Co w numerze 24

Od redakcji

24 (wrzesień 1999) Autor: Agnieszka Matecka - Skrzypek Dział: Wstępniak To jest pełna wersja artykułu!

Folk stał się modny na medialnych salonach. Został pokazany w Sopocie trochę na zasadzie "jedynej w świecie kobiety z brodą" czy "człowieka - słonia", a może zaczęto dostrzegać w nim oznaki normalności. Wyjrzał z zakamarków studenckości, amatorszczyzny i środowisk alternatywnych.

Początek nowej ery, czy koniec wspaniałego zjawiska? Sukces czy porażka? Może folk tym sposobem zaczął zjadać własny ogon. Może muzyka alternatywna komercjalizując się podcina gałąź, na której siedzi. Może w pogoni za coraz większym rozgłosem i pieniędzmi gubi spontaniczność, szukając poklasku traci głębię przekazu muzycznego i emocjonalnego. Może watro zastanowić się nad słowami Wojtka Ossowskiego, które zdają się być głosem wołającego na puszczy wśród zachwytów nad "Muzycznymi drogami Europy". A może po romantycznych zrywach nadchodzi dla sceny folkowej czas "Oświecenia i Pozytywizmu" o czym wspomina Sławomir Gołaszewski. Największym problemem jest to, że my sami nie wiemy czego chcemy.

Folkowy Sopot 1999

24 (wrzesień 1999) Autor: Marcin Skrzypek Dział: Festiwale To jest pełna wersja artykułu!

Kiedy okazało się, że muzyka folkowa (etniczna, world music...) trafi pod strzechę Opery Leśnej w Sopocie stało się jasne, że będzie to dla niej nie tylko unikalna szansa pokazania się szerszej publiczności, ale też i sprawdzian własnej atrakcyjności. Jak odbiorą muzykę inspirowaną folklorem ludzie kojarzący ją głównie z Bregoviciem lub słyszący ją po raz pierwszy? Jak znajdą folk media, które są jego potencjalnymi sponsorami?

Miał więc być to koncert nie tyle konkretnych wykonawców - bo są oni w większości szerzej nie znani - ile prezentacja czegoś nowego, ogólnej propozycji alternatywnej wobec popu. Tym samym na ludziach biorących udział w tej prezentacji miała spocząć odpowiedzialność kulturalnych ambasadorów folku. Oceniając koncert "Muzyczne drogi Europy" należy więc pamiętać, że od naszych własnych wrażeń ważniejsze są opinie krążące w przestrzeni medialnej kształtującej gusta "milczącej większości", która na końcu wyraża swoje zdanie nogami i portfelami.

Wiele hałasu o nic? Festiwal w Sopocie 1999

24 (wrzesień 1999) Autor: Agnieszka Matecka - Skrzypek Dział: Festiwale To jest pełna wersja artykułu!

Włodzimierz Kleszcz (dziennikarz Radiowego Centrum Kultury Ludowej):


Nie byłem organizatorem tego koncertu. Do jego realizacji zaprosił mnie pół roku temu Wojciech Trzciński. Było to dla mnie dużym wyzwaniem. Zaangażowałem się w to przedsięwzięcie całym sercem i duszą, dosłownie "rzuciłem się" na nie. Dyrektor Trzciński ma ucho, jest wrażliwy , chce czegoś innego w powszechnym obiegu niż obecnie obowiązujący stereotyp rozrywki. Razem dobieraliśmy zespoły. Polskie grupy dobierał Trzciński, chodziło głównie o polskie akcenty góralskie i mazowieckie, zaproponowałem w sumie 20 grup. Pokazaliśmy trochę moderny, czyli tych minimalów - Kapelę ze Wsi, Rawian i Sąsiadów - połączenie współczesności i tradycji i Trebuniów - Tutków, od których nagrań z Twinkle Brothers moda na tę muzykę się zaczęła.

Sławomir Król (Folk Time):


Komentując koncert można przytoczyć zarówno zarzuty jak i opinie pozytywne. Zacznę od strony negatywnej. Po pierwsze jak się takie medium jak telewizja bierze do prezentowania "world music", to po pierwsze musi pamiętać o tym, że najważniejszy jest nie obrazek (choć i ten musi mieć swoją dynamikę) ale dźwięk. To co usłyszałem z telewizora było antyreklamą tej muzyki. Widzę flecistę, który wyciska siódme poty i zapewne gra znakomicie, a słyszę skrzypce na trzecim planie. Nic poza tym. To była dla mnie afera.

Maciej Szajkowski (Kapela ze wsi Warszawa):


Trudno mi się na ten temat wypowiadać, bo byłem uczestnikiem tego koncertu. Patrząc na to wydarzenie już z pewnym dystansem uważam, że udało się organizatorom "Muzycznych dróg Europy" w godny sposób pokazać muzykę, która gdzieś oddolnie funkcjonuje i wchodzi w skład pewnej alternatywnej sceny muzycznej w Polsce - jest kulturową odskocznią od tego, co widzimy na co dzień w telewizji, tego co proponuje kultura masowa.

Małgorzata Jędruch (dziennikarz Radiowego Centrum Kultury Ludowej):


Obawiam się, że szansa, jaką dla muzyki folk był koncert "Muzyczne drogi Europy" nie została w pełni wykorzystana, ale nie zawinił nikt z wykonawców. Po prostu koncert niezbyt dobrze został nagłośniony w sensie technicznym. Z tego powodu artyści nie mogli pokazać swoich możliwości. Duże znaczenie miał fakt, że koncert odbył się na takiej imprezie jak Sopot - komercyjny festiwal muzyki pop. Jeśli widzimy kontekst - Lombard i Whitney Houston, o których się tylko mówi i nagle pojawiają się "Muzyczne drogi Europy", gdzie również są znakomici wykonawcy, to okazuje się, że ta muzyka istnieje i jest równoważna.

Wojciech Ossowski (dziennikarz III pr. Poskiego Radia):


Sopot był dobrym pomysłem ale źle go wykonano. Jedna z moich słuchaczek napisała, że kocha Altan, ale po jaką cholerę ściągano te grupę, by pokazała się w jednym utworze, a w drugim by przeszkadzali im Bułgarzy. Kupa szmalu do wyrzucenia - jak sobie pomyślę, że mojego to szlag mnie trafia. Bo to przecież z twojej kieszeni podatniku kolesie tak się zabawili. Po jakie licho aż cztery godziny - toć to przecież zabije i najcierpliwszego. Dlaczego to odbywało się w Sopocie, gdzie ludzie przyszli nawet nie na Bregovicia a na Kaję. Bregović to opozycja dobrego smaku i gustu - badziewie. Więc jeśli chcemy umoralniać fryzjerki i przedstawicieli tego wycinku rynku to, nie przy pomocy smętnego wyjca z Andaluzji. Wystarczyłoby sprowadzić Gipsy Kings, Runrig - ze Szkocji - oni grają na stadionach i radzą sobie z takimi miejscami jak olbrzymia scena w Sopocie. Nie cztery godziny, a fajerwerk na dwie i niedosyt. Jeśli ktoś chciał się dowiedzieć czym są korzenie - już wie: tego się nie da słuchać - więc koncert zamiast promować ugruntował społeczne przekonanie o małej atrakcyjności zjawiska.

Dziesięciolecie Folkowej Fiesty

24 (wrzesień 1999) Autor: Katarzyna Mróz Dział: Festiwale To jest pełna wersja artykułu!

Lato'99 już minęło, a wraz z nim kolejny festiwalowy sezon. Jedną z pierwszych imprez, jaką wielbiciele folku mieli okazję zobaczyć była Folk Fiesta w Ząbkowicach Śląskich, trwająca od 9 do 11 sierpnia. Niemniej, mimo dużej odległości czasowej, dzielącej nas od tego wydarzenia kulturalnego, należy się czytelnikom niewielkie, choć zdezaktualizowane sprawozdanie - choćby dlatego, że była to jubileuszowa dziesiąta, edycja festiwalu.

Była zarazem pierwszą, w której brała udział autorka tego tekstu. W nieznane mi okolice Wrocławia jechałam z zainteresowaniem - jak się okazało, uzasadnionym. Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję. Przyjeżdżający do Ząbkowic mogą cieszyć nie tylko uszy czarowną muzyką folk, ale i oczy - przepiękną architekturą. Mnóstwo jest bowiem w tym miasteczku zgrabnych kamieniczek zdobionych w płaskorzeźby i małe wieżyczki - a i same Ząbkowice są nader malowniczo położone na górzystym terenie. Natomiast sam festiwal odbywa się - uwaga! - w romantycznych ruinach zamku, co powinno być dodatkowym atutem w oczach wielbicieli folku. Ponieważ Fiesta jest rzeczywiście imprezą zakrojoną na dużą skalę, koncerty nie odbywają się w jednym miejscu (tj. na dziedzińcu wspomnianego zamku), ale także w podziemiach (odpowiednio chłodnych i wilgotnych) oraz w specjalnym namiocie, rozstawionym pod murami. Niekiedy występy organizowano na wszystkich wspomnianych scenach jednocześnie, co trochę utrudniało reporterce "Gadek z Chatki" pracę (a artystom koncentrowanie się - ale o tym później). Jednak w piątek wszyscy widzowie zebrali się w murach zamku, pod gołym niebem.

Na krakowskim Kazimierzu

24 (wrzesień 1999) Autor: Agata Witkowska Dział: Relacje To jest pełna wersja artykułu!

Muzykę żydowską lubię od bardzo dawna. W naszym kraju nie ma jeszcze zbyt wielu zespołów uprawiających ten rodzaj twórczości, toteż gdy zdarza się okazja do wysłuchania większej ilości klezmerskich brzmień, to zawsze z niej korzystam. Tak było w lipcu w Krakowie, gdzie pośród stylowych kamieniczek krakowskiego Kazimierza odbywał się kolejny już Festiwal Kultury Żydowskiej. Kulminacyjnym punktem festiwalu był koncert sobotni (3.07), transmitowany również przez telewizję. Magnesem dla mnie był w tym wypadku występ zespołu The Klezmatics. Oczywiście grupa ta jako gwiazda przewidziana była na zakończenie imprezy. Nazwy pozostałych wykonawców niewiele mi mówiły, co było równie intrygujące jak wysłuchanie słynnej amerykańskiej grupy. Na ulicę Szeroką przyszłam jeszcze w czasie prób mikrofonowych. Miałam zatem czas na rozejrzenie się w ofercie straganów, przyjrzenie się licznym zagranicznym gościom. Jednak rychło okazało się, że tłum widzów zaczyna szczelnie zapełniać przestrzeń przed sceną, i że ja też muszę tam iść, jeśli chcę stać w ulubionym miejscu - tuż przy barierkach.

Byłam w Dowspudzie...

24 (wrzesień 1999) Autor: Urszula Kapała Dział: Relacje To jest pełna wersja artykułu!

...tak jak zresztą rok temu i nie widzę w tym nic dziwnego. Ciężko mi natomiast ocenić, czy trzeci już Festiwal Kultury Celtyckiej był lepszy rok temu czy teraz. Nie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się nad tym, gdyby nie fakt, iż w ciągu trzech dni festiwalu prosiło mnie o opinię przynajmniej sześć osób, z samym szefem imprezy na czele. Nie da się chyba tego jednoznacznie stwierdzić. Było po prostu inaczej.

Co słychać pod masztem?

24 (wrzesień 1999) Autor: Sławomir Browkin Dział: Relacje To jest pełna wersja artykułu!

Koncerty, festyny, zabawy i festiwale folkowe sprzyjają spotykaniu wielu nowych oraz wcześniej poznanych ludzi. Na festynie zorganizowanym w Warszawie przez Polskie Radio z okazji oddania do eksploatacji nowego masztu antenowego, występowały zespoły folkowe, natomiast wokół odbywał się kiermasz rękodzieła ludowego. Można było spożyć chlebowego kogutka i słone suche precelki lub cebularze, przywiezione prosto z piekarni przy rynku w Kazimierzu Dolnym, zobaczyć, jak się robi garnki, wycinanki, poprzeglądać wydawnictwa muzyczne i książkowe, porozmawiać...

Dlaczego Równica?

24 (wrzesień 1999) Autor: Sławomir Gołaszewski Dział: Felietony To jest pełna wersja artykułu!

Wśród określeń, jakie usłyszałem po tegorocznej edycji Festiwalu Muzyki i Przyrody "Tam gdzie biją źródła", najbardziej przykuło mą uwagę to, że ma on charakter misyjny. Gdy trzy tygodnie potem uczestniczyłem w teatralno - plastycznej prezentacji Słonecznego Kasztelu z Przecznicy usłyszałem o powrocie na scenę obrzędu i celebracji, która wydaje mi się być jedną z sensowniejszych propozycji dla współczesnego teatru.

Myślę, że ruch folk powoli zaczyna u nas przybierać formy instytucjonalne. Wojtek Ossowski napisał encyklopedię o całym świecie folku, jaki mu się przedstawił w jego oczach i uszach. Włodzimierz Kleszcz zaprezentował swoją wizję w Sopocie. Czyż nie jest to duch Oświecenia i Pozytywizmu? Czy trzeba go od razu nazywać komercją, zamiast potraktować jako przykład, wzór i algorytm dla własnych projektów i propozycję dla Nowej Epoki? I choć są to przedsięwzięcia osobiste i prywatne, to czy ktoś świadomy i mądry określi je mianem przykładu "new age"? Choć nie są to przykłady odosobnione, gdy autentycznie nowe myślenie przedstawiane jest jako ponowne odkrywanie tego, co już było dawniej i gdzie indziej, to czy nie lepiej zając się tym, co jest, co spotykamy i co stoi nam na drodze? Może wtedy byłoby łatwiej nam uświadomić sobie, że jest i istnieje w każdym z nas i Odrodzenie i Barok i Romantyzm Wieków Średnich i współczesna Inkwizycja i polirytmia i Polihymnia, gust wykształcony i nieuzasadnione upodobanie.

Dziani

24 (wrzesień 1999) Autor: Marcin Skrzypek Dział: Recenzje To jest pełna wersja artykułu!

Płyta "Czarny koń" jest interesującą propozycją dla wszystkich, którym bliska jest muzyka cygańska i motoryczne brzmienie nadawane przez perkusję i gitary akustyczne. Od razu uprzedzam, że poprawną politycznie nazwę "Romowie" będę używał zamiennie z "Cyganie". Myślę, że słowa "Cygan" czy "cygański" nie są nacechowane aż tak "niepozytywnie", żeby z nich rezygnować. A poza tym, choć muzycy grający na płycie są Romami, to nie da się ukryć, że grają jednak muzykę cygańską.

Orkiestra na Sfinksie

24 (wrzesień 1999) Autor: Marcin Skrzypek Dział: Relacje To jest pełna wersja artykułu!

Na początku sierpnia tego roku zdarzyło się Orkiestrze św. Mikołaja zagrać na Sfinks Festival, jednym z największych europejskich festiwali muzyki świata. Wydarzenie to ujęte w liczbach wygląda mniej więcej tak. Pierwszy Sfinks odbył się w 1976 i od tego czasu przewinęło się przez niego prawie 500 zespołów. W 1984 roku wystąpiło ich 10, a rok temu 40 - w sumie 500 osób. Na tegorocznym, dwudziestym czwartym festiwalu, wystąpiło 58 "podmiotów" na 5 scenach i 62 koncertach trwających w sumie 4 dni. Mogło się to odbyć dzięki pracy organizatorów, zawodowych ekip i około 2000 wolontariuszy, którzy zgłosili się do pomocy, ponieważ - jak powiedziała nasza przewodniczka zakreślając w powietrzu łuk - "chcieli być tego częścią". Orkiestra św. Mikołaja była na tym festiwalu pierwszym, przynajmniej od 1984 roku, zespołem polskim i jednym z niewielu słowiańskich.

Dance! Och baby! Classic polo

24 (wrzesień 1999) Autor: Marcin Skrzypek Dział: Recenzje To jest pełna wersja artykułu!

Kaseta pod tym zaczepnym tytułem to kolejna produkcja wg pomysłu Włodzimierza Kleszcza, dziennikarza radiowej Dwójki i inicjatora wielu folkowych przedsięwzięć. Jego specjalnością jest łączenie polskiej muzyki ludowej ze współczesną zgodnie z przyjętą przez siebie zasadą, iż można przekonać ludzi do folkloru mieszając go z popularnymi stylami muzycznymi. Największy - i spektakularny - sukces na tym polu Włodzimierz Kleszcz odniósł łącząc reggae Twinkle Brothers z muzyką góralską Trebuniów-Tutków. Inne wydawnictwa folkowe powstałe z jego inicjatywy to m.in. płyta Kapeli ze Wsi Warszawa "Hop sa sa" i kaseta "Rozorana miedza", na której mazowieckiej ludowej kapeli Rawianie towarzyszy basista jazzowy Krzysztof Ścierański oraz szalony multiinstrumentalista Włodzimierz "Kinior" Kiniorski.