Celtomania

W ostatnich latach Europa przeżywa po raz kolejny renesans celtycki. Nie jest to nic nowego, pierwszy boom galijski wybuchł za sprawą Macphersona twórcy - "Pieśni Osjana", falsyfikatu eposu iryjskiego. Zarówno wtedy, w XVIII w., jak i obecnie wszyscy chcieliby się doszukać w swoich żyłach choćby kropli celtyckiej krwi. Celtomania ogarnęła nie tylko naszych zachodnich sąsiadów, którzy mają pewne podstawy przyznawać się do galijskiego pochodzenia, ale też obszar kultury słowiańskiej. Jeśli wierzyć przysłowiu, kto szuka ten znajdzie. Sądząc po przesłankach archeologicznych te wojownicze plemiona zawędrowały aż do Polski, a nawet nad górny Dniestr. Za przykład istnienia kultury galijskiej w naszym kraju podawana jest Ślęża, gdzie odnaleziono celtoidalne rzeźby zwierząt. Celtycki rodowód znaleziska jest jednak poddawany w wątpliwość. Rzeźby faktycznie mogły być galijskie lub na nich wzorowane, natomiast same święta tam obchodzone były związane z kultem bóstw słowiańskich. Uważa się również, że celtyckim sanktuarium była Łysica z galijską rzeźbą "Pielgrzym". Nawet nasz Kraków według mapy Ptolemeusza to "Carrodunum" czyli gród obronny galijskiego księcia Caraco - zlatynizowanego później Krakusa. Kopiec tego legendarnego władcy jeszcze Długosz określał mianem "tumulus gallicus" - mogiła galijska. Znawca problemu - J. Kotlarczyk, na podstawie swoich obliczeń astronomicznych dowodzi, że zarówno Kopiec Kraka jak i Wandy miały znaczenie druidyczne. Podczas świąt Beltaine (1 maja) i Samhain (1 listopada) palono tam święte ognie. Ta ostatnia uroczystość przekształciła się w chrześcijańskie święto Wszystkich Świętych, wrześniowy dzień Matki Boskiej Siewnej to zaadoptowane przez Kościół dawne święto boga Lugasa, a Marzanna to przejęta przez Słowian tradycja celtyckiego święta Imbole. Na dobrą sprawę, opierając się na podobieństwach językowych nasze słowiańskie imię Lech można wyprowadzić od staroceltyckiego Leg lub Legh, Kruszwica mogłaby pochodzić od Crom Criuch, miana prastarego celtyckiego bóstwa, Mieszko (Mesco) to po starogalijsku niedźwiedź. W XIX w. powstała teoria, ze dynastia Popielidów była pochodzenia celtyckiego i wyparli ja dopiero rodzimi Piastowie i tak bez końca...

Jak widać, my również możemy rościć sobie prawo do bogatej spuścizny galijskiej. Jednak zainteresowanie kulturą, a co za tym idzie muzyką celtycka, a także irlandzką, w Polsce nie jest efektem poważnych studiów nad wpływem Galów na naszą kulturę, ale raczej modą, nurtem który przywędrował do nas z Zachodniej Europy, gdzie celtomania już nieco przygasła. Za prekursorów celtycko - irlandzkiego nurtu w muzyce folkowej można uważać Kwartet Jorgi, który w 1988 r. w Biskupinie (najbardziej słowiańskim miejscu) nagrał dwa Tańce Irlandzkie. Duże znaczenie dla świadomości celtyckiej Słowian ma grupa Open Folk, która wyruszyła w daleką muzyczną podróż ku korzeniom kultury europejskiej. Dzięki niej polska publiczność poznała tematy bretońskie, irlandzkie czy szkockie i walijskie. Inne zespoły np. Carrantuohill opierały się na współczesnym folklorze irlandzkim, muzyce rozbrzmiewającej w pubach i na festynach. Jak grzyby po deszczu wyrastały kapele: "The Bumpers", "Little Maidens", "Krewni i Znajomi Królika", "Smugglers", "No Name Band" itd. Te wszystkie, a szczególnie najstarsze formacje stanowią podwaliny polskiego nurtu folkowego. To muzyka celtycka i andyjska zapoczątkowały ten kierunek. Jej wykonawcy uświadomili innym, ze muzyka ludowa może być interesująca, że można ja traktować jako źródła inspiracji, a nie tylko jako skansen czy narzędzie propagandy. Z pewnością dużą rolę odegrała egzotyka tej muzyki, ale cel został osiągnięty - muzyka ludowa zaczęła cieszyć się uznaniem młodej publiczności. Jak się okazało, wielu wykonawców muzyka o celtyckim rodowodzie doprowadziła do muzyki polskiej.

Repertuar oparty na rodzimym folklorze muzycznym opracowała grupa "Szela" spadkobiercy Smugglersów; polskie pieśni ludowe wykonuje Maidens wywodzący się z zespołu Little Maidens, na folklorze słowiańskim oparli swe kompozycje członkowie formacji The Bumpers. Nie da się ukryć, że muzyka celtycka przygotowała grunt dla polskiego folku.

Wspomniane już pieśni Osjana zapoczątkowały epokę romantyzmu. Dostaliśmy w spadku Balladynę, Lillę Wenedę, powstały oparte o folklor Ballady Mickiewicza i Mazurki Chopina, rozpoczęli swe studia nad kulturą ludową Żegota Pauli i Oskar Kolberg. Dziś po raz drugi duchy dawnych Celtów przyczyniły się do zainteresowania Polaków własną tradycją.



W publikacji wykorzystano fragmenty artykułu Andrzeja Nowaka "Gdyby gęsi zaspały... " (Przekrój 1995)

Skrót artykułu: 

Możemy rościć sobie prawo do bogatej spuścizny galijskiej. Jednak zainteresowanie kulturą, a co za tym idzie muzyką celtycka, a także irlandzką, w Polsce nie jest efektem poważnych studiów nad wpływem Galów na naszą kulturę, ale raczej modą, nurtem który przywędrował do nas z Zachodniej Europy, gdzie celtomania już nieco przygasła. Za prekursorów celtycko - irlandzkiego nurtu w muzyce folkowej można uważać Kwartet Jorgi, który w 1988 r. w Biskupinie (najbardziej słowiańskim miejscu) nagrał dwa Tańce Irlandzkie. Duże znaczenie dla świadomości celtyckiej Słowian ma grupa Open Folk, która wyruszyła w daleką muzyczną podróż ku korzeniom kultury europejskiej. Dzięki niej polska publiczność poznała tematy bretońskie, irlandzkie czy szkockie i walijskie. Inne zespoły np. Carrantuohill opierały się na współczesnym folklorze irlandzkim

Dodaj komentarz!