Chwacki batiar ze Lwowa

Roman Sidor

Przodkowie Romana Sidora od wieków mieszkali na Kresach. On sam urodził się i mieszkał do wybuchu II wojny światowej w Pod­lesiejkach na Nowogródczyźnie, gdzie rodzice byli nauczycielami.

 

Budynek dawnej lwowskiej fabryki J.A. Baczewskiego (stan na rok 2009)
fot. Gryffindor/
Wikimedia

Jadąc kiedyś na Wschód, zoba­czyłem te Podlesiejki1. Stoi tam sta­ry dwór szlachcica Augustyna So­kołowicza i jego małżonki Weroniki, która przyjmowała poród mojej ma­my, gdy przychodziłem na świat. To był dwór na dwanaście pokoi, ma­jątek na siedemset hektarów. Zadłu­żony rządca tego majątku wspania­le żył, a staruszkowie Sokołowiczo­wie z siostrą Sokołowicza biedowa­li i wynajmowali w swoim własnym domu mieszkanie nauczycielom.

Comiesięczne dochody moich rodziców wynosiły pięćset złotych. To była ogromna suma. Oboje pra­cowali w Podlesiejkach, tam się po­znali. Ślub wzięli w Wilnie w ko­ściele świętej Anny – w najwspa­nialszym kościele, który pokochał i którego nam zazdrościł sam Na­poleon. Gdy przyjeżdżał do Wil­na, mówił: „Gdybym mógł, to bym przeniósł kościół świętej Anny na swoim ręku”. Jedna rzecz mi zosta­ła po mojej mamusi, jej złota obrącz­ka, zdjęta już ze zmarłej.

Nazywała się Maria Sidor, za­mieszkała w Zamarstynowie (dziel­nicy Lwowa) przy ulicy Ogrodnic­kiej 623, teraz jest to Jesienna 12. Religia rzymskokatolicka, rok uro­dzenia 1875. Mało przeżyła, czter­dzieści pięć lat. Siedmioro dzie­ci miała. Urodziła się w Sichowie2, powiat Lwów.

Pełno rodzinnych pamiątek, na pół­kach polskie książki, w szafach zakazane gazety z czasów Związku Radzieckiego. Jak na batiara przystało, lwowskich pio­senek zna bez liku.

Batiar, o którym śpiewają lwowia­cy, to chłopak dzielny, wesoły, walczący o słuszną sprawę, aż do końca. To ma­łe Orlę Lwowskie, ale i młodziak, co za dziewuchami się rozgląda i od kielisz­ka nie stroni.

Batiar to jest chłopak wesoły, śpiewający, tańczący, lubiący ten Lwów, lubiący lwowskie piwo, lu­biący tak zwanego Baczewskiego. Baczewski to nazwisko właściciela firmy produkującej wódki, najlep­sze ponoć we Lwowie i w całym Im­perium Austriackim. Ta fabryka do dziś robi wódki. Jasne, że teraz nie są takie, co u dawnego Baczewskie­go. Tamte były bardzo znane. Szko­da, że wtedy, koło 1939 roku, mia­łem tylko siedem lat i nie mogłem ich spróbować, a potem już nikt ich nie próbował. Nie było już tego Ba­czewskiego i nie było tej firmy.

Pierwsze pokolenie lwowskie­go radia pracowało u mnie, tutaj, za tym stołem3. Przynieśli ten zapis. „Wziął stary batiar gitarę. / Starą gi­tarę, że hej!: Gdzieś tam przydybał, batiarskie orlęta. / Z Woli, z Sadyby, z Pragi, z Okęcia... / Przyszły ostat­ki, z batiarskiej jatki. / On spojrzał na Nich, Oni na Niego... / Podniósł gitarę... No jak?, zaczynamy? / Tam­ci odparli: Brak dziesiątego”.

W „Gazecie Lwowskiej” po nie­miecku był wydrukowany ciąg dal­szy listy katyńskiej i tam czarne na białym wyczytałem: „Władysław Si­dor, zwłoki w mundurze”.

Mój ojciec to był taki lwowski batiar. Ja uciekałem kilka razy od Sowietów, a on raz uciekł z oflagu niemieckiego. Przed samą wojną ro­dzice pracowali w Swojatyczach4. To było miasteczko, z którego on został zmobilizowany do swego 78 Pułku Piechoty stacjonującego w Barano­wiczach. Potem w nocy, w cywil­nym ubraniu, na pożyczonym ro­werze uciekł z niemieckiego ofla­gu. Kiedy powrócił do Swojatycz, byli już tam Sowieci. Teraz po sie­demdziesięciu prawie latach wiem, że gdyby on nie był taki chwacki ba­tiar, zostałby w tym obozie i prze­żyłby wojnę spokojnie. Byłby albo w Anglii, albo w Ameryce, albo po­wróciłby do Polski. W kwietniu 1994 roku w rosyjskim dzienniku „Izwie­stija” historyk Natalia Lebiediewa opublikowała artykuł Katyń: Priestu­plenije Protiw Czełowieczestwa. Ona tam podała bardzo dokładne dane o zbrodni, jeszcze wtedy szerzej nie­znane, bo było to prawie piętnaście lat temu. Z przebywających w nie­woli niemieckiej polskich oficerów większość przeżyła, a w sowiec­kiej – zginęła5. Gdyby mój tatuś nie śpieszył się do mamusi i swojego Ro­meczka, tego batiara, a wtedy bar­dzo grzecznego dziecka siedmio­letniego, to może potem by wrócił i nas wyciągnął jeszcze. A tak po po­wrocie nie wiedział, co robić, czy się chować, czy nie, ale już się dowia­dywał, że znikają ludzie. Część po­licji uciekła na Litwę, która nie była wtedy jeszcze okupowana przez So­wietów. Ziemian, fabrykantów i lu­dzi wykształconych, a nawet bar­dziej aktywnych brali do więzienia.

Ojciec zniknął 18 października 1939 roku. Uwięziony w Kozielsku, zastrzelo­ny w Katyniu. Małego Romana z mat­ką wywieziono dwukrotnie na Sybir. Za każdym razem udało się uciec. Matka świadoma tego, co się dzieje z rodzinami polskich oficerów, zaczęła używać pa­nieńskiego nazwiska, a dziecku zabroni­ła zwracać się do siebie „mamo”. Roman miał być synem zmarłej siostry.

Uczyłem się mówić do mamusi „ciociu”. Kiedy 22 czerwca 1941 ro­ku Niemcy zaczęli zrzucać bomby na Lwów – na lotniska, na dworzec kolejowy, na centrum, na pocztę, po­wiedziałem: „Mamusiu, tatuś wró­ci, wojna się zaczęła”. To jak w tym rosyjskim przysłowiu: Komu wojna, a komu — mat’ rodnaja6. Dla mnie wy­buch wojny niemiecko-sowieckiej to była radość, bo tatuś wróci. Przed wojną słyszałem w domu niemiec­ki od rodziców, dlatego że w Ga­licji był wcześniej zabór austriac­ki. Znało się perfekt ten język. Coś mówili między sobą rodzice, żeby dziecko nie usłyszało, to ja podsłu­chiwałem i od tego się zaczęła na­uka. Za Niemców przez dwa lata by­łem w gimnazjum. Dużo się wtedy zmieniło. Przy Sowietach wszystko było deficytowe. Brakowało ubrań, obuwia. Pamiętam, jak się spało na słomie, było w domu jedno przeście­radło. Za Niemców to już było cał­kiem inaczej. Przede wszystkim po­zwolili robić to, co robiliśmy przed wojną. Nauczyciel przy szkole miał ogród niezły. Była stajnia nawet. Mogliśmy teoretycznie krowę trzy­mać, koźlątko mamie sprezentował jeden wieśniak. Po pół roku już by­ło mleko. Dwadzieścia–trzydzieści kur mieliśmy. Oprócz tego było czte­ry morgi, a morg to jest pięćdziesiąt sześć arów, to więcej niż dwa hekta­ry szkolnego pola, którego kierow­nik szkoły sam nie obrabiał. Oddał w arendę wieśniakom. To byli Polak – Kulig oraz dwaj Ukraińcy – Pry­śniak i Kaleciński. Pole podzielo­no na trzy części i każdy z nich so­bie obrabiał. To było coś, już z głodu się nie umierało. Kołchozu nie było. Oprócz tego regularnie był bardzo smaczny chleb, nie taki jak sowiecki. Przywożono bochenki chleba, który się nie psuł w ciągu tygodnia.

Tekst opracowano na podstawie fragmentów reportażu red. Czesławy Borowik (Polskie Radio Lublin) „Chwac­ki batiar ze Lwowa”. Cykl opowieści hi­storii mówionej w dziale Folklor Kre­sów powstaje we współpracy z Polskim Radiem Lublin.

Transkrypcja nagrania: Karolina Dudek; opracowanie tekstu: red. Cze­sława Borowik, Damian Gocół, przypi­sy: Damian Gocół

Fragmenty oznaczone kursywą są wypowiedziami autorki reportażu.

Zeskanuj kod QR i usłysz bohate­ra reportażu red. Czesławy Borowik „Chwacki batiar ze Lwowa”.

Opracowanie na stronę internetową: Dominika Wybraniec

1 Podlesiejki – majątek w II Rzeczypo­spolitej w powiecie baranowickim, Gmina Wolna. Wraz z majątkiem Augustowo należał do Augustyna Mariana Sokołowicza, zob. Wykaz z nazwami majątków oraz z imionami i nazwiskami ich właścicieli z województw: Nowogródzkiego, Białostockiego, Poleskiego, Wileńskiego, Wołyńskiego, [online], [dostęp: 20 stycznia 2022]: https://kresy.genealodzy.pl/programy/wykaz_z_kresow2.pdf

2 Sichów – w II Rzeczypospolitej gmina wiejska w powiecie lwowskim, obecnie w granicach miasta Lwowa (rejon sichowski), por. Dz.U. 1934, nr 64, poz. 546.

3 Polskie Radio Lwów powstało 15 stycz­nia 1930 roku, zob. Radio Lwów: stukano w ściankę i spiker zaczynał, [online], [dostęp: 21 stycznia 2022]: https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/761988,Radio-Lwow-stukano-w-s...

4 Swojatycze – przed II wojną światową wieś leżąca ok. 23 km od Nieświeża, w po­wiecie baranowickim, Gmina Darewo, ok. 715 mieszkańców. Obecnie znajduje się na Białorusi, w rejonie lachowickim.

5 Por. Катынь: Преступление против человечества, [online], [dostęp: 20 stycznia 2022]: http://www.katyn-books.ru/library/katyn-prestuplenie-protiv-chelovechest... wyd. polskie: N. Lebiediewa, Katyń: zbrodnia przeciwko ludzkości, Warszawa 1997; zob. taż, Komisja specjalna i jej przewodniczą­cy Burdenko, „Zeszyty Katyńskie” 2008, nr 23, s. 56–101.

6 Oryg. Кому война, а кому мать род­ная, też wariant: Кому война, а кому – мать родна. Rosyjskie przysłowie mówiące, że gdy jedni na wojnie tracą, inni – korzystają.

Skrót artykułu: 

Przodkowie Romana Sidora od wieków mieszkali na Kresach. On sam urodził się i mieszkał do wybuchu II wojny światowej w Podlesiejkach na Nowogródczyźnie, gdzie rodzice byli nauczycielami.

 

(fot. Budynek dawnej lwowskiej fabryki J.A. Baczewskiego (stan na rok 2009),  Gryffindor/Wikimedia)

Dodaj komentarz!