
„Chciałbym, aby dziewice naszych czasów dowiedziały się z tej historii, jak droga jest Bogu czystość, nauczyły się jej strzec jak bezcennego skarbu i oddały się tej świętej, w której życiu zdarzył się cud zdziałany przez Oblubieńca Dziewic, aby w razie podobnych prób, mogły cieszyć się jej radą i pomocą” – tymi słowami kończy swoją hagiograficzną opowieść o życiu świętej Pauli „Brodatej” anonimowy autor dzieła Raccolta delle vite de’santi distribuita per ciascun giorno dell’anno sul metodo di quella del Massini. Opera d’un Padre dell’Oratorio di Venezia, wydanego w Brescii w 1828 roku. To zaskakująca rekomendacja, zważywszy na ciężar gatunkowy cudu, który dla autora nie wydaje się zaskakujący, a jedynie objawiający może i zawiłe, ale prowadzące pewnie do uświęconego celu, drogi Boskie. Męczennica, czczona rokrocznie 20 lutego w hiszpańskiej prowincji Ávila, zrealizowała w swoim życiu klasyczny model przewidziany w żywotach świętych młodym i pięknym kobietom. Wyjątkowej urody, pracowita, z pobożnej rodziny – budząca powszechny zachwyt, sprzedająca płody rolne na miejskim targu, nawiedzająca ukochany kościół San Segundo, w którym spędzała długie godziny na modlitwie. Złośliwemu odezwie się w zakątkach muzycznej pamięci „Pieśń samozgonna Aliny” autorstwa Jeremiego Przybory:
Cóżem to miała z żywota –
jeno pacierz i robota,
i to pranie co sobota –
czy to słońce, czy to słota.
Chłopca tyle co zza płota –
żadna mi nie znana psota cielesna –
oj, ta dana!
Cielesna.
Topos jest jednak toposem, a z hagiograficznej nudy wyrwać nas może jedynie cud! I ten się zdarzy, gdy prześladowana przez amatora jej wdzięków (skonstruowanego znowu w klasycznym modelu: powabny – próżny – pożądliwy) pada do stóp krucyfiksu w maleńkiej kaplicy świętego Wawrzyńca, prosząc o ratunek przed lubieżnymi konkurami młodziana. Cud dokonuje się natychmiast – na jej twarzy wyrasta bujna broda. Amator ustępuje, widząc w Pauli sędziwego pustelnika. Pustelniczego żywota w siedemnastej wiośnie dokona Paula w celi przy San Segundo, gdzie spoczywa po dziś dzień – otoczona powszech nym kultem i okuta w ikonograficzną tkankę, na której próżno szukać śladów zarostu. Najwidoczniej w rzeczywistości niebiańskiej, w odpowiedzi na zapotrzebowanie estetyczne czcicieli – święci odzyskują utracone piękno.
Niektórzy, bowiem fizjonomia świętej Wilgefortis zwanej: Starostą, Wilfridą, Dignefortis, Eutropią, Reginfledis, Comerą, Kümmernis, Uncumber, Ontcommer, pozostała zmieniona na wieki, a mniej lub bardziej obfita broda stała się swoistym atrybutem jej ikonografii. Trudno o wytypowanie jednego pewnego źródła literackiego, które wpłynęło na ukształtowanie się narracji o brodatych świętych – u Pauli najistotniejszym motywem jest broda, u Liberaty – ukrzyżowanie, u Wilgefortis – z którą Liberata bywa błędnie utożsamiana – zarówno broda, jak i śmierć krzyżowa. Opowieść o męczeństwie Wilgefortis rozgrywa się na Półwyspie Iberyjskim, gdzie młoda chrześcijanka z możnego rodu ma zostać wydana za mąż za króla Sycylii. W noc przed ślubem na jej twarzy pojawia się zarost, zaręczyny zostają zerwane z obrzydzeniem, a dziewica kończy na krzyżu, tak jak jej Oblubieniec, do którego upodobniła się w stopniu najwyższym. Nic zatem dziwnego, że do tej „silnej dziewicy” (łac. virgo fortis) modlić się będą portugalskie panny skazane na niechciane małżeństwa. Święta Liberata, u której na obrazie Hieronima Boscha zdaje się także majaczyć lekki zarost, uwalniać miała od natrętnych i przygnębiających myśli – kobiecej melancholii. Wizerunek świętej Uncumber znajdował się w czasach Henryka VII w opactwie westminsterskim. W Niderlandach świętą Ontcommer postrzegano etymologicznie jako tę, która uniknęła nieszczęścia – zapewne w niechcianym małżeństwie. Kto przyzywał świętej Kümmernis, wierzył, że odejdzie ze świata bez zbytnich trosk czy boleści, bo to oznacza imię (niejedno!) naszej świętej. Czczona jako święta Starosta, w Czechach broni kobiet będących ofiarami przemocy domowej, a jej wybitnie przywódcze i męskie imię jest zapewne próbą zbudowania mocnej pozycji (choć jedynie na poziomie ołtarzy) w silnie zmaskulinizowanym społeczeństwie i Kościele.
Poszukiwania początków tego zjawiskowego kultu nie dają jednej i prostej odpowiedzi. Próby lokalizacji pierwocin czci okazywanej „silnej dziewicy” na terenie Niderlandów wydają się mało przekonujące. Liczba lokalnych wariantów jej imienia nie może dowodzić prostego przejęcia jednej ukształtowanej narracji w postaci passio świętej. Zdecydowanie mocniejsze są argumenty natury ikonograficznej, które wskazują na pewne znaczące i brzemienne dla kultury niezrozumienie.
Pochodzący z przełomu VIII i IX wieku krucyfiks zwany „Volto Santo”, będący przykładem najstarszej rzeźby drewnianej w sztuce Zachodu, po dziś dzień przechowywany jest w katedrze San Martino w Lukce. Mająca acheiropojetyczne pochodzenie figura Chrystusa miała zostać wyrzeźbiona przez Nikodema – uczestnika nocnych rozmów z Chrystusem Panem. Drzewo na tę ponaddwumetrową figurę wskazał świętemu anioł, który zresztą wyrwał go z okowów niemocy twórczej – sam rzeźbiąc twarz Zbawiciela. Wyjątkowy status figury opierał się nie tylko na jej cudownym powstaniu, ale i nadprzyrodzonym przybyciu do miasta. Stała się jego palladium, przyciągając do Lukki rzesze pielgrzymów. Miasto honorowało swojego niebiańskiego opiekuna, umieszczając jego wizerunek na pieczęciach i monetach, a dla chcących zabrać pamiątkę z odbytej peregrynacji – na niezliczonych pielgrzymich artefaktach. Chrystus odziany w długą arcykapłańską szatę stał się z czasem przedstawieniem nieczytelnym dla wszystkich znających wizerunek Ukrzyżowanego przepasanego krótkim perizonium. Pierwsze ślady kultu naszej świętej, a może bardziej – naszych świętych – pojawiają się na przełomie XIV i XV wieku, kiedy o starożytnej formie dawno zapomniano. Zacierały się i zapewne narracje o cudownym Chrystusie z Lukki. Niezorientowani śmiało mogli zatem postrzegać wizerunek jako przedstawienie postaci w kobiecej sukni. Największym problemem była jednak broda, którą wyjaśniła opowieść o cudownym zdarzeniu. Imię znalazło się samo, wszak na zachodzie Europy krucyfiks z Lukki czczono jako „Utrapionego Zbawiciela” – „Zbawiciela w troskach” – „Heiland in der Kümmernis” – a zatem świętą Kümmernis!
Podobną drogę przebył i opis cudu, w którym obuty w złote trzewiki Chrystus zrzuca ze swojej stopy kosztowny sandał w podziękowaniu dla kuglarza, chcącego pocieszyć go w utrapieniu. Ilustracja cudownego zdarzenia znajdowała się w wielu gotyckich manuskryptach opisujących dzieje toskańskiego krucyfiksu. Cud Chrystusa stał się cudem świętej Wilgefortis i tak przedstawiony został na obrazie malarza działającego na Wołyniu z około 1743 roku – obecnie znajdującego się w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu, jak i wielu innych realizacjach rozsianych na terenie całej Europy.
Kres barwnemu kultowi położył II Sobór Watykański, który w latach 60. XX wieku przeniósł brodate święte do kościelnego lamusa. Swoją siłę perswazji straciła zatem zachęta kaznodziei z cytatu otwierającego ten tekst. Specjaliści wyjaśnili możliwe zaburzenia hormonalne skrajnym niedożywieniem. Wciąż jednak trudno wobec tych transgenderowych wizerunków przejść obojętnie – stały się one nie tylko wielkimi znakami zapytania o kwestie płci, kultury, marginalizacji i potrzeby samostanowienia kobiet, ale i wreszcie ikonami społeczności LGBTQ+, które widzą w nich prawdziwie świętą Liberatę – niosącą wyzwolenie wszystkim wykluczonym przez opresyjne systemy społeczne, kulturowe i religijne. Zdziwią się z pewnością krytycy ongiś szokującego występu Conchity Wurst, gdy dowiedzą się o fenomenie brodatych świętych – przez wieki zerkających z wysokości ołtarzy na swoich czcicieli. Przy opowieściach o nich – Conchita przecież nie jest żadnym cudem!
Łukasz Ciemiński
„Chciałbym, aby dziewice naszych czasów dowiedziały się z tej historii, jak droga jest Bogu czystość, nauczyły się jej strzec jak bezcennego skarbu i oddały się tej świętej, w której życiu zdarzył się cud zdziałany przez Oblubieńca Dziewic, aby w razie podobnych prób, mogły cieszyć się jej radą i pomocą” – tymi słowami kończy swoją hagiograficzną opowieść o życiu świętej Pauli „Brodatej” anonimowy autor dzieła Raccolta delle vite de’santi distribuita per ciascun giorno dell’anno sul metodo di quella del Massini. Opera d’un Padre dell’Oratorio di Venezia, wydanego w Brescii w 1828 roku. To zaskakująca rekomendacja, zważywszy
na ciężar gatunkowy cudu, który dla autora nie wydaje się zaskakujący, a jedynie objawiający może i zawiłe, ale prowadzące pewnie do uświęconego celu, drogi Boskie. Męczennica, czczona rokrocznie 20 lutego w hiszpańskiej prowincji Ávila, zrealizowała w swoim życiu klasyczny model przewidziany w żywotach świętych młodym i pięknym kobietom. Wyjątkowej urody, pracowita, z pobożnej rodziny – budząca powszechny zachwyt, sprzedająca płody rolne na miejskim targu, nawiedzająca ukochany kościół San Segundo, w którym spędzała długie godziny na modlitwie.
fot. Łukasz Ciemiński: Cud Wilgefortis, malarz działający na Wołyniu, ok. 1743 r., Muzeum Narodowe w Poznaniu