

Lucjan Kościółek w swojej pracowni. Krasne 2020
fot. K. Mazur
Lucjan Kościółek jest muzykiem, budowniczym instrumentów i propagatorem gry na lirze korbowej. Lutnictwa uczył się u mistrza Stanisława Wyżykowskiego. Tworzy skrzypce, liry korbowe, fidele kolanowe, a także wiele innych unikatowych instrumentów. Gra w zespole Vox Angeli, angażuje się w działania festiwalowe i warsztaty. O swojej życiowej pasji opowiada w wywiadzie udzielonym Magdalenie Mazur.
Magdalena Mazur: Kiedy zaczął się pan interesować lutnictwem?
Lucjan Kościółek: Około dziesięć lat temu. To nie jest strasznie dużo, ale przez taki czas można się czegoś nauczyć. Zaczęło się od gry na skrzypcach. Nie miałem dobrego instrumentu, tylko jakiś fabryczny, chiński. Wiadomo, jak to gra. Za dobre lutnicze skrzypce trzeba zapłacić parę tysięcy albo zrobić je sobie samemu i ja wpadłem na ten drugi pomysł. Wiadomo, że nie da się takiej pracy ogarnąć samodzielnie, nawet przez ograniczenia narzędziowe. Nie ma się strugaczki do kołka czy rozwiertaka do skrzypiec. Wcześniej czy później trzeba się zwrócić do lutnika i poprosić o pomoc. W moim przypadku padło na Stanisława Wyżykowskiego. Byliśmy kiedyś u nie go ze znajomym, który zamówił lirę korbową. Zaczęliśmy tam jeździć, muzykować. W pewnym momencie Wyżykowski namówił mnie na zrobienie liry korbowej. Początkowo się przed tym broniłem, bo to strasznie skomplikowany instrument. Jest masa metalowych części, klawiszy, jakichś małych elementów, tangenty, jest tego sporo. To nie jest taka prosta sprawa, jak skrzypce, że tylko dłutko, strug, później jakiś pędzel, żeby polakierować. Gdyby nie Wyżykowski, to raczej nigdy bym lir nie zaczął robić. Najpierw wykonałem kilka skrzypiec i innych instrumentów, bardziej klasycznych.
Co jest najważniejsze w uczeniu się takiego zawodu?
To jest praca jak rzeźbiarstwo czy malarstwo. Jest w niej może mniej rzemiosła, a więcej czegoś artystycznego. Na pewno nie da się do tego podejść tak, jak do typowej stolarki czy jakichś prac mechanicznych. Każdy kawałek drewna jest inny i łatwo coś popsuć. Trzeba do tej materii podejść indywidualnie, jak rzeźbiarz, artysta. Jeśli chodzi o instrumenty nietypowe, jak lira korbowa, to jeszcze samemu się wymyśla kształt. To jest bardziej twórcze. Potrzebna jest cierpliwość i dokładność. Drewno to miękki materiał. Boczek skrzypiec ma jeden i trzy dziesiąte milimetra grubości – i taki musi być na całej powierzchni.
W jaki sposób osiągnął pan obecny poziom?
W zasadzie jak w każdym zajęciu – liczy się praktyka. Nie wolno spocząć na laurach, uznać, że to już są idealne skrzypce i tyle. Trzeba kombinować dalej, żeby poprzeczka była coraz wyżej. Można na przykład lepiej lakierować. Jak się zaczyna pracę, to lakier spirytusowy jest bardzo trudny do nakładania. Bardzo łatwo to popsuć. Żeby ładnie go położyć, a później wypolerować i wyszlifować, trzeba mnóstwo praktyki.
Czy byli jeszcze jacyś ludzie oprócz pana Wyżykowskiego, którzy mieli wpływ na pana zawód?
Raczej nie. Wiadomo, że człowiek się inspiruje różnymi rzeczami. Jest literatura, dokumentacja. Trzeba się w to zagłębić, ale w Polsce w zasadzie tylko do Wyżykowskiego jeździłem. Staszek Nogaj mi trochę pomagał przy pierwszej lirze. Chodziło o wytoczenie ośki, takie szczegóły. Jak się nie ma tokarki do metalu, to jest niewykonalne. W którymś momencie się już ma warsztat z takim zapleczem, że można zrobić samodzielnie instrument, ale trzeba pracować przez wiele, wiele lat, żeby to wszystko ogarnąć.
Jakie instrumenty udało się panu zbudować?
Dużo tego było. Najwięcej zrobiłem lir korbowych, a z takich nietypowych instrumentów to np. skrzypce klawiszowe czy średniowieczne instrumenty, m.in. citolę.
Te wszystkie instrumenty są na zamówienie?
W zasadzie tak. Można zacząć jakieś skrzypce wcześniej, żeby sobie dosychały. Im dłużej się buduje instrument, tym on potem lepiej brzmi. Jeśli się robi skrzypce przez dwa miesiące, to nie są zupełnie dobrze wyschnięte. Kiedy pracuje się nad nimi przez rok, to jest całkiem inny instrument. Wtedy gnie się boczki i one leżą przez miesiąc, wysychają. Ten klej wiąże, kurczy się, działa. Instrument się odpręża. Kiedy pracuje się szybko, to nie ma tego procesu. Według mnie jest najlepiej, jeśli skrzypce się robi przez pół roku. To jest według mnie optymalne.

Lira korbowa wykonana przez
Lucjana Kościółka. Krasne 2020
fot. K. Mazur
Co uważa pan za swoje największe osiągnięcie?
To jeszcze przede mną. Trzeba wygrać jakiś konkretny konkurs lutniczy, polski lub ogólnoświatowy, np. we Włoszech. Muszę zrobić fajne skrzypce, z których będę naprawdę zadowolony, i podesłać na takie wydarzenie. Wygrana w takim konkursie to jest sukces, ale sukcesem jest też to, że ludzie grają na zrobionym przeze mnie instrumencie. Jest kupa frajdy z tego, że się weźmie kawałek drewna i to gra. Zrobi się z tego instrument i ktoś tego używa, tworzy jakąś muzykę, czyli sztukę. Są ludzie, którzy robią to dla siebie, ale to nie jest taka frajda.
Czy spotkał się pan z jakąś ,,perełką”, czymś odbiegającym od schematów?
Każdy coś kombinuje, szczególnie tacy jak ja, czyli ludzie, którzy robią nietypowe rzeczy. Jest masa różnych instrumentów ludowych albo samodzielnie stworzonych. Coś się przyjmie albo nie. Ktoś kiedyś wymyślił sukę biłgorajską – wtedy się nie przyjęła. Nie było kontynuacji. Dzisiaj jest taka moda, że się odtwarza takie instrumenty. Dopiero w obecnych czasach stają się one popularne. Ludzie sami czasem wymyślają fajne instrumenty. Jest tego dużo. Na imprezach, gdzie się spotykają lutnicy profesjonalni i amatorscy, są przeróżne rzeczy, bardzo ciekawe. To mogą być bardzo proste instrumenty, z kawałka drewienka i blaszki – ale trzeba na to wpaść.
Czy ma pan jakąś szczególną historię związaną z budowaniem instrumentów?
Każdy instrument ma jakąś historię. Niektóre powstają szybciej, inne dłużej. Na przykład moja viola da gamba była budowana chyba osiem lat. Tak tutaj przeleżała, nie mogłem się za nią zabrać.
Czy obecnie da się utrzymać tylko z budowania instrumentów ludowych?
W zasadzie z tego żyję. Wiadomo, że trzeba sobie wypracować zamówienia. Ludzie muszą mieć zaufanie do budowniczego. Takie rzeczy się kupuje z polecenia. Ktoś chce skrzypce, bo usłyszał takie u kogoś innego i mu się spodobała barwa. To nie są rzeczy za dwieście złotych, trzeba wydać sporo pieniędzy.
Skąd pan wie, że zbudowany przez pana instrument jest wartościowy?
Latami się dochodzi do tego, ile to jest warte. Im człowiek tego zrobi więcej, tym widać więcej błędów. Sam budowniczy zauważa te niedociągnięcia. Na początku to nie rzuca się w oczy. Jak ktoś nie jest krawcem, to nie jest w stanie ocenić, czy spodnie są dobrze uszyte. Im ktoś wie więcej na ten temat, tym widzi więcej. Po pierwsze, zwraca się uwagę na to, jak instrument wygląda. Lakier musi być dobrze położony, to trzeba zrobić starannie. Po drugie, bierze się ten instrument do ręki i się słyszy, jak gra. Zazwyczaj te dwa aspekty idą ze sobą w parze. Jak instrument jest ładnie zbudowany, to jest wiadome, jak będzie brzmiał. Szczególnie po skrzypcach to widać. Na lirę też wystarczy spojrzeć i wiadomo, jak będzie brzmiała. Jest w niej mnóstwo elementów i każdy z nich ma wpływ na dźwięk. Od razu wiem, co musi być zrobione, że by dobrze grała. Wygląd sporo mówi.
Czy angażuje się pan w festiwal Wszystkie Mazurki Świata?
Tak, jest tam organizowana Pracownia Instrumentów. Jest zawsze sala, w której pracuje sobie mnóstwo lutników. Każdy przywozi narzędzia, żeby pokazać, jak się coś robi, albo pomóc coś naprawić. Jeśli ktoś ma problem z instrumentem, może przyjść. To jest organizowane kilka dni przed Targowiskiem Instrumentów.
Jak wygląda takie Targowisko Instrumentów?
Mnóstwo instrumentów, mnóstwo ludzi, też takich, którzy pracują amatorsko. Tam jest wszystko, łącznie z klawesynami. Głównie są tam instrumenty nietypowe. Z gitarą się nie przyjeżdża. To miejsce, gdzie wszyscy się spotykamy w gronie lutników. Można pogadać, pokazać się.
Czy reklamuje się pan jeszcze w jakiś sposób?
Tak, w mediach społecznościowych. Dużo jest zamówień z Instagramu. Wiadomo, że jak ktoś wygoogluje sobie nazwisko i filmy na YouTubie, to widzi, co to za budowniczy lir. W zasadzie większość moich instrumentów idzie za granicę. W Polsce mało co zostaje, jakieś 10%. Najczęściej kupują Niemcy czy Anglicy. Ludzie ze Wschodu też zamawiają, w Ameryce jest kilka moich instrumentów.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad na podstawie: Magdalena Mazur, Współczesne budownictwo ludowych instrumentów muzycznych w południowo-wschodniej Polsce na przykładzie wybranych sylwetek budowniczych, praca licencjacka napisana w Instytucie Muzyki UMCS pod kierunkiem dr A. Kusto, Lublin 2020.
Opracował: Damian Gocół
Opracowanie na stronę internetową: Dominika Wybraniec
Lucjan Kościółek jest muzykiem, budowniczym instrumentów i propagatorem gry na lirze korbowej. Lutnictwa uczył się u mistrza Stanisława Wyżykowskiego. Tworzy skrzypce, liry korbowe, fidele kolanowe, a także wiele innych unikatowych instrumentów. Gra w zespole Vox Angeli, angażuje się w działania festiwalowe i warsztaty. O swojej życiowej pasji opowiada w wywiadzie udzielonym Magdalenie Mazur.
(fot. Lucjan Kościółek w swojej pracowni., Krasne 2020, K. Mazur)