I znów podróż do źródeł

(Folk a sprawa polska)

Czy można sobie wyobrazić - w dziedzinie muzyki świata - dwa bardziej odległe stylistycznie przykłady niż Djivan Gasparyan i Transglobal Underground? Z jednej strony prosta, liryczna harmonia będąca naturalnym oraz bezpośrednim odwołaniem do klasyki i tradycji, z drugiej: przetworzona, elektroklubowa muzyka, w której "etniczne" instrumentarium można z pozoru potraktować jako zaledwie egzotyczne ozdobniki.

No więc, dobrze, może można wymyślić bardziej odległe porównanie. Zestawienie tych dwóch wykonawców pozwala nam jednak pokazać jak szeroka jest paleta barw i skojarzeń twórców kojarzonych z world music. A to wszystko - w polskim kontekście, bowiem zarówno Gasparyan z zespołem, jak i Transglobal Underground byli gwiazdami tegorocznej drugiej edycji festiwalu Ethno Port Poznań.

Pamiętam jak blisko dekadę temu przekazywano sobie niemal z ust do ust informację o tym, że Djivan Gasparyan podobno przyjedzie na koncert do Polski. Jawiło się to wówczas jako wielkie wydarzenie. Dziś powoli się oswajamy, a może już oswoiliśmy się z faktem, że coraz częściej bywają u nas światowe gwiazdy - także "tej" muzyki. Z pewnością jesteśmy bliżej świata, nawet namacalnie. Czy jesteśmy dzięki temu bardziej wrażliwi na płynącą do nas muzykę? To już zupełnie inna kwestia.

Faktem pozostaje, że wspomniany Ethno Port szybko zbudował swą mocną pozycję na rynku krajowych festiwali z muzyką świata. Obok wspomnianych wyżej wykonawców słyszeliśmy w ciągu trzech, raczej chłodnych, czerwcowych wieczorów w poznańskim Starym Korycie Warty takie postaci jak: Mari Boine, Iva Bittova, Houria Aichi, Taraf De Haidouks czy Habib Koite. Mieliśmy zatem szeroki przegląd stylów i koncepcji oraz podróż przez cały niemal glob. Brzmienia zgoła tradycyjne obok awangardowych; jazzujące czy niemal transowo-rockowe granie zawsze było tu jednak drogowskazem do muzyki źródłowej. A podróż biegła od Armenii przez Mali, Algierię i Stany Zjednoczone po Wielką Brytanię, Rumunię i Czechy. Skończywszy na Polsce. Bowiem tradycyjnie już każdy dzień rozpoczynali krajowi wykonawcy: Joanna Słowińska, Alamut, Żywiołak. Jeśli czegoś brakowało to z pewnością publiczności. Umówmy się, że Bittova, czy Gasparyan to są może propozycje dość wysmakowane i nie dla każdego słuchacza (dlatego też koncertowali w specjalnym namiocie). Ale żywioł Taraf De Haidouks, szamański czar Mari Boine, czy porywający feeling Habiba Koite - jednego z najwybitniejszych dziś twórców z Afryki? W "porywach" było ponoć około pięć tysięcy słuchaczy. Może jednak coś jest nie tak z naszą wrażliwością? Może ogłuszyły nas możliwości wynikające z bycia bliżej świata?

Skoro piszę o muzycznych spotkaniach - bardziej czy mniej egzotycznych i zaskakujących - to chciałbym jeszcze podkreślić jak bardzo spodobał mi się, wydany na płycie, wspólny projekt Apolonii Nowak i Swoją Drogą Trio. Ja wiem, że znajdą się malkontenci, którzy powiedzą, że Apolonia z Ars Novą to był większy szok, że całość nierówna albo momentami monotonna, albo jeszcze coś innego... Posłuchajcie jednak, jak oni ze sobą rozmawiają. Jak ta pieśniarka ze wsi i trzej panowie z miasta potrafią słuchać się wzajemnie z szacunkiem i pokorą. Jak ulotna całość z tego powstaje. Momentami można mieć złudzenie, że to co gra Trio to wręcz oryginalne, źródłowe tło dla śpiewu Nowak. Kiedy indziej muzycy pięknie improwizują wokół tematów.

I pewnie byłaby to najjaśniejsza w ostatnim czasie polska fonograficzna folkowa niespodzianka, gdyby nie płyta… "Soul of The Sufi". Oczywiście, trochę żartuję, bo trudno wykonawców tej ostatniej uznać za przedstawicieli polskiego folku. Ale też nie co dzień się zdarza, by polska firma była wydawcą Takiej Muzyki. Fareed Ayaz, Abu Muhammad & Bros dali koncert w warszawskim S-1, a płytę z tego występu wydało Open Sources. Magia, mistyka i pasja. To wszystko, co kojarzy nam się z twórczością chyba największego twórcy qawwali Nusrata Fateh Ali Khana, powraca tu raz jeszcze, w ekstatycznym, pełnym mocy wykonaniu. To płyta, obok której nie można przejść obojętnie, która pokazuje, że jak szerokie nie byłyby stylistyczne poszukiwania twórców, zawsze najistotniejsze pozostaje źródło.

Skrót artykułu: 

Czy można sobie wyobrazić - w dziedzinie muzyki świata - dwa bardziej odległe stylistycznie przykłady niż Djivan Gasparyan i Transglobal Underground? Z jednej strony prosta, liryczna harmonia będąca naturalnym oraz bezpośrednim odwołaniem do klasyki i tradycji, z drugiej: przetworzona, elektroklubowa muzyka, w której "etniczne" instrumentarium można z pozoru potraktować jako zaledwie egzotyczne ozdobniki.

Autor: 

Dodaj komentarz!