Kątku! Kątku! Przywróć spanie mojemu dzieciątku!

O ludowych praktykach przywracania dzieciom snu

Płaczące po nocach dziecko, które nie śpi i nie daje spać innym... Która matka tego nie przeżyła? Problem ten istniał od zawsze i zmieniały się jedynie sposoby radzenia sobie z nim. Ludowe praktyki przedstawiają szeroką gamę możliwości. Jak podają źródła etnograficzne najprostszą, aczkolwiek niestety czasem tragiczną w skutkach, metodą uśpienia dziecka było podawanie mu maku. Opinie takie funkcjonują na wsi polskiej i dziś. Nie dalej jak jesienią ubiegłego roku jedna z mieszkanek Krasnobrodu opowiadała: Przemyślali ludzie. Dawniej był [taki] smoczek. Szmate, troszke cukru. Zawiązało się i do buzi się dziecku dawało i ono ssało i spokojne było. A jak że nie chciało naprawde tam mocno spać, to ja nie wiem, ja tego nie robiłam. Ale tak, jak opowiadali, że to mak dawali… [Bogumiła Maruszek, Krasnobród] Inną możliwością było okadzanie dziecka ziołami z domieszką pajęczyn z czterech rogów izby lub zamówienie rzuconego na dziecko uroku.

Uroków odczynianie

Właśnie urok uważano za najczęstszą przyczynę braku snu dzieci. Wierzono, że mogła go rzucić na dziecko osoba posiadająca "uroczne" oczy. Aby do tego nie doszło zawiązywano dziecku na rączce lub przy kołysce czerwoną wstążeczkę. Jednak, gdy to nie pomogło, dziecko nie mogło spać, bardzo głośno płakało, nie jadło, było niespokojne, miało słone czoło, gorączkę, konwulsje, trzeba było urok odczynić.

Powszechnie stosowano przelewanie jajka. Jajko należało przelewać nad szklanką do połowy napełnioną wodą. Białko formowało się w kształt, który pokazywał, przez kogo dziecko jest przestraszone: wiatr, psa, człowieka. Następnie szklankę stawiało się na oknie na trzy doby. Niektórzy wylewali tę wodę na rozstajne drogi ze względu na ich mediacyjny charakter. Zabiegu najlepiej było dokonywać przed zachodem słońca, póki światło nie zostało pokonane przez ciemność. Miało to zapewnić powodzenie. Istniała też możliwość przelewania jajka do trzech szklanek, kolejno nad głową, brzuszkiem i stopami dziecka, aby wyeliminować wszystkie możliwe przyczyny dolegliwości.

Innym sposobem pozbywania się uroku było przeciąganie dziecka przez nogawkę spodni, które należały do najstarszego mężczyzny w rodzinie.1 Matka natomiast mogła przełożyć dziecko przez swoją suknię ślubną, obmyć mu główkę wodą święconą i wytrzeć czoło welonem ślubnym albo zlizać urok z czoła. Pomocne było też najstarsze dziecko, które miało przełożyć płaczącego braciszka lub siostrę trzykrotnie pod nogą, ewentualnie dmuchać nań trzy razy, by urok zdmuchnąć. Poza tym można było nad dzieckiem spalać len; spluwać trzykrotnie przez lewę ramię; złościć się głośno na osobę; która zadała urok, zmyć urok wodą przyniesioną z rzeki, koniecznie rano, jeszcze przed śpiewem ptaków. Jeszcze innym skutecznym sposobem miało być przyciskanie dziecka kolanem do progu i rozdzieranie na nim koszulki, którą następnie należało wynieść na rozstajne drogi.2


Duszy uwalnianie

Wierzono także w istnienie istot demonicznych, które mogły odebrać sen dziecku lub, co gorsza, podmienić matce dziecko na swoje własne. Najbardziej zagrożone "podmianą" było dziecko jeszcze nieochrzczone. Taki odmieniec płakał, nie spał, był blady, chudy, nie chciał jeść, mógł być też złośliwy. Po tych objawach matka rozpoznawała, że nie jest to jej dziecko. Zorientowawszy się powinna jak najszybciej położyć dziecko na kupie śmieci lub gnoju i okładać je kijami czy nową miotłą. Demonka usłyszawszy płacz swojego dziecka ma przybiec i zwrócić matce jej własne dziecko, byle tylko odebrać swoje.

Bezsenność mogły powodować "małe, złośliwe demonki" nazywane na Rzeszowszczyźnie Murysiami. Oto tekst zamówienia wygłaszanego przy dziecięcej kołysce, który odnotował Kotula:

Murysiu, umyj się!
Masz wodę na misiu [na misce],
Mów pacierz klęczący,
Nie jadaj leżący.3

Murysie to, jak można przypuszczać zmory4. Wypowiedzenie słów zamówienia, postawienie miseczki z wodą święconą miało unieszkodliwić Murysie i zmusić je, by oddały sen dziecku.

Inną przyczyną dziecięcej bezsenności miał być szkodliwy wpływ księżyca. Do dziś matki szczelnie zasłaniają okna, by księżyc, szczególnie gdy jest w pełni, nie przeszedł przez twarz dziecka. Skutkiem tego miało być bowiem to, że stawało się ono niespokojne, lunatykowało, nie spało, płakało po nocach. Czasem dolegliwości te ustępowały wraz z ochrzczeniem dziecka. Można było także odbić stópki dziecka w popiele, a następnie pozwolić, aby księżyc przeszedł przez to odbicie i zabrał swoją magnezję. Oto dokładny opis takiego zabiegu, opowiedziany przez pewną starszą panią z Krasnobrodu: No, odratuje to, ale to trzeba umieć i wiedzieć o tym, że dziecko maleńkie wziąć do tego popiołu. Tylko musi być popiół z drzewa, nie z węgla. I ten popiół rozsypuje się na taką... no, przeważnie trzeba, żeby to blaszka była. I rozsypać ten popiół i późnij to dziecko... to to nieraz dziecko przejdzie księżyc... co ma trzy lata, co ma dwa lata, półtora roku... i trzeba te nóżki, stopki tak oo jedne i drugie stopkę położyć w taki mierze, żeby oni byli razem te stopki. Razem rączki ma i to wszystko. No, to tutaj te stopki dwa położyć dwie i odcisnąć te stopki i do góry podchwycić dziecko, podchwycić dziecko do góry a te stopki się malutkie tutaj zostaje na tym popiele. Wtedy nie wolno tego popiołu zruszyć, tylko trzeba wziąć... ale ja nie wiem... tam były... tam, gdzie było to robione to takie, jak w domu są takie... ooo takie, rozumie pani, węgły, i tu jeszcze do góry, jeszcze do góry, jeszcze do góry... to takie jeszcze bywają po wsiach takie węgły. I na tych węgłach trzeba by było umieścić jakoś tam blaszkę. No może ona na tym węgle się nie zmieści, ale jakoś umieścić, przywiązać do tego węgła drugiego, bo to zwali wiater, nie? I już z tego nic nie będzie. I jak ten księżyc będzie świecił, to te stopki przejdzie i on zabierze te swoje te... jako to... magnezję. No, coś on ma, taka magnezję, nie? Bo słońce to ma inne, a księżyc ma inne. I późni po chwili to dziecko przestaje łazić po tym łóżeczku i jest dobre, jest zgodne życie i wszystkiego i ono nikomu już źle nie robi.[kobieta, brak danych, ur. 1934]


Zgubione spanie

Jeśli przyczyna bezsenności nie była znana, można było szukać zgubionego "spania". Matka lub najstarsza córka brała drewienka i chodząc po izbie, zeskrobywała w każdym kącie trochę wapna do sitka lub do podołka. Mogła też wykonywać symboliczny gest łapania czegoś niewidzialnego. Podczas tej czynności mówiła: Kątku! Kątku! Przywróć spanie mojemu dzieciątku! lub: Kto tam puko? Dziecko spanio szuko!5 Następnie szła do kołyski i wrzucała złapany w ten sposób sen do kołyski.

Pomocne znowu mogło okazać się starsze dziecko. Zawiązywano mu oczy i kazano szukać w ciemno "snu", który ktoś zabrał. Dziecko wyciągało ręce i na pytanie: Czego szukasz?, odpowiadało: Szukam spania, ażeby brat (siostra)/ spał do jutra, do świtania.6

Trzeba było się dużo napracować, żeby przywrócić dziecku sen. Zdarzało się, że i dla matki i dla dziecka praktyki prowadzące do osiągnięcia spokoju i pożądanej atmosfery były dużym wyrzeczeniem i nie sprawiały bynajmniej przyjemności… Jakże szczęśliwa matka, której pociecha zasypiała po wysłuchaniu kołysanki: Śpij dziecino, moja mała,/ zaśnij, zaśnij już / ja cię będę kołysała, / a ty oczęta swe zmróż, / ja cię będę kołysała, / a ty oczęta swe zmróż…


Przypisy:
1 Zapewne ze względu na przypisywaną starcom cechę mediacyjności spodnie najstarszego w rodzinie mężczyzny nabywały cech magicznych. (Więcej na ten temat zob. Piotr Kowalski, Leksykon Znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, PWN Warszawa, Wrocław 1998.)
2Różne przedmioty po wykorzystaniu podczas zabiegów magicznych stawały się "nieczyste", w związku z czym mogły zagrażać przestrzeni domowej, niezwiązanej z sacrum, dlatego wynoszono je na rozstajne drogi ze względu na charakter mediacyjny tychże.
3 Kotula Franciszek, Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków i Lasowiaków, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1989.
4 Bogdan Baranowski podaje jako nazwy równorzędne: zmora, mora, mara, mura, morawa. (Baranowski Bogdan, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1981.
5 Kotula Franciszek, Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków i Lasowiaków, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1989.
6 Zob. ibidem
Skrót artykułu: 

Płaczące po nocach dziecko, które nie śpi i nie daje spać innym... Która matka tego nie przeżyła? Problem ten istniał od zawsze i zmieniały się jedynie sposoby radzenia sobie z nim. Ludowe praktyki przedstawiają szeroką gamę możliwości. Jak podają źródła etnograficzne najprostszą, aczkolwiek niestety czasem tragiczną w skutkach, metodą uśpienia dziecka było podawanie mu maku. Opinie takie funkcjonują na wsi polskiej i dziś. Nie dalej jak jesienią ubiegłego roku jedna z mieszkanek Krasnobrodu opowiadała: Przemyślali ludzie. Dawniej był [taki] smoczek. Szmate, troszke cukru. Zawiązało się i do buzi się dziecku dawało i ono ssało i spokojne było. A jak że nie chciało naprawde tam mocno spać, to ja nie wiem, ja tego nie robiłam. Ale tak, jak opowiadali, że to mak dawali… [Bogumiła Maruszek, Krasnobród] Inną możliwością było okadzanie dziecka ziołami z domieszką pajęczyn z czterech rogów izby lub zamówienie rzuconego na dziecko uroku.

Dział: 

Dodaj komentarz!