
Kobiety w polskim folklorze przynależą przede wszystkim do tradycji śpiewaczej. Tych grających dawniej było niewiele, dość wymienić Bronisławę Konieczną-Dziadoń, Albinę Kuraś czy – współczesną harmonistkę Wiesławę Gromadzką. Było tak aż do połowy ubiegłego stulecia, jak zauważa Teresa Nowak: „Podział ten w sposób wyraźny utrzymał się do połowy XX wieku, co potwierdza najpełniejsze do tej pory – chociaż z przyczyn obiektywnych niekompletne – zestawienie 543 informatorów Piotra Dahliga, zawarte w książce tegoż autora, zatytułowanej Ludowa praktyka muzyczna. Pośród grona 284 wokalistów znajdujemy zaledwie 42 mężczyzn i aż 242 kobiety, podczas gdy w gronie 259 instrumentalistów znalazły się zaledwie 4 kobiety. W XIX-wiecznej dokumentacji Oskara Kolberga muzykiem jest zawsze mężczyzna. Wskazane zestawienie uświadamia nam, że kobieta jako instrumentalistka jeszcze do niedawna pojawiała się zupełnie wyjątkowo. Andrzej Bieńkowski wymienia w swoim filmie o kobietach muzykantkach 4 instrumentalistki, a w jego publikacjach pojawiają się przede wszystkim kobiety towarzyszące mężowi na bębenku”.
Dziś muzykujących dziewczyn w różnych regionach kraju jest dużo, powstają też teksty i artykuły podejmujące tematykę płci w muzyce tradycyjnej. Kobiety w XXI wieku grają na cymbałach, harmoniach,
Dopóki serce nie zwolni bicia… słów kilka o skrzypaczce z Lubziny Albina Kuraś dmą w ligawki, dymką wtłaczają powietrze do dud i kozłów czy suną smykiem po strunach. Wymieńmy kilka nazwisk: Lidia Biały, Maniucha Bikont, Anna Broda, Wioletta Jakubowska, Ewa Grochowska, Katarzyna Gacek-Duda, Izabella Kaczmarska, Marta Maślanka, Katarzyna Zedel, Martyna Żurek… O ile współcześnie kobiet w muzyce instrumentalnej jest sporo, o czym świadczy choćby to pobieżne i wybiórcze wyliczenie, o tyle dawniej było ich jak na lekarstwo. Muzykowanie było domeną męską, więc kobieta grająca na instrumencie była wyjątkiem, godnym obejrzenia/posłuchania: „[…] fragment wywiadu przeprowadzonego ze Stefanem Kołazińskim, skrzypkiem z kapeli Kołazińskich ze Zdunkowa, w której grał razem ze swoją córką, Wiesławą Gromadzką. Ze strony Kołazińskiego pada tam np. sformułowanie: «wszyscy chcieli zobaczyć, jak panienka gra» oraz wymienione są najdalsze miejsca, w które zapraszano kapelę także dlatego, że gra w niej kobieta. Przykład ten pokazuje, jak kształtuje się reakcja na niecodzienny dla kultury okolic Zdunkowa akt performatywny dokonany przez Wiesławę Gromadzką”.
Powróćmy jednak na południe Polski, do Lubziny na Podkarpaciu. Tu, wraz ze swoim ojcem – Władysławem Kamińskim – występowała Albina Kuraś. Dziś jej nazwisko jest powszechnie znane, była twórczynią ludową – nie tylko skrzypaczką, ale także rzeźbiarką. Ponadto też doskonałą animatorką i edukatorką – nauczyła grać swoje dzieci, dzieci swoich dzieci i jeszcze kolejne pokolenia – czego świadkami jesteśmy do dziś w postaci zespołu Młode Kurasie. W 2021 roku wydano poświęconą skrzypaczce publikację Dopóki serce nie zwolni bicia… w kręgu kultury ludowej Albiny Kuraś (wyd. Stowarzyszenie Kapela Ludowa Kurasie z Lubziny). To wspaniałe uhonorowanie jej długiej muzykanckiej drogi. Publikacja ta to bogato ilustrowane wydawnictwo, przynoszące informacje o biografii artystki, jej pasji, współmuzykujących członkach kapeli. Wzruszającą lekturą, pokazującą, jak wielu przyjaciół, słuchaczy i fanów miała Albina Kuraś, jest ostatnia część książki – Księga wspomnień. Moje wspomnienie z Albiną Kuraś to rok 2017, kiedy z ekipą Zbiorów Fonograficznych nagrywaliśmy ją wraz z Młodymi Kurasiami. Lubię wracać do tych nagrań i spotkania w starym domu w Lubzinie. Dobrze było poznać tę muzykantkę i jej, jakże wielowymiarową w zakresie charakteru i przede wszystkim twórczości, osobowość. Tym, którym nie dane było spotkać jej osobiście, z całą pewnością polecić można omawianą tu pozycję książkową, jest to bowiem publikacja napisana z pasją (autorami są Aleksander Bielenda i Beata Mudryk), przynosi nie tylko suche fakty, ale i ciekawostki, wspomnienia, ponadto bogaty materiał ilustracyjny i dźwiękowy – dodany do książki w postaci nagrań na płycie CD. To doskonała EtnoLektura na każdy dzień.
Rzeszowszczyzna to kraina dużych zespołów instrumentalnych, w których poza cymbałami prym wiodą – a jakże – skrzypce. Wybitnych skrzypków, zarówno Lasowiaków, jak i Rzeszowiaków, jest/było wielu, to m.in. takie nazwiska jak: Henryk Kretowicz, Jan Cebula, Władysław Pogoda czy żyjący i grający nadal Henryk Marszał i Kazimierz Marcinek. O artystach tej ziemi barwnie wspominał także Franciszek Kotula w Muzykantach. To muzykanci, a co z muzykantkami? No właśnie…