Algierka

Souad Massi

O Algierze Ryszard Kapuściński pisał: „Miasto jest duże, słoneczne, rozłożone w zatoce szeroko, amfiteatralnie. Ciągle trzeba się wspinać pod górę albo schodzić w dół. […] Panuje tu śródziemnomorska mieszanina architektury, ubiorów, zwyczajów. Wszystko mieni się, pachnie, odurza, męczy. Wszystko zaciekawia, wciąga, fascynuje, ale i budzi niepokój”1.Pod względem muzycznym kojarzy mi się – jak i cała Algieria – przede wszystkim z tak zwaną piosenką frankarabską, łączącą elementy francuskie z arabskimi, ale trochę wbrew tej nazwie wykonywaną przez miejscowych Żydów – Reinette L’Oranaise, Line Monty, Blond-Blonda czy najbardziej z nich znanego Liliego Boniche’a, który zasłynął takimi utworami jak „L’Orientale” czy „Alger, Alger”. Po nich kulturę muzyczną Białego Miasta czy szerzej Algierii reprezentowali Kamel Messaoudi, Rachid Taha, jego rówieśnik Hocine Lasnami, grupa Labess (na emigracji w Quebecu), a ostatnio – piewczyni miłości, wygnania i nostalgii – Souad Massi, o której chciałbym napisać kilka słów.

Urodziła się 23 sierpnia 1972 roku w Algierze, choć pochodzi z Kabylii – górzystej krainy w północno-zachodniej Algierii o wyraźnej odrębności etnicznej, jest więc pobratymką Isabelle Adjani, Zinédine’a Zidane’a i Karima Benzemy. Wychowywała się w biedzie z sześciorgiem rodzeństwa na położonym wśród wzgórz, niebezpiecznym, ale i ekscytującym robotniczym przedmieściu Bab El-Oued, gdzie już jako dziecko zajęła się śpiewem i grą na gitarze. Pomógł jej w tym grający na fortepianie brat Hassan, który nie tylko pokazał jej piękno piosenek o miłości, ale i – mimo oporu konserwatywnego ojca – ubłagał matkę o to, by się znalazły pieniądze na lekcje dla Souad. Jako dziecko Massi miała w pokoju ścienną mapę świata i tworzyła w głowie film o każdym kraju. Była samotnicą, pisała wiersze, jako nastolatka zainteresowała się muzyką country i folkiem, a krótko też flamenco. Już jako osoba pełnoletnia dołączyła do grupy rockowej Atakor, znanej z politycznych tekstów, z którą występowała siedem lat. Wspólnie nagrali dobrze odebraną płytę, która po wybuchu algierskiej wojny domowej we wczesnych latach 90. XX wieku stała się celem ataków fanatyków religijnych. Na ich celowniku znalazła się zwłaszcza krótko obcięta i nosząca się po męsku Massi, grożono jej nawet śmiercią. To wszystko sprawiło, że w 1999 roku odeszła z zespołu i wyjechała do Francji.

Souad Massi na festiwalu
TFF Rudolstadt 2013
fot. Schorle/Wikimedia

Prawie od razu została zaproszona do udziału w koncercie Femmes d’Algerie (Kobiety Algierii) w Cabaret Sauvage, gdzie ją dostrzeżono. Zaowocowało to kontraktem płytowym z wytwórnią Island Records. W 2001 roku wydała debiutancką płytę „Raoui” يوار) –„Bajarka”) porównywaną muzycznie do amerykańskiego folk revivalu z lat 60. Album zawierający głównie piosenki arabskie i francuskie, w tym piękny utwór „Rani Rayha” ( ةحيار ينار – „Rani jest wolna”), odniósł sukces komercyjny. Dwa lata później wyszła jej kolejna płyta, wyraźnie naznaczona flamenco – „Deb” ( باد – „Dziewczyna o złamanym sercu”), zawierająca utwory bardziej osobiste niż polityczne, w tym chyba największy przebój Souad Massi: „Ghir enta” ( – تنا ريغ „Tylko ty”), który pozwolę sobie przytoczyć w moim własnym przekładzie:

Pamiętaj mnie,

Bo ciebie chcę,

Tak chciało serce, chciało serce,

A któż je wie?

Dziś przy mnie tuż,

A jutro – cóż?

Tak w życiu bywa, w życiu bywa,

Że nie ma róż.

Tylko ty, tylko ty, tylko ty

Jesteś w sercu mym,

Tylko ty, tylko ty, tylko ty

Cały jesteś w nim.

Chcesz tylko brać,

Nie mogę spać,

Już dość mnie męczysz, dość mnie męczysz,

Sam sobie radź!

Wszak młodość schnie,

A kwiaty nie,

Mam w głowie mętlik, w głowie mętlik,

Pamiętaj mnie.

Tylko ty, tylko ty, tylko ty

Jesteś w sercu mym,

Tylko ty, tylko ty, tylko ty

Cały jesteś w nim.

Kolejny album, głęboko melancholijny „Mesk elil” ( ليللا كسم – „Wiciokrzew”) z roku 2005, rozwijający wątki miłości i straty, odwołuje się do tradycji muzycznych całej Afryki – jak choćby do kabowerdyjskej morny czy algierskiego chaabi. Krążek zawierał jej wielki przebój „Khalouni” ( ينولخ – „Pozwól”). Potem wydała jeszcze trzy płyty: w roku 2010 „O Houria” ةيرح هوا) – „Wolność”), w 2015 – pierwszą zaśpiewaną w całości po arabsku, „El-Mutakallimun” ( نوملكتملا – „Mistrzowie słowa”), wreszcie w 2019 – „Ouminiya” ( ةينمالآ – „Życzenie”). Souad Massi mieszka w Paryżu z pochodzącym z Maroka mężem Mohammedem oraz z ich dwiema córkami.

Sama pisze słowa swoich piosenek, które czasami spływają na nią w ciągu pięciu minut, ale bywa też, że praca nad nimi zajmuje jej miesiące. Najchętniej śpiewa po arabsku, choć we Francji stacje radiowe ustawowo zmuszone są do nadawania określonej ilości muzyki w języku francuskim. Obficie włącza do swoich utworów tradycyjne arabskie instrumentarium, choć sama pozostaje przy gitarze. Ciekawe jest jej podejście do terminu world music. Nie podoba się jej ta etykietka, kiedyś zwykła się skarżyć: „Jest Arabką, więc tworzy world music. Senegalką, Rosjanką – wszystko to jest world music. Jeśli nie jesteś Anglikiem lub Francuzem, to, co robisz, to world music. Dlatego mówię, że to kwestia rasizmu”. Z czasem jednak nabrała do tego większego dystansu, przestała odczuwać potrzebę udowadniania czegokolwiek. Równie niechętnie utożsamia się ze sprawą kobiecą, chociaż co najmniej dwukrotnie wystąpiła na festiwalu WOMADelaide w Australii. Bierze na warsztat wiersze wielkich poetów, takich jak Zuhajr bin Abi Sulma, Al-Mutanabbi, Abu al-Kasim al-Szabbi czy Elia Abu Madi, interesuje się tradycją Andaluzji. Z radością przyjęła arabską wiosnę 2011 roku, a po latach znowu odwiedza rodzinny kraj.

Souad Massi z zespołem
na festiwalu TFF Rudolstadt 2013
fot. Schorle/Wikimedia

Kryształowy głos i sarnie oczy Souad Massi, sceny z filmu Gilla Pontecorva, Rabah Madjer wbijający piętą bramkę Bayernowi Monachium, rzymskie ruiny ledwo tknięte stopą podróżnika i aksamitne piaski pustyni wokół Tamanrasset – to wszystko zachęca nas do odwiedzin Algierii. Kraj jest bezpieczniejszy niż podczas wojny domowej, jednak dostać się tam niełatwo, a masowa turystyka jeszcze tam nie dotarła. Może tak udałoby się ją ubiec?

Maciek Froński

Opracowanie na stronę internetową: Dominika Wybraniec

1 R. Kapuściński, Podroże z Herodotem, Kraków 2004, s. 96.

Skrót artykułu: 

O Algierze Ryszard Kapuściński pisał: „Miasto jest duże, słoneczne, rozłożone w zatoce szeroko, amfiteatralnie. Ciągle trzeba się wspinać pod górę albo schodzić w dół. […] Panuje tu śródziemnomorska mieszanina architektury, ubiorów, zwyczajów. Wszystko mieni się, pachnie, odurza, męczy. Wszystko zaciekawia, wciąga, fascynuje, ale i budzi niepokój”

(fot. Souad Massi na festiwalu TFF Rudolstadt 2013, Schorle/Wikimedia)

Dodaj komentarz!