Coz po nas ostanie

Władysław Trebunia-Tutka (1942–2012), muzyk, góral, malarz

Sabała, Sabała, sabałowe dzieci,
Jak Sabała pomarł, syćko się ozleci…

Tak śpiewał Władysław Trebunia-Tutka podczas pierwszego naszego spotkania i nagrania – bardzo dawne czasy, moje pierwsze lata radiowe. Był rok 1976, wyjazd wozem transmisyjnym „Roburem” do Nowego Targu na ogólnopolski przegląd organizowany przez związki zawodowe. To były trzy dni wielkiego odkrywania tradycyjnej muzyki południa Polski, a choć wykonywanej na scenie, to tak autentycznej, że dziś o takiej i pomarzyć trudno. Władysław Trebunia grał wtedy na kozie, piszczałkach, młody był, zapalony – i do podtrzymywania tradycji podhalańskiej (mieszkaniec Białego Dunajca), i do jej przekazywania, a nawet rekonstruowania instrumentarium. Jego pierwszym instrumentem były skrzypce i złóbcoki. Kochał Podhale, to było słychać i czuć. Był to intelektualista, Platon z Filozofii po góralsku ks. Józefa Tischnera – to wszystko wydarzy się później. Teraz chcę przytoczyć trochę jego własnych wspomnień – to fragment rozmowy zarejestrowanej przeze mnie w 1983 roku. Władysław Trebunia-Tutka mówił oczywiście w góralskiej gwarze, której używał i którą pielęgnował świadomie:
„Serce kraje mi się na to, ze to młodziez nie chce się ucyć. Inne były dawne casy. Jo temu jest ino muzykantem, muzykantem, a nie muzykiem. […] Jo nie znam się na nutach, bo je samouk, grom ze słuchu, a skądek się naucył, to zaraz opowiem. Troskę po góralsku córkę ucem, a barzej gro mój syn Krzysiek, co ma juz dwanaście roków i chyce juz na tych gęsiołkach, piscołkach, to on juz troskę chyce. Jo temu gram na tych skrzypcach po góralsku, ze moi wszytka bracia byli starsi ode mnie i mnie w to granie trochę zachęcali, no i ojciec groł. U nos były muzyki, a muzyka to nie ino kapela, ale tak się tez nazywała zabawa. Tak, schodzili na taką wiecornicę, jakby to po pańsku powiedzieć, zewsząd chłopcy się zaraz pozganiali i growali. Jo przy tych muzykach się ucył, co się jesce odbywały w starej izbie. Pięknie dudniały te muzyki, nie trza było wzmacniaczy, bo kiedy zacynali śpiewać i tońcyć się niesło na pół Poronina. A chłopcyska ześli się ze syćkich wsi okolicnych: z Olczyska, ze Zębu, z Tatara, Glicarowa, ze Zokoponego do Jaśka Tutki, bo u Jaśka Tutki muzyka. Jo przy ich muzyce – tych starsych muzykantów –urósł. […] W seściu rokach chyciłek się gęśli. Tata przyniósł takie małe gęsiółecki jak skrzypce, ino ósemki takie, sam zrobił i jo na nich rzępolił. Moje stryki wszytka grali, były to góralskie muzyki prowdziwe. Growali te polskie melodyjki. Teraz ten region się psuje, bo po góralsku muzyka jest bardzo trudna, jo grom 40 roków, a ciagle jesce chcę lepiej, a młodzi uwazują, ze juz wszystko znajom. Teroz grom na skrzypcach. Troskę z Krzyskiem se tam zabrzęcymy, mamy tez tych fujarek narobionych, Graca Stasek z Poronina wyrabia te instrumenty. Dziadek mój (Józef Mróz) groł na kozie, moją kozę zrobił kuzyn, ale juz długo na niej grom i trzeba by nową kozę zrobić. […] Maluję doma tez obrazy, bok skołe plastycna końcył i Akademię Sztuk Pięknych wydział tkaniny artystycznej. Tak się maluje trochę, trochę się gro. […] Jo w tych moich obrazach uprawiam tematykę góralską, cy to w obrazach kościelnych, cy obrzędowe sceny, te wszystkie rzecy które mi się kojarzą z nasą kulturą pasterską. Maluję te sceny pasterskie w obrazach olejnych, na śkle, sceny z zycia górali, ich zajęć, tych trudów na gospodarce. W tym taki swój styl byk chciał znaleźć”.
Teraz oddaję głos Janowi Karpielowi, który mówił o Władysławie Trebuni-Tutce w audycji wspomnieniowej 5 grudnia 2012 r.:
„Odeszła z nim pewna epoka. Epoka trudna, bo po wojnie choć władza formalnie popierała sztukę ludową, to góralszczyzna oznaczała wolność, umiłowanie niezależności. Władysław był starszy ode mnie o pół pokolenia, 14 lat różnicy. Władysław wyszedł z rodziny mocno wrośniętej w wieś, w gazdówkę. Zapłacił za miłość do góralszczyzny taką cenę, że jako plastyk nie wyszedł na szerokie wody sztuki abstrakcyjnej. Mógłby robić to, co Hasior, którego każdy w Polsce zna. A Trebunia uznał za swoją misję przedstawianie Podhala w tej jego najpiękniejszej formie. Jego postacie rysowane, malowane to są ci piękni górale, ci wspaniali przewodnicy, te śmigłe chłopy. […] Jego jednym z pierwszych mecenasów był mój tata Bolesław, strasznie się kochali, Władysław słuchał nagrań tych starych muzykantów, których ojciec latami rejestrował, razem je analizowali. Władysław stworzył też nowoczesne malarstwo na szkle, oparte na sztuce drzeworytniczej. Malarstwo na płótnie to portrety sugestywne, wspaniałe, malował też na drewnie, na deskach. Wszystko to po nim zostanie”.

Coz my teraz pocniemy, my biedni Podhalanie
Stare bućki wyrubane i gazdówki zaniechane
Co ze po nas ostanie
Ej mili Podhalanie coz po nas ostanie
Syćko poniechane, lasy wyrubane…

Władysław Trebunia-Tutka „Poniechane Podhale”

Maria Baliszewska

Skrót artykułu: 

Sabała, Sabała, sabałowe dzieci,
Jak Sabała pomarł, syćko się ozleci…

fot. z archiwum zespołu Trebunie-Tutki

Dział: 

Dodaj komentarz!