Filozofia pisanki

Nierówności tworzą najciekawsze wzory

Pisanki mają swoją własną filozofię – ich tworzenie jest jak opowieść przygodowa, a obdarowywanie nimi tworzy wspólnotę życzliwości. „Filozofia pisanki” to także autorski projekt Marcina Skrzypka realizowany w ramach stypendium Krajowego Planu Odbudowy. Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Góra-Stępień. 

Zanim przejdziemy do rozmowy o filozofii pisanki, zacznijmy od tego: co było pierwsze – jajko czy kura?

Z punktu widzenia filozofii pisanki pierwsza była kura. Jajko jest bowiem zapowiedzią nowej kury, dlatego od dawna postrzegano je jako przedmiot magiczny – symbol nowego życia i dobrych, życiodajnych mocy.

Kiedy zwykłe jajko przekształciło się w pisankę i jakie znaczenie symboliczne zyskało?

Nie wiadomo dokładnie, kiedy jajko stało się pisanką. Można jednak przypuszczać, że zaczęło się to w momencie, gdy ludzie nauczyli się je w jakiś sposób dekorować. Zdobiono przecież wszystko, co było pod ręką: kości, drewno, skały, kamienie, wyroby z gliny i metalu, ubrania i własne ciało. Jajko jest jednak przedmiotem bardzo delikatnym, dlatego musiały powstać odpowiednio subtelne metody jego zdobienia. Wszystko to wydarzyło się bardzo dawno temu – mówimy raczej o dziesiątkach tysięcy lat. Najstarsze, grawerowane skorupki jaj pochodzą z Afryki Południowej sprzed około 60 tys. lat. Nie wiadomo, czy oryginalnie były to rzeczywiście dekorowane jaja ani czy historia pisanki ma w ogóle związek z wiosną. W starożytnym Rzymie tak, ale w starożytnym Egipcie i Mezopotamii? W Polsce najstarsze pisanki z X–XIII wieku, wykonane techniką batikową, zostały zrobione z gliny i wapienia. Są rzeźbami. Czyli to, co nazywamy pisanką okazuje się mieć w przeszłości wielu krewnych. Nie wiemy, którzy są najbliżsi naszej pisance.

Czyli jajka na początku nie miały związku z Wielkanocą?

Nie miały, bo kiedyś nie było Wielkanocy. Poza tym jaja dekorowano właściwie na całym świecie. Od dawna postrzegano je jako symbol stanu przejściowego między nicością a nowym życiem. Człowiek widział przecież, jak rodzą się ludzie czy inne ssaki – z ciała matki przychodzi na świat małe dziecko. Widział też, że zanim się ono urodzi, kobieta ma duży, jajowaty brzuch. Jednak w przypadku ptaków czy gadów ten moment był jeszcze bardziej namacalny. Życie ukryte było w jajku, które można było wziąć do ręki. Właśnie to musiało ludzi fascynować: z jajka może wykluć się życie… albo nie. I że można tego dotykać, nie mówiąc o zjadaniu.

Czy od początku, poza dekorowaniem jajka, miało ono filozoficzne podłoże?

Tego możemy się dziś jedynie domyślać albo wymyślać. Nie wiemy nawet, dlaczego ludzie malowali na ścianach jaskiń zwierzęta ani dlaczego tworzyli figurki kobiet. To my – z dzisiejszej perspektywy – przypisujemy tym działaniom różne znaczenia i symbolikę, zakładając, że musiały mieć charakter magiczny. A przecież możliwe, że ludzie robili to także po prostu dla przyjemności: malowali, odtwarzali otaczający ich świat, utrwalali to, co było dla nich ważne lub ciekawe. I tak samo jest z jajkami. Tak naprawdę nie wiemy, w jaki sposób traktować symbole obecne na jajkach. Możemy wyczytać w fachowych źródłach i w internecie, że były to na przykład symbole solarne, drzewo życia, swastyka, rozumiana jako symbol szczęścia, triskelion, czyli trójnóg, symbol równowagi. Ale dlaczego ludzie umieszczali te znaki? Co dla nich znaczyły? Weźmy choćby znak krzyża. Zanim stał się symbolem chrześcijańskim, był znakiem pierwotnym, znakiem znaków – kiedy mażemy patykiem po ziemi, naturalnie powsta je coś w rodzaju krzyża: najpierw jedna kreska, a potem druga. To jest też oznaczenie skrzyżowania dróg czy punktu. Kropki nie widać, więc najłatwiej jest zaznaczyć krzyżykiem. Tak samo jest z jajkami. Nie da się odróżnić krzyża jako apotropeionu – znaku chroniącego przed złem – od krzyża jako ornamentu czy krzyża jako symbolu porządku świata. Są mity o „prajaju”, z którego wykluwa się cały świat, kosmos. Jajko pasowało do zaznaczenia nowego roku w życiu przyrody, nowego otwarcia.

Jak jajko ewoluowało na przestrzeni tych setek lat? Kiedy stało się tą dzisiejszą pisanką?

Widzimy jedynie ostatni odcinek tej ewolucji. Jajko, pisanka jako dar. Człowiek otrzymywał od przyrody – czyli od sił pozaludzkich – różne dobra umożliwiające mu życie. Symboliczną część tych darów oddawał bóstwu, zapraszając je niejako do wspólnej uczty. Sam również spożywał ofiarę, którą złożył. W ten sposób tworzyło się przymierze, rodzaj symbolicznej wspólnej konsumpcji i komunii między człowiekiem a bóstwem, wymiana darów i życia. Takie „zakumplowanie się”. Jajka były szczególnie ważne w tych obrzędach jako magiczny „powerbank”, ziarno życia. Naznaczone specjalnym czasem powstania – okresem wiosennej równonocy – i opieczętowane dekoracją, choćby specjalną barwą, stawało się fizycznym nośnikiem mocy, czymś w rodzaju materiału promie niotwórczego. Trzeba było to jajko zjeść albo gdzieś fizycznie umieścić: zakopać, komuś dać, rozkruszyć skorupki, włożyć do wody, a potem tę wodę wypić. Musiał nastąpić fizyczny kontakt z owym jajkiem.

Kiedy pojawiło się chrześcijaństwo, przez jakiś czas trwało przeciąganie liny między Kościołem a lokalną tradycją „jajeczną”. W końcu zostało to połączone. Akt ten można różnie interpretować: jako sprytny, inkulturacyjny zabieg kleru polegający na przechwyceniu rodzimego zwyczaju przez Kościół albo odwrotnie: jako swoistą kontaminację chrześcijaństwa z dawnym zabobonem. Nasz sposób interpretacji tego połączenia jest nieco stronniczy. W każdym razie do takiej fuzji doszło. Od tego czasu element społeczny, związany z włączeniem malowania jajek do kultury estetycznej i społecznej, doprowadził do powstania wzorów – bo pisanka to wzory, techniki barwienia. Wszystko to weszło do kultury już w bardziej artystycznej formie wraz z rozwojem społecznym i gospodarczym.

Czy za artyzmem idzie symbolika?

Kiedyś jajko było tajemnicą życia, potem pisanka stała się symbolem jajka. Teraz symbolizuje tradycję. Dzisiaj jajko nie niesie znaczenia naddanego nowego życia. Wiemy, że dawniej było takim symbolem w kulturze, ale nie jest nim dla nas.

Czyli chodzi o dekorację.

Dziś jajko jest bardziej symbolem jajecznicy albo kanapki z jajkiem. Po prostu nie nadajemy mu takich znaczeń. Wiemy jednak, że wiązane było ono z takimi znaczeniami i że mogły by mieć sens obecnie. Na przykład pisanki były traktowane jako podarunki magiczno-towarzyskie. W dobrym tonie było dzielenie się czymś sympatycznym, mającym pozytywne konotacje z sąsiadami, rodziną czy znajomymi. Być może dlatego w niektórych regionach malowano jajka aż do Zielonych Świątek, czyli do Zesła nia Ducha Świętego. Musiano robić to z jakiegoś pragmatycznego powodu, a nie dla sztuki. W Ewangeliach jest to czas przejściowy od zmartwychwstania Jezusa do Zesłania Ducha Świętego. W tym okresie apostołowie się modlą: najpierw nie mogą uwierzyć, że Jezus zmartwychwstał, potem trochę wierzą, trochę nie wierzą, jeszcze później On idzie do nieba, a ci znowu są zdezorientowani i nie wiedzą, o co chodzi. To czas dramatycznych zmian, można powiedzieć, wykluwania się chrześcijaństwa. Pasuje, żeby właśnie w tym okresie jajkami w jakiś sposób się wspierać. Natomiast Zesłanie Ducha Świętego to była cezura, po której należało już te jajka zostawić w spokoju.

W czasach współczesnych, a nawet niedawnych, jajko również bywa ło wyrazem wdzięczności – na przykład gospodyni mogła w podziękowaniu ofiarować to, co dawała jej wieś, w tym między innymi jajka.

Jajko było walutą. Można było dać miód, wosk, żywe ptaki, ale dawano też jajka, bo są przenośne, policzalne, delikatne, a mimo wszystko praktyczne – zawsze się przydadzą. To właśnie ta natura jajka, taka trochę uniwersalna.

Jajko pojawia się też w popkulturze, czasem w filmach widzimy złote ja jo, prawda?

To już wędrówki symboli. Nie jestem orędownikiem takiego przeskakiwania z kontekstu do kontekstu. Trzeba by napisać jakiś osobny artykuł. Wolę upraszczać interpretacje niż tworzyć z nich piętrowe budynki. Na przykład, jeśli jajko było przez kogoś traktowane jako magiczny preparat, to na pewno nic nie symbolizowało, tylko było tym magicznym preparatem.

Jeżeli było ze złota, to było złotem?

Istnieje bajka o kurze znoszącej złote jajka, ale to taka sama opowieść jak o samonakrywającym się stoliczku. Jeżeli wyobrażamy sobie niewyczerpywalne źródło powodzenia, to musimy wziąć jakiś element z naszego codziennego życia i wyobrazić sobie, że on się nie wyczerpuje. Takim fantastycznym obrazem jest kura, która znosi złote jajka. Chodzi, gdacze i znosi jaja, nawet bez koguta. No to niech znosi złote. Pomarzyć zawsze można. Pod tą strukturą motywów symbolicznych kryje się wyobrażenie o świecie. Jeśli chodzi o jajka, to one przyjmują na siebie pewne obowiązki kulturowe.

A co ze święconymi jajkami?

To działa podobnie jak w przypadku przypisywanej dawniej magicznej mocy. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa pojawiło się przekonanie o przekazywaniu tej mocy – symbolicznie poprzez wodę święconą. Skorupki z poświęconych jajek czy inne święcone przedmioty bywają kłopotliwe, bo nie wiadomo, co z nimi zrobić. Często pali się je w ogniu albo zakopuje. Podobnie bywa z kredą czy świętymi obrazkami. Wynika to z przekonania, że takie rzeczy zostały poświęcone Bogu, więc nie wypada ich po prostu wyrzucić. Jajka czy pisanki nie są więc odizolowanym elementem, ale należą do szerszej kategorii przedmiotów uznawanych za „święte”, z którymi trzeba obchodzić się w szczególny sposób.

Każdy aspekt pisanki – jej znaczenie symboliczne czy magiczne – ma swoje odpowiedniki w innych zwyczajach. Dlatego skupienie się wyłącznie na historii jajka niewiele wyjaśnia, dopiero porównywanie z innymi praktykami pozwala coś zrozumieć. Z tego powodu powtarzanie stereotypowych opowieści o historii jajka bywa uproszczeniem. Gdy spojrzymy szerzej i się gniemy do bardzo dawnych czasów, ta spójna historia zaczyna się rozpadać. Dla mnie ważniejsze jest więc to, co pisanka znaczy dzisiaj – sam proces jej tworzenia, wykonywanie wzorów i refleksja nad tym, o czym myślimy, gdy ją malujemy.

Pisanka jest dla mnie pewnego ro dzaju „coachem”. Uczy prostych, życio wych lekcji – na przykład cierpliwości i dystansu do własnych błędów. Kiedy malujemy wzór i chcemy, żeby wszystko było równe i idealne, często okazuje się, że coś nie wychodzi. Pisanka dowodzi jednak, że gdy coś zaczyna się psuć, warto po prostu kontynuować wzór i nie przejmować się niedoskona łościami, bo one na koniec okazują się elementami naszego osobistego stylu.

Czyli hartuje charakter?

Nie, nie do końca hartuje. Raczej wskazuje na inną filozofię działania – coś w rodzaju podejścia znanego z różnych tradycji wschodnich, które można po polsku nazwać: „robić swoje”. Jeśli będziemy konsekwentnie kontynuować wzór, nawet gdy nie wychodzi idealnie równy, efekt może być ciekawy. Nierówności tworzą fajne zaburzenia, najciekawsze wzory. Mogą nadać pisance bardziej naturalny, organiczny charakter. Dzięki temu, że w jednym miejscu wzór jest równy, a w innym nierówny, pojawia się pewien ruch, kiedy obracamy jajko w ręku. To właśnie odkryłem podczas robienia pisanek – nie jest najważniejsze, jak wyglądają na obrazku. Pisanka to nie jest po prostu wzór przeniesiony na owalną, trójwymiarową powierzchnię. To wzór dynamiczny, który zmienia się, gdy obracamy jajko. Nie chodzi więc o to, żeby oglądać je z kolejnych stron jak kostkę. Jajko daje właściwie nieskończoną liczbę perspektyw i niczego z góry nie narzuca. Nasz wzrok sam zaczyna łączyć linie i rozpoznawać wzory, tworząc z nich różne układy – podobnie jak wtedy, gdy patrzymy na rośliny i zamiast pojedynczych liści czy kwiatów dostrzegamy splatające się formy. Podobnie jest na jajku: rozpoznajemy konkretne wzory – na przykład listki, węże czy różne szlaczki – ale jednocześnie łączą się one w niezaplanowane przez twórcę kształty. Linie wzajemnie się uzupełniają, a nasze oko podąża za tymi przepływami, gdy obracamy pisankę w ręku. Wtedy wzór zaczyna jakby falować i ożywać. Z czasem można sobie wiele wybaczyć – nie dlatego, że stajemy się bardziej pobłażliwi wobec błędów, ale dlatego, że pojawiają się inne perspektywy, z których takie niedoskonałości w ogóle nie są błędami. Świat przecież nie jest doskonały ani statyczny. Obracając w dłoni pisankę, jesteśmy bliżej natury świata niż wtedy, gdy chcemy odtworzyć dopieszczony wzór ze zdjęcia. Jest jeszcze inna podobna ciekawostka, że technika batiku przypomina fabułę. W fabule jest zawiązanie akcji, są etapy jej rozwoju, jakieś zapętlenia. W pewnym momencie nie wiadomo, co się wydarzy. Pojawia się suspens, odroczenie dalszego ciągu. Człowiek jest w nie pewności i dlatego czyta książkę do rana albo ogląda wszystkie odcinki serialu. W technice batiku wygląda to podobnie. Na początku – kiedy wiemy, na czym ona polega, i chcemy zaplanować prosty wzór, na przykład w kolorze białym na jednolitym tle – bierzemy białe jajko i zostawiamy na nim wosk, część pokryta woskiem będzie biała. Potem wkładamy do barwnika – to będzie tło. To początek akcji, kiedy jeszcze wiemy, co się dzieje. Ale kiedy chcemy mieć pisankę z większą liczbą kolorów, ponownie kładziemy wosk, żeby zamaskować ten kolor obecnego tła, i potem znowu wkładamy w kolejny barwnik. Wtedy przestajemy kontrolować to, co się dzieje, ale cały czas chcemy zrealizować jakiś wzór. Dodając jeszcze jeden kolor, już tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzy i co z tego wyniknie. Na samym końcu jest rozwiązanie akcji – zdejmowanie wosku. Najlepiej zdejmować po kawałeczku, żeby wzór stopniowo się odsłaniał. Proces tworzenia pisanki – od zamierzenia i oczekiwań, przez moment dezorientacji, aż do, miejmy nadzieję, happy endu – jest formą takiej fabuły. To jest dosyć ciekawe, ponieważ fabuła jest rodzajem narracji, a narracja jest czymś, co przesyca całą naszą kultu rę i nasze myślenie. Porządkuje świat. Malując zwykłą pisankę, można zo baczyć w praktyce, jak to działa, że myślimy również w kategoriach fa buły. Łatwiej pokonujemy trudności, gdy w jakimś momencie potrafimy wyobrazić sobie siebie jako bohatera, który mierzy się z przeciwnościami, ale ostatecznie sobie poradzi. Taki sposób myślenia może nam też pomóc w codziennym życiu.

Dla mnie to właśnie są współczesne, filozoficzne czy wręcz mądrościowe wymiary pisanki – ważniejsze niż uproszczone opowieści o tym, czym była ona w przeszłości.

Życzę Ci udanej celebracji malowania tegorocznych pisanek. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wstępna redakcja: Barbara Zaręba, studentka 1. roku e-edytorstwa i technik redakcyjnych II stopnia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Skrót artykułu: 

Pisanki mają swoją własną filozofię – ich tworzenie jest jak opowieść przygodowa, a obdarowywanie nimi tworzy wspólnotę życzliwości. „Filozofia pisanki” to także autorski projekt Marcina Skrzypka realizowany w ramach stypendium Krajowego Planu Odbudowy. Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Góra-Stępień. 

Dodaj komentarz!