Akompaniament życia

Lydie Kotlinski

fot. A. Ślósarz: Warsztaty Koyemba, Mikołajki Folkowe 2019

Lydie Kotlinski przez śpiew interpretuje świat. Prowadzi warsztaty wokalne, stoi na czele chóru Łontanara. Ukończyła studia w Centre d’Informations Musicales w Paryżu, uczyła się solfeżu i harmonii w American School of Modern Music. O folku, Lublinie i afrykańskich pieśniach z nią i jej mężem, Marcinem Kotlińskim, rozmawiały Magdalena Wołoszyn i Patrycja Szura. Wywiad został przeprowadzony 30 listopada 2019 roku podczas wydarzenia Festiwalowe Żywe Książki zorganizowanego przez Studenckie Koło Naukowe Etnolingwistów UMCS w ramach Mikołajek Folkowych.

Patrycja Szura: Dlaczego folk?
Lydie Kotliński:
Folk to taki pierwszy ruch życia, the first bit. Świadomość oczywistej obecności folkloru w naszej codzienności sprawiła, że było dla mnie naturalne, iż po studiach klasycznych i jazzowych zaczęłam śpiewać gospel. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że tkwi to we mnie tak głęboko.

P.Sz.: Jak pani wspomina czas studiów?
L.K.:
To był wspaniały okres. Te uczelnie kojarzą mi się z bezpieczeństwem i harmonią. Chodząc po korytarzach, można było usłyszeć cały wachlarz instrumentów. W tych miejscach poznałam, słuchałam i grałam z przeróżnymi muzykami. Tam zawsze czułam, jakbym należała do jednej wielkiej rodziny. Za sprawą znakomitej płyty Sarah Vaughan „How Long Has This Been Going On?” (1978) z Rayem Brownem, Louie’em Bellsonem, Joe Passem i Oscarem Petersonem – pokochałam jazz. To jeden z moich ulubionych albumów. Zachwyciłam się twórczą wolnością interpretacji w tej muzyce.

P.Sz.: Jak znalazła się pani w Lublinie?
L.K.:
Po raz pierwszy przyjechałam tu prawie trzydzieści lat temu za sprawą mojego męża, którego poznałam, gdy studiowałam w Paryżu. Marcin się tutaj urodził, tu ma rodzinę i studiował na KUL-u. Kiedy Polska otworzyła granice, to z mojego powodu przeprowadził się na rok do Francji. To miasto ma specyficzny klimat, bardzo słowiański.

Marcin Kotliński: Co zrobiło wrażenie na gościu z zachodu, gdy przybył do Lublina? Wtedy chyba ta uniformizacja wszystkiego, czyli te same ławki, chodniki, latarnie, samochody w każdym mieście.
L.K.:
Dla mnie było ciekawe to, że u Marcina na podwórku wszystkie dzieci bawiły się razem. Wszyscy, bez względu na wiek. U nas, we Francji było inaczej.
M.K.: To było takie typowe podwórko z końca lat 80.

Magdalena Wołoszyn: Kiedy zaczęła pani prowadzić w Polsce warsztaty?
L.K.
: Pierwsze warsztaty pieśni afrykańskich Koyemba przeprowadziłam w kwietniu 2015 roku w Warszawie. Zainteresowanie było niewielkie, ale już na drugim spotkaniu w Łodzi frekwencja była wysoka i taka tendencja utrzymuje się do dziś. Te projekty zainicjowałam jeszcze we Francji. Kiedy się przeprowadziliśmy, chciałam je kontynuować w Polsce. Zastanawiałam się wtedy, co umiem robić? Pomyślałam o pieśniach afrykańskich. Dzisiaj przeprowadziłam też takie zajęcia w ramach Mikołajek Folkowych.
M.K.: Kiedyś w pewnej szkole w Marsylii urządzono spektakl „Śpiew Danani”, w którym Lydie śpiewała pieśni afrykańskie. Słuchały tego dzieciaki sześcio–dziesięcioletnie. Po koncercie przybiegły do Lydie i zapytały: „A czy Pani tak naprawdę w środku jest czarna?”.
Na zajęcia przychodzą nawet Afrykańczycy. Często sami prowadzą warsztaty i najczęściej są perkusjonistami. Jeżeli chodzi o śpiew afrykański, to on jest prosty, jednogłosowy. Różnica polega na tym, że Lydie z uczestnikami warsztatów wykonuje te utwory wielogłosowo. Nie spotkaliśmy jeszcze nikogo, kto robiłby coś podobnego.

M.W.: Czuje się pani związana z Mikołajkami Folkowymi?
L.K.:
Tak, jestem tu po raz trzeci. W 2014 roku przyjechałam z chórem Łontanara. Wzięliśmy udział w Konkursie „Scena Otwarta” i udało się nam zdobyć nagrodę publiczności. To są małe sukcesy, ale za każdym razem moje podopieczne śpiewają z całego serca. Ufają mi, a ja kieruję nimi i „podsycam ich blask”. To wielka radość przekazywać takie emocje i rozwijać się razem. Łontanara znaczy „wszyscy razem” w języku bambara. Rok później prowadziłam na Mikołajkach warsztaty pieśni afrykańskich.

P.Sz.: Czym jest dla pani kultura ludowa?
L.K.:
Dla mnie jest to popularna muzyka i taniec. To prosty sposób na to, żeby wyrazić siebie.
M.K.: W ten sposób można wyrazić codzienność. Można to sprawdzić na przykładzie repertuaru z Afryki. Etniczne, afrykańskie pieśni mówią właśnie o tym, co się robi na co dzień.
L.K.: To akompaniament życia.
M.K.: To upiększa codzienność, która jest esencją życia.

M.W.: Za co ceni pani kulturę ludową?
L.K.:
Tradycyjna muzyka pochodzi od ludzi prostych, niekoniecznie wykształconych muzycznie. To interesujące, ponieważ jest połączona z codziennymi działaniami. Oczywiście muzyka Chopina, Debussy’ego jest wzniosła, wyrafinowana, genialna. Muzyka ludowa ma inną siłę, ekspresję, jest prostsza.

M.W.: Dlaczego warto przyjechać na Mikołajki Folkowe?
L.K.:
To wielkie wydarzenie. Przybywają tu ludzie z różnych krajów. To wspaniałe spotkanie artystów z pasją.

M.W.: Przełamujemy granice, możemy dzielić się wiedzą, doświadczeniami, muzyką?
L.K.:
Tak. Rano odbyły się warsztaty taneczne zespołu Romengo z Węgier. To była świetna okazja, żeby porozmawiać z prowadzącymi. Dlatego Mikołajki Folkowe są tak ważne.

P.Sz.: Jak się pani czuje jako „żywa książka”?
L.K.:
To bardzo ciekawe doświadczenie. Kiedy pani Magdalena zwróciła się do mnie z tą prośbą, to się zastanawiałam, czy dam radę? Trzeba dobrze mówić po polsku [śmiech], ale to bardzo fajny pomysł.
M.K.: Książka jest jakimś świadectwem miejsca, czasu, wydarzeń. Ludzie też mogą być takim świadectwem. Brawo!

Nagranie: mgr Magdalena Wołoszyn (IFP UMCS); transkrypcja i opracowanie: mgr Magdalena Wołoszyn (IFP UMCS), Patrycja Szura (SKNE UMCS).

Skrót artykułu: 

Lydie Kotlinski przez śpiew interpretuje świat. Prowadzi warsztaty wokalne, stoi na czele chóru Łontanara. Ukończyła studia w Centre d’Informations Musicales w Paryżu, uczyła się solfeżu i harmonii w American School of Modern Music. O folku, Lublinie i afrykańskich pieśniach z nią i jej mężem, Marcinem Kotlińskim, rozmawiały Magdalena Wołoszyn i Patrycja Szura. Wywiad został przeprowadzony 30 listopada 2019 roku podczas wydarzenia Festiwalowe Żywe Książki zorganizowanego przez Studenckie Koło Naukowe Etnolingwistów UMCS w ramach Mikołajek Folkowych.

fot. A. Ślósarz: Warsztaty Koyemba, Mikołajki Folkowe 2019

Dział: 

Dodaj komentarz!