Dać się dotknąć muzyce

[folk a sprawa polska]

Jeszcze nigdy nie słyszałem na żywo takiego instrumentu. To było niesamowite. Metafizyka!” – ekscytował się młody chłopak w końcu czerwca po wyjściu z Nowohuckiego Centrum Kultury po jednym z koncertów, które odbyły się w ramach festiwalu EtnoKraków/Rozstaje. Owym instrumentem była kora, na której grał Buba Badjie Kuyateh, a koncertem, podczas którego artysta wystąpił – „Symfonia czterech stron świata” Stanisława Słowińskiego. Pewnie wielu organizatorów folkowych imprez bardzo ucieszyłoby się z takiej spontanicznej recenzji. Może to jest jeden z podstawowych sensów organizowania tego typu wydarzeń? Zapewne niejedyny to sens, ale przecież nadzieja na dotarcie z tak zazwyczaj nieoczywistą (i mało obecną w mediach) twórczością do słuchacza, dla którego będzie ona oszałamiającym odkryciem – to jest coś.

Lato to czas wielu folkowych festiwali i licznych wydarzeń wokół muzyki tradycyjnej. To oczywiście czas święta dla wiernych wielbicieli gatunku albo przynajmniej sympatyków muzykowania odwołującego się do tradycji i jej współczesnych interpretacji. Wielu ze słuchaczy przemierza kraj, by cieszyć się tym szczególnym festiwalowym klimatem, by raz jeszcze dać się dotknąć muzyce, by praktykować ją podczas warsztatów. Ale przecież te letnie, wakacyjne, w znaczącej mierze plenerowe imprezy są też szansą dla słuchaczy, którzy odkrywanie tej muzyki mają jeszcze przed sobą. Bo właśnie ów szczególny wakacyjny czas, nawet wtedy, gdy pogoda nie zawsze rozpieszcza, jest niezwykłą okazją do dokonywania odkryć, także przez – nazwijmy ją dla uproszczenia nieco protekcjonalnie – nową publiczność.

Pospieszny rachunek i pobieżny rzut oka na program wybranych letnich festiwali pozwalają pozytywnie zweryfikować opinię na temat integrującej mocy tych wydarzeń. Utwierdzają, że mają wiele do zaoferowania zarówno doświadczonym wielbicielom nurtu (a właściwie nurtów) interpretowania tradycji, jak i słuchaczom, którzy dopiero odnajdują (lub będą odnajdywać) swoją ścieżkę. Co równie istotne: tę, skrótowo ujmując, atrakcyjność, artystyczną wagę zapewniają zarówno artyści z różnych stron świata, gwarantujący ową, choćby anegdotycznie brzmiącą, egzotykę, jak i znakomici krajowi wykonawcy. Przykłady? Proszę bardzo. Na Ethno Porcie zagrali świetnie choćby Hańba!, Daj Ognia czy Radical Polish Ansambl, a z innych stron świata: bułgarski kwartet żeński Zespołu im. Filipa Kutewa, Ánnámáret z Finlandii czy Mitsune z Japonii. Podczas festiwalu EtnoBaltica w Swołowie prezentowali się, według programu, m.in. Bum Bum Orkestar, Drëszë, WoWaKin, Warszawska Orkiestra Sentymentalna. Na Folkowisku zagrali choćby Hańba! (znów), Tęgie Chłopy, Nicponie, Orkiestra św. Mikołaja, Czereśnie.

W Krakowie na Rozstajach polską scenę reprezentowali m.in. tak różnorodni i świetni artyści, jak: Wędrowiec, Non-adaptive Dance Music Marii Stępień, Sw@da i Niczos, Radical Polish Ansambl (znów), Gary Gwadera czy Joanna Słowińska i formacja Łada podczas niezwykłego koncertu o świcie. Byli też goście ze świata: legendarna Fanfare Ciocărlia, Torgeir Vassvik, kongijski Kin’Gongolo Kiniata, Wassim Ibrahim Trio, a wreszcie prezentujący muzykę różnych stron globu bohaterowie wspomnianej „Symfonii czterech stron świata”. W Gdyni na Globaltice zagrali m.in. Kapela ze Wsi Warszawa & Bassałyki, Sutari, a także jacyż goście ze świata! Vinícius Cantuária, Asmâa Hamzaoui & Bnat Timbouktou, Chico Trujillo, Boban Marković Orkestar, Chango Spasiuk. Także w Czeremsze publiczności podobali się zarówno krajowi artyści, tacy jak Mosaik, Biele czy Czeremszyna, jak i goście z innych stron: Kasiva Mutua, Light in Babylon, Horyna… Przed nami (w chwili, gdy piszę te słowa) kolejne imprezy, kolejni goście. A przecież przez całe wakacje, w różnych częściach kraju odbywają się też tabory, będące bodaj najbliższą formą spotkania z muzyką tradycyjną.

Nie jest więc chyba źle z tą naszą okołofolkową ofertą. Być może jest nawet (bardzo) dobrze? Warto jednak pamiętać o tym, kto za tym wszystkim stoi. To najczęściej kilka osób, zazwyczaj zapaleńców, nawet wtedy, gdy oficjalnie organizatorem imprezy jest instytucja czy stowarzyszenie. By znów pozostać przy przykładzie Krakowa, EtnoKraków/Rozstaje to festiwal organizowany w gruncie rzeczy przez trzy osoby! W dodatku festiwal, jak wiele innych podobnych przedsięwzięć, będący swoistym przedłużeniem albo ukoronowaniem codziennej, całorocznej aktywności. Uważam, że warto nie tracić z oczu i tej perspektywy. Nawet jeśli za powodzeniem danego przedsięwzięcia stoją liczne grona współpracowników, wolontariuszy, instytucji wspierających, to ów podstawowy zaczyn, owa szaleńcza często koncepcja swe źródło ma zawsze w marzeniach, pomysłowości i determinacji kilku osób – i już choćby za to należy im się głęboki pokłon. Zwłaszcza że każda ze wspomnianych imprez przynosi satysfakcjonujące, albo i rewelacyjne, efekty artystyczne.

Tomasz Janas

Skrót artykułu: 

O letnich festiwalach i towarzyszących im refleksjach Tomasz Janas.

Autor: 
Dział: 

Dodaj komentarz!