną Jary - kierowniczką zespołu pieśni karpackiej Widymo, z którym spędziłam prawie 10 lat z przerwami na różne rzeczy. Licencjat na Kulturze Krajów Karpackich przybliżający etniczne klimaty. W międzyczasie jakiś zespół rockowy i muzyczne epizody - współpraca z Maciejem Harną przy projekcie pieśni sefardyjskich z Matragoną. Epizod muzyczny w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, który zaowocował spotkaniem z kolejną bardzo ważną postacią na mojej drodze muzycznej - Pauliną Kujawską, nauczycielką śpiewu metodą speech level singing. Ona pokazała mi nowe przestrzenie i możliwości, za co jestem jej ogromnie wdzięczna! Współpraca z aktorem Lechem Dyblikiem, praca nad rosyjskim repertuarem, który można usłyszeć na płytach ("Bandycka dusza" i "Dwa brzegi"). Przepiękna przygoda z ełckim zespołem Tygiel Folk Banda, którzy dał mi wiele radości z muzycznych podróży dosłownie i w przenośni. Po każdym intensywnym czasie przychodzi chwila na uspokojenie. Po chwili ciszy spotkałam Łukasza Sabata - saksofonistę, który w Trio zajmuje się też elektroniką oraz magicznym dudukiem. Nieco później spotkanie z Saszą - Aleksandrem Chikmakovem. I tak zostało do chwili obecnej. Prosto, mało, ekonomicznie, przestrzennie, magicznie…


Trio to zestaw idealny, ale też i kameralny. Skąd taki pomysł?
Idea Tria zaczęła się od Festiwalu Grechuty 2011 w Krakowie - jeszcze wtedy zrobiliśmy aranżacje na wokal, saksofon i piano, chwile późnej dołączył Sasza. Łukasza Sabata, saksofonistę, poznałam przy pracy nad muzyczno-teatralnym przedstawieniem pt. "Ożenek" Gogola w adaptacji Macieja Patronika. Propozycja współpracy była dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem. Maciej od kilku lat realizuje w Sanoku warsztaty teatralne i przyjeżdża z pięknego Paryża. Spektakl odbił się niemałym echem w naszym regionie, a muzyczna znajomość przyniosła kolejny sukces jakim był Festiwal Grechuty. Chwilę później w naszych stronach pojawił się Sasza z gitarą, a właściwie z kilkoma, biorąc za żonę "egzotyczną" panią dyrektor Uniwersytetu Ludowego w Woli Sękowej. Sasza zamieszkał więc dosłownie za kilkoma górami i się zaczęło... Śmieję się czasem, że Trio powstało z trzech kryzysów, a nasze koleje losu sprawiły, że się po prostu spotkaliśmy. Sasza z dalekiego Kazachstanu, Łukasz z Trójmiasta, gdzie spędził kilkanaście dobrych lat, (jest rodem z Sanoka) i ja, kiedy szukałam pretekstu do zmiany.

Zaczęliśmy dodawać, eksperymentować. Pojawił się ormiański duduk i przestrzeń na elektroniczne doświadczenia Łukasza. Odkryłam jak dotąd nieznane mi w praktyce eksperymentalne zabawy głosem, które sprawiają mi niezłą frajdę, wszystko to ogarnia w całość Sasza swoimi aranżacjami i poprawnością.


Czy folk, muzyka etniczna, ma jakieś swoje szczególne miejsce w Waszym repertuarze?
Aktualna muzyka, którą tworzymy, czasem odtwarzamy, aranżujemy, jest kompilacją piosenki poetyckiej, lirycznej, od której zaczęłam i etno folku, który czuję inna częścią siebie. Zapewne wpływ na to ma pochodzenie, mieszkanka krwi polsko-ukraińsko-węgierskiej i dojrzewanie na pograniczu kultur, w tej mozaice jaka są Bieszczady. To również efekt spotkania ludzi, którzy są dla mnie wielka inspiracją i energią, podróże, ruch, przestrzeń.

Muzyczne inspiracje siłą rzeczy czerpię... czerpiemy z innych tradycji i kultur. W naszym repertuarze znaleźć można teraz lub dopiero będzie można: tradycyjne pieśni polskie, ukraińskie, mamy pieśń, melodię bałkańską, gruzińską. Wplatamy w to wszystko eksperymenty wokalne, improwizacje, szukając nowych przestrzeni w muzyce. Dużą rolę w aranżacjach odgrywa magiczny duduk wprost z Armenii, wirtuozerska gitara akustyczna, elektroniczna, czasami oddajemy to wszystko w objęcia delikatnej elektroniki, podbijając krystalicznym saksofonem.


Wspominałaś o koncertach. Jakie wydarzenia szczególnie Cię poruszyły, poruszają?
Kiedyś festiwale tego "wielkiego" typu, konkursy, były wielkim wydarzeniem. Oglądałam relacje w TV, słuchałam wielkich artystów: Geppert, Grechuty, Demarczyk. I niezwykłe miejsca koncertowe, choćby Piwnica Pod Baranami. O niej nawet pisałam prace licencjacką.

W kilku większych festiwalach wzięłam udział, na przestrzeni kilku lat. Jednak dzisiaj zrozumiałam, że były to wtedy tylko ładne albo poprawne występy... Dzisiaj inaczej o tym myślę - zmieniło się moje spojrzenie. Inaczej to czuję. Może nie jest to jeszcze szał dojrzałości ale czuję, że jestem blisko, a może po prostu bliżej PRAWDY. Z dawnych festiwalowych przygód pozostało mi doświadczenie, wspomnienie i kilka muzycznych kontaktów. Gorąco polecam muzykę Leny Piekniewskiej, która właśnie pomogła mi dostrzec, że w muzyce ważna jest PRAWDA, PEWNOŚĆ i SPOKÓJ, nawet ten szalony. Wspólnie z Trio graliśmy już dla Polaków na Wołyniu (Luck), kilka koncertów w Polsce. W chwili obecnej dopracowujemy materiał, chcemy go nagrać i ruszamy w muzyczna podroż. Już dziś zapraszamy na koncert w Piwnicy Pod Baranami 30. marca, na Międzynarodowy Etno Jazz Festiwal "Flugery Lwowa" 30. kwietnia, gdzie zagramy z Tolhajami. Przymierzamy się jeszcze do kilku festiwali, ale żeby nie zapeszać, o tym niebawem na naszym fanpag'u na który serdecznie zapraszamy.


Dziękuję za rozmowę!
Również dziękuję!

Zapraszamy na:
www.bazar-sztuki.pl
www.myspace.com/bazarsztuki
www.myspace.com/angelagaber
www.facebook/bazarsztuki
www.facebook.com/AngelaGaberTrio
Skrót artykułu: 

Osobowość wulkan. Energia, kolor i brzmienie. Od kilku lat zaskakuje swoją kreatywnością, zaraża otoczenie entuzjazmem. Zajmuje się wszechstronną edukacją, sztuką, ale nade wszystko jej życie to muzyka. Z Angelą Gaber rozmawia Monika Koziołek.

Dział: 

Dodaj komentarz!