
Zespół HrayBery ożywia zapomniane melodie powstałe na pograniczu kultur polskiej i ukraińskiej. Grupa reprezentuje Polskę i Ukrainę na tegorocznych jubileuszowych targach WOMEX – Worldwide Music Expo w Tampere (Finlandia). W wywiadzie muzycy – Serhii Postolnikow, Agata Weber, Marta Bodnar, Maksym Nakonieczny – opowiadają o początkach zespołu, zapleczu muzycznym, eksploracji tradycji muzycznych pogranicza polsko-ukraińskiego i badaniach terenowych. Rozmowę z zespołem przeprowadziła Agata Pasińska.
Jak zaczęła się wasza wspólna muzyczna droga?
Serhii Postolnikow: Na początku 2023 roku zaczęliśmy w warunkach domowych naszą przygodę. Maks grał na skrzypcach, ja na cymbałach i tak próbowaliśmy znaleźć wspólne brzmienie. Później dołączyła do nas Agata z bębnem, a na końcu Marta. Niekiedy dołączał do nas Severyn Danyleiko grający na basie. Czasem zamieniamy się instrumentami w ramach stałego składu. Próbujemy urozmaicać brzmienie każdego utworu różnym zestawem instrumentów odpowiednim dla danej tradycji.
Zaczęliście funkcjonować jako zespół z ramienia instytucji czy była to prywatna inicjatywa?
S.P.: Była to prywatna inicjatywa, ale zbiegła się w czasie z moją kwalifikacją do programu stypendialnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Gaude Polonia” w celu realizacji projektu polsko-ukraińskiego. Tak zrodził się pomysł na HrayBery.
Zainteresowały mnie wasze wcześniejsze doświadczenia muzyczne. Wiem, że Agata zaczynała od podstaw.
Agata Weber: Tak, nigdy przedtem na niczym nie grałam i miałam niewiele wspólnego z muzyką. Aktywność muzyczna narodziła się z potrzeby podgrywania, trzymania pulsu. Gdy Serhii grał na skrzypcach czy cymbałach, podtrącał mi bęben pod nos, żebym trzymała rytm. To mój pierwszy projekt muzyczny.
Marta Bodnar: Skończyłam szkołę muzyczną, na tamtym etapie nie uczyliśmy się zbyt wiele o muzyce folkowej i ludowej. Jestem pianistką, śpiewam, a na skrzypcach gram od trzech lat. Uczę się muzyki tradycyjnej z nagrań archiwalnych i wypraw terenowych.
Maksym Nakonieczny: Pochodzę ze środowiska, w którym tradycje śpiewacze są w miarę żywe i kultywowane, więc ta muzyka nie była dla mnie nowym odkryciem. Na skrzypcach gram od 2018 roku, głównie muzykę z pogranicza polsko-ukraińskiego, przede wszystkim z Nadsania, czyli regionu, z którego pochodzę. Muzyczną karierę zaczynałem z zespołem Krajka, w którym nadal gram, oraz z kapelą Sergieja Ochrymczuka – skrzypka i rekonstruktora z Kijowa.
Jesteś muzycznym samoukiem?
M.N.: Tak, przez pierwsze dwa lata uczyłem się z nagrań archiwalnych. Później praktykowałem u Ochrymczuka, który wiele mnie nauczył. To było zgłębianie nowych technik i brzmień. Poza tym pochodzę z Przemyśla. Wychowałem się wśród mniejszości ukraińskiej, która w tym mieście jest dosyć spora – liczy ok. dwa i pół tysiąca osób. Ważne dla mojego rozwoju muzycznego były obrzędowe tradycje, m.in. chodzenie po kolędzie czy ze szczodrakami, ale też chachiłki, czyli wciąż praktykowane w moich stronach śpiewy wiosenne wykonywane w okresie wielkanocnym. Oprócz tego pamiętam doskonale śpiewy zastolne towarzyszące różnym uroczystościom rodzinnym.
Skąd pochodzi reszta zespołu?
A.W.: Jestem z Warszawy, z której nadajemy razem z Siergiejem.
S.P.: Ja z Kirowogradu w centralnej Ukrainie. Przez 22 lata mieszkałem w Kijowie.
M.B.: Pochodzę z wioski spod Lwowa, ale długo mieszkałam też w samym Lwowie, gdzie wciąż żywa jest tradycja śpiewacza. Wszystko, co jest w Przemyślu, mamy też w zachodniej Ukrainie.
Co oznacza nazwa HrayBery?
S.P.: Dosłownie: „graj, bierz”. Wczoraj rozmawiałem z jednym Białorusinem, który powiedział, że nazwa jest fajna, chwytliwa. To takie wezwanie, zachęta do gry, bo faktycznie, kiedy zaczynałem grać z Maksem, to mówiliśmy do siebie: „No to co, bierzemy i gramy!”.
Dużo wspominacie o regionie Nadsania oraz o tym, że inspirujecie się muzyką polską, ukraińską i żydowską. Poza tym jeździcie na badania terenowe, skąd czerpiecie mnóstwo inspiracji.
M.N.: Tak, nasz album i cały repertuar skupiony jest na pograniczu polsko-ukraińskim z naciskiem na Nadsanie, Opole Lwowskie oraz Bełżczyznę, czyli mikroregion tomaszowski. Repertuar czerpiemy w pierwszej kolejności z nagrań archiwalnych, z archiwum Polskiego Radia oraz Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Korzystamy także z nagrań naszych dobrych przyjaciół, którzy mieli możliwość jeździć i nagrywać tę muzykę – na przykład Antka Pilcha, który w latach 70. wykonał świetne nagrania w okolicach Dubiecka, czy Remigiusza Mazura-Hanaja, który dużo jeździł po wschodnim Roztoczu. Oprócz tego rekonstruujemy muzykę z XIX-wiecznych źródeł. Najważniejsze są dla nas zapisy Oskara Kolberga, który wydał z pogranicza polsko-ukraińskiego, z Rusi Czerwonej, setki transkrypcji. Planujemy również wziąć na warsztat zapisy badaczy ukraińskich końca XIX wieku. Jeżeli chodzi o ekspedycje, to jeździłem z Martą po regionie, zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej. Nagrywaliśmy tylko śpiewaczki, ale spotkaliśmy też instrumentalistów, np. skrzypka z akordeonistą, a w Ławrykowie harmonistę.
A.W.: Bierzemy też udział w projekcie w ramach dofinansowania z Narodowego Centrum Kultury „Synergie”. To projekt, który się nazywa „Wschód–Zachód”. Planujemy badania i cykl 4–6 warsztatów razem z potańcówkami, w ramach których będziemy jeździć po województwie lubuskim i dolnośląskim.
Co jest najważniejsze w zebranym przez was materiale z albumu „Karczma” (2023)?
M.N.: Składa się na niego 11 kawałków przybliżających, jaka muzyka w karczmie na pograniczu polsko-ukraińskim pod koniec XIX wieku faktycznie mogła wybrzmiewać. Karczmy były wówczas swoistym tyglem kulturowym. Dlatego w albumie znalazły się utwory, których proweniencję możemy określić jako rusińską, ale też typowo polską bądź żydowską. Ale są też takie, których pochodzenie trudno określić. Są melodie od Władysława Piroga, czyli polskiego skrzypka z ukraińskiej wsi, który uczył się grać u żydowskich lokalnych muzykantów z Dubiecka. Mamy tam też polkę szarpaną albo kołomyjkę ze Słonnego – taniec, który jest chyba najbardziej typowy dla zachodniej Ukrainy, szczególnie dla terenów Pogórza i szeroko pojętego Podkarpacia. Ale na przykład na nagraniu, z którego zaczerpnęliśmy kołomyjkę, jedyna przyśpiewka wybrzmiewa po polsku. To pokazuje wzajemne wpływy. Jeden kawałek jest od kapeli Braci Bednarzy, którzy zaczęli grać z drewnianym fletem w okolicach I wojny światowej, a drugi utwór z fletem pochodzi z zapisów Kolberga. Jest to mazur, ewidentnie o pochodzeniu dworskim, flet tutaj został wykorzystany nie bez przyczyny. Dotarliśmy bowiem do wzmianek z XVIII wieku o tym, że, gdy na dworze Radziwiłła zatrudniano chłopskich muzykantów do kapeli, specjalnie uczono ich gry na tych instrumentach, ponieważ sam szlachcic szczególnie je lubił.
S.P.: Dodaliśmy też klarnet. Maks, może opowiesz historię rodzinną?
M.N.: Dziadek był cymbalistą we wsi Łazy w powiecie jarosławskim, ale po I wojnie światowej pojechał do ówczesnej Czechosłowacji i kupił klarnet. Fakt ten w społeczności wiejskiej bardzo go nobilitował. Grając na klarnecie, zarabiał, dzięki temu stał się jednym z najbogatszych mieszkańców wsi. To zobrazowanie przemijania pewnych wpływów i pojawiania się nowych trendów, bo pierwsze dwie dekady XX wieku to czas, kiedy klarnety stały się niezwykle modne, tak samo jak trąbki czy puzony, potem wyparte przez jeszcze nowsze wpływy – harmonie, a później akordeony, saksofony itd. Utwory z wykorzystaniem klarnetu umieściliśmy na płycie jako ilustrację wpływów muzyki żydowskiej, bo wiemy, że żydowskie kapele w Galicji Wschodniej troszkę wcześniej niż kapele polskie czy ukraińskie zaczęły używać tego instrumentu.
Czym są szumki, które również pojawiają się w albumie?
M.N.: Szumka to rodzaj tańca kozaczkowego. Mianem tym nazywane są różne tańce: kozaki, kozaczki, gopaki, tropaki itd., które pojawiały się w różnych epokach i są typowe w zasadzie dla całego terenu Ukrainy: od Doniecka, wschodu, aż po Łemkowszczyznę. Wszędzie, gdzie istniało osadnictwo rusińskie, występowały również takie analogie. Pierwsze wzmianki o szumkach pochodzą z XVIII wieku. Z tego, co mi wiadomo, nazwa pochodzi bezpośrednio od przyśpiewki, nawiązuje do tego, że coś grzmi, szumi, pada drobny deszczyk. Jest to typ przyśpiewki, melodii, piosenki, który przetrwał stulecia i do dziś jeszcze gdzienie gdzie jest chętnie praktykowany
S.P.: Szumka jeszcze czeka na swojego badacza. Póki co przez własne wykonania staramy się przeanalizować i zrozumieć, co jest charakterystyczne dla tego tańca. To pomaga nam w żywym podejściu do tej tematyki, której nie akademizujemy i nie zamykamy w szablonach.
Występujecie też w albumie „Muzyczna antologia Nadsania” (2024).
M.N.: Tak, pomysł na antologię pojawił się 6–7 lat temu, a jego inicjatorką jest Tania Czarna-Konieczna. Idée fixe projektu były wydanie płyty z archiwalnymi nagraniami muzyki regionu Nadsania, opisanie zagadnień związanych z regionem w książeczce oraz stworzenie mapy. Do niedawna nie istniała jednolita mapa tego regionu, ponieważ jest to obszar, którego połowa leży na terenie Polski, a połowa na terenie Ukrainy. Pojawiały się mapy tworzone z punktu widzenia administracyjnych granic albo współczesnej Ukrainy, albo współczesnej Polski. Zgromadzenie źródeł – w zasadzie z drugiej połowy XIX wieku aż do dzisiejszych badań – i stworzenie mapy, która jest bardzo ważną częścią tego projektu, było dodatkowym zadaniem. To były pierwotne założenia. Z czasem pojawił się pomysł albumu dwupłytowego, by oprócz nagrań terenowych pojawiły się też próby rekonstrukcji tej muzyki.
W jakich festiwalach braliście ostatnio udział?
A.W.: Wystartowaliśmy w konkursie Festiwalu Muzyki Folkowej Polskiego Radia „Nowa Tradycja” i zostaliśmy laureatami jednej z nagród – Nagrody Programu I Polskiego Radia.
S.P.: Braliśmy udział w Konkursie Stara Tradycja w ramach festiwalu Wszystkie Mazurki Świata. Właśnie na to wydarzenie nagraliśmy pierwsze utwory w składzie: skrzypce, cymbały, bas, a jeden utwór także z bębnem. Spróbowaliśmy, jurorzy byli zaskoczeni naszym brzmieniem, niestety zabrakło nam jednego czy dwóch punktów.
M.N.: Warto zaznaczyć, że zgłosiliśmy się do tego konkursu po dwóch tygodniach wspólnej gry.
A.W.: W tym sezonie dostaliśmy się na przegląd w Tallinie oraz we Włoszech. To nowe doświadczenia, na pewno bardzo wartościowe.
Dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów!
Wywiad z zespołem HrayBery, który ożywia zapomniane melodie powstałę na pograniczu kultur polskiej i ukraińskiej. Grupa reprezentuje Polskę i Ukrainę na tegorocznych jubileuszowych targach WOMEX – Worldwide Music Expo w Tampere (Finlandia). W wywiadzie muzycy – Serhii Postolnikow, Agata Weber, Marta Bodnar i Maksym Nakonieczny – opowiadają o początkach zespołu, zapleczu muzycznym, eksploracji tradycji muzycznych pogranicza polsko-ukraińskiego i badaniach terenowych. Rozmowę z zespołem przeprowazdziła Agata Pasińska.