Folk Off (Tour) – „miejsce” dla zbuntowanych muzyków

„Folk Off” – Czwórkowa audycja o muzyce świata, muzyce bez granic, prowadzona przez Macieja „Szaję” Szajkowskiego – muzykanta Kapeli ze Wsi Warszawa oraz R.U.T.Y., dziennikarza, promotora brzmień ludowych i alternatywnych. Ten czwartkowy program zabiera nas w podróż wokół folku, ale folku niekoniecznie tradycyjnego. Jest to muzyka „drugiego obiegu” – artyści robiący ukłon w stronę muzycznych korzeni, lecz jednocześnie próbujący poprzez sztukę wyrazić własną indywidualność czują się tu dobrze. Kontynuacją tego radiowego przedsięwzięcia była startująca niespełna dwa lata temu trasa Folk Off Tour – cykl koncertów, na których zagrało trzydziestu muzyków, czyli cztery zespoły, goszczące w Lublinie, Krotoszynie, Krakowie, Warszawie i Gdańsku. To, jak pisano wtedy w Internecie, „bezprecedensowe wydarzenie” zorganizowała Transetnika – stowarzyszenie propagujące dźwięki etno z polskiego podwórka. Na scenie, a właściwie scenach wystąpili: R.U.T.A., Spięty, Hańba! oraz Studium Instrumentów Etnicznych. Warto wspomnieć, że jednorazowo – podczas lubelskich Mikołajek Folkowych – formacjom towarzyszyła Orkiestra Świętego Mikołaja. Ja jednak skupię uwagę na bandach odgrywających główne role.

Wspomnianych wykonawców wielokrotnie doceniano – nagradzano ich m.in. za odwagę i ekspresję. Teraz pora, by przybliżyć ich sylwetki.

R.U.T.A. (Warszawa) – Ruch Utopii, Transcendencji, Anarchii / Reakcyjna Unia Terrorystyczno-Artystowska (skład: Nasta Niakrasava, Sroka, Robal, Ronin, Szelma, Banita Madej, Szaja Bisurman – Maciej Szajkowski i Mario Activator) to punkowo-rockowa energia, połączona z instrumentami etnicznymi. Warstwę wokalną tworzą pieśni chłopów zbuntowanych przeciwko uciskowi ze strony feudalnych panów. Te pozornie proste, rymowane piosenki cechuje bardzo mocna, wrzeszcząca wręcz intensywność. Podkreślanie całego okrucieństwa spowodowanego przez nierówności społeczne oraz tego, jak źli potrafią być bogacze. Widoczna w nich jest eskalacja frustracji, agresja, wrogość, chęć zemsty. Jednak twórczość ta stanowi też pewien rodzaj broni, formę walki o wolność i sprawiedliwość. Według mnie jedną z najwyrazistszych pod względem przekazu jest „Pieśń robotników leśnych Warmii”: „Już słoneczko zaszło, za góreczkę, w ciszy. / Puść ty nas do domu, a ty dziadzie łysy! / A jak nas nie puścisz, to sami pójdziemy, / Ciebie, łysy dziadzie do krza przywiążemy! / […] Kto tak rano budzi?! / Daliby mu ziela, żeby nie znał ludzi! / Ziela, ziela, ziela, zielonej pietruszki, / Coby on podniósł głowy od poduszki! / […] Inspektory orać, a pany bronować, / By oni wiedzieli ludzi uszanować!...”. Słuchanie tej supergrupy to mentalna wędrówka przez wszystkie wieki niewolnictwa, kiedy to sztuka bywała jedyną możliwością obrony godności człowieka. Ja przenoszę się wtedy do innego, odrobinę pogańskiego świata. Do świata dość brutalnego, a jednocześnie pociągającego.

– „Folk Off to sprawdzian wytrzymałości, ale również okazja do poznawania siebie nawzajem, do wspólnego muzykowania, w trakcie i po koncertach. Trasa dała dużo mi satysfakcji. Fascynujące było przebywanie w nowych miejscach, w niektórych zagraliśmy po raz pierwszy i zawsze był ktoś wśród publiczności, kto śpiewał i bawił się razem z nami – wspomina Nasta, wokalistka R.U.T.Y.

Spięty (Płock) – Hubert Dobaczewski z Lao Che. Śpiewa „antyszanty”, wesołe i zarazem smutne, pachnące morzem, rumem, seksualnością… Muzycznie to folk miejski i elektronika. Melodie poprzez szumy, klikanie i dziwaczne trzaski skutkują czymś, co określiłabym mianem dźwiękowego niepokoju. Z drugiej strony mają w sobie rytm, może nawet taneczność…? Choć na pewno jest to taniec szyderczy. Teksty są wulgarne, ironiczne. Obśmiewające wcale nie optymistyczną rzeczywistość. Świat pokazuje marynarzom raczej złe znaki. Śmierć wisi nad nimi, oni zaś próbują być facetami typu macho, nie zaś małymi chłopcami, sikającymi w majtki ze strachu. Tak, fizjologia, w ostrym wydaniu jest w tych piosenkach obecna, co może razić wrażliwsze ucho przy pierwszym usłyszeniu, np.: „puszczaj fiuta” czy „cycki ma pierwszoklaśne”. Z jednej z tych słowno-nutowych układanek wyziera przesłanie, że nikt nie ucieknie od przeznaczenia – zła karma dogoni każdego. Hubert Dobaczewski śpiewa swoje quasi-szanty mocnym, męskim, momentami ostrym, jakby ochrypłym z przepicia głosem… Artysta wyrusza w muzyczny rejs, ale dokąd go to zaprowadzi, jak sam pisze: „za cholerę nie wie”. Album Spiętego wywołuje u odbiorcy uśmieszek, ale dla mnie ma on raczej wydźwięk sarkastyczny, mniej lub bardziej pesymistyczny.

Spięty – Hubert Dobaczewski. Fot. Cezary Ciszewski, Miasto w Komie

Hańba! (Kraków) – „Głos ulicy, ucho tłumu, oko nienawiści i pięść wymierzona w twarz Sanacji!”, wojowniczy podwórkowi „grajkowie” (skład: Andrzej Zamenhof, Wiesław Król, Adam Sobolewski i Ignacy Woland). Ich twórczość jest anarchistyczna, to krzyk o swobody obywatelskie, rzekłabym, że na pohybel złym, nieudacznym politykom. Muzycznie i mentalnie znajdujemy się w dwudziestoleciu międzywojennym, co odzwierciedlają nawet stroje wykonawców. W kraju sytuacja nie do zniesienia: „[…] Pod polskim niebem wszystko robi be be! [...]”. Ten zamęt można określić jednym słowem – Hańba! Historyczne teksty to poezja Brzechwy i Tuwima. Dla chłopaków z zespołu liryki te są, jak mi się wydaje, przede wszystkim rodzajem okrzyku zagrzewającego do wojny i ostrzeżeniem kierowanym pod adresem władzy, że Polacy nie będą siedzieć cicho, że nie da się zamknąć im ust. Wersy piosenek, momentami wywrzeszczane, śpiewne przez zadziorne, ale też lekko brzmiące wokale. Melodie służą do zabawy (rytmiczne, szybkie dźwięki z epoki), jednak ja doszukałam się w nich ponadto echa groźby i niepokoju. Zatem bywa z przymrużeniem oka, a jednocześnie bardzo ostro.

– Folk Off był to dla nas przede wszystkim swoisty pozytywny kop, dzięki któremu w pełni uwierzyliśmy we własne muzyczne i sceniczne możliwości jako Hańba! – mówi krakowska ekipa.

Studium Instrumentów Etnicznych (Skarżysko-Kamienna) – transowo-psychodeliczne, „szamańskie” klimaty, uderzanie w bębny, powtarzające się jak mantra poetyckie wersy, nawiązania do kultury ludowej Gór Świętokrzyskich, a także odrobina jazzu (skład: Piotr Stefański, Sylwia Nadgrodkiewicz, Kaja Gębska, Martyna Dolęga, Martyna Dukielska, Mikołaj Janowski, Hubert Drążek, Jan Leśniewski, Zbigniew Graliński, Maciej Biernackii Marcin Kulińskii1). Podczas folkoffowych koncertów grupa prezentowała utwory pochodzące z jej debiutanckiego albumu „Tu nie ma miejsca na strach”. Było również dużo miejsca na bębniarskie improwizacje i popisy gry na trąbce. Tajemniczości wszystkiemu dodawały dziwne zaśpiewy charyzmatycznych wokalistów rzeczonego zespołu, brzmiące jak indiańskie zaklęcia, to znów przypominające jakiś nieznany, pierwotny język. W tych nutach pozytywne i negatywne aspekty wszechświata łączą się ze sobą nierozerwalnie. Skarżyscy twórcy, grając, popadają w „zapamiętanie” – całkowicie oddają się muzyce, drzemiącym w niej silnym wibracjom, emocjom. Dzięki czemu dotykają, można powiedzieć, metafizycznej rzeczywistości. Ten stan uduchowienia przenosi się na publiczność, która przeżywa swoiste katharsis. To „świętokrzyskie Voodoo” kreuje performance zaskakujący, niekiedy bulwersujący, lecz także zachwycający. Takiego doświadczenia nie da się szybko zapomnieć. Na mnie ten nietuzinkowy kolektyw muzyczny robi szczególnie duże wrażenie, wprowadza bowiem w odmienne stany świadomości bez skutków ubocznych… Członkowie SIE zgodnie twierdzą, że: „Folk Off Tour 2014 to jeden z najlepszych pomysłów Maćka Szajkowskiego. Doświadczenie o tyle ciekawe, że jest połączeniem różnych rodzajów, nie tak bardzo jeszcze znanej muzyki. Można więc odkryć nowe, muzyczne lądy”. Ta trasa pozostawiła w ich głowach „mnóstwo kolorowych wspomnień”.

Członkowie SIE zgodnie twierdzą, że: „Folk Off Tour 2014 to jeden z najlepszych pomysłów Maćka Szajkowskiego. Doświadczenie o tyle ciekawe, że jest połączeniem różnych rodzajów, nie tak bardzo jeszcze znanej muzyki. Można więc odkryć nowe, muzyczne lądy.”. Ta trasa pozostawiła w ich głowach „mnóstwo kolorowych wspomnień”.

Ruta, Studium Instrumentów Etnicznych, Hańba! i Spięty. Fot. Cezary Ciszewski, Miasto w Komie

W zeszłym odbyła się powtórka Folk Off Touru. Zagrały kolektywy święcące triumfy zarówno na estradzie krajowej, jak i zagranicznej. Podczas trasy Kapela ze Wsi Warszawa prezentowała swój najnowszy dorobek – płytę zatytułowaną „Święto słońca”, a było to w Warszawie, Gdyni, Toruniu i Wrocławiu z finałem na Mikołajkach Folkowych w Lublinie. Muzycznie wspierała ich Kapela Maliszów – tę rodzinną grupę z Męciny Małej tworzą ojciec i dzieci ( Jan, Jakub, Zuzanna Maliszowie). Ich repertuar, jak sami go określają, to: „muzyka Karpat, autorskie interpretacje melodii tradycyjnych oraz tańce i przyśpiewki podgórzańskie”. Dla mnie są to mazurki pełne pasji, typowo ludowa, dawna polska energia, zupełnie jak na trwającym wiele dni wiejskim weselu. Słychać w nich długie, skrzypcowe improwizacje i okrzyki „Hej! Uha ha!”. Warstwę wokalną tworzą historie z życia mieszkańców sioła, niepozbawione erotyki i wesołości, lecz niekiedy też smutne, melancholijne. Śpiewane z regionalnym akcentowaniem, tudzież z charakterystycznym zaśpiewem. Na mnie najmocniejsze, najmroczniejsze wrażenie robi tekst: „Sła sirotka po wsi, / Napadli ją źli psi. / […] Gryźli, gryźli, aż zagryźli / Bidną siroteckę. / Bo nie miała więcy sił, / By się bronić jesce…”. Jak widać, wieśniacy opisywali rzeczywistość w sposób prosty i dosadny, zazwyczaj nie wygładzając jej ani nie upiększając. Kapela Maliszów funduje nam podróż do krainy folkloru w najbardziej podstawowym wydaniu, bez współczesnych modyfikacji.

Trzeba odnotować, że gościem specjalnym premierowego koncertu folkoffowego w stołecznej Fabryce Trzciny był zespół Trad.Attack! (Estonia; skład: Sandra Sillamaa, Jalmar Vabarna, Tõnu Tubli i Rainer Koik). Instrumentaliści czerpią inspirację z rodzimej ludowizny. We własne utwory wplatają nagrania archiwalne estońskich muzyków i śpiewaków. Flety oraz piszczałki przenoszą nas w magiczny świat leśnych duchów – elfów, zagłębiamy się mentalnie w pierwotną kulturę ugrofińską. Niektóre kompozycje opierają się na radosnych, biesiadnych brzmieniach z domieszką np. dźwięków gitary. Pieśni traktują o związku człowieka z siłami przyrody, o kulcie natury, która daje ludziom witalność. Jedna z nich to swoista modlitwa do księżyca. Obrazują one także zwyczaje, rytuały dotyczące życia ziemskiego. Język brzmi dziwnie, obco, ale na pewno ciekawie. Słowem – całość poszerza horyzonty i jest bardzo interesująca.

– Było świetnie! […] Możemy powiedzieć, że to był najlepszy koncert. A publiczność taka ciepła – wypowiada się Trad.Attack!.

Mam nadzieję, że moi Czytelnicy nie będą mi mieli za złe, jeśli najwięcej miejsca poświęcę najważniejszym bohaterom tegorocznej trasy, czyli Kapeli ze Wsi Warszawa (Warsaw Village Band; skład: Magdalena Sobczak, Sylwia Świątkowska, Ewa Wałecka, Piotr Gliński, Paweł Mazurczak, Maciej Szajkowski i Miłosz Gawryłkiewicz, gościnnie Michał Zaborski oraz wielu innych). Muzykanci oferują folk z okolic Mazowsza, wykonywany przy użyciu dawnych, ludowych instrumentów akustycznych, wyśpiewywany za pomocą tradycyjnych technik. Wszystko to oprawione jest w awangardowe, jazzowe aranżacje. Zespół korzysta ze wsparcia didżejów, co skutkuje powstaniem nowoczesnej jakości brzmień. Ich nowy krążek „Święto Słońca” to podróż w transcendentną przestrzeń słowiańskiej religii. Jest tu Sobótka, wianki, ogień płonący, by przywołać zmarłych przodków, wyszeptane zaklęcia… Droga wiedzie jednak nie tylko przez ziemię Polan, ale przez Indie, Persję i hiszpańską Galicję. Dla wszystkich tych nacji słońce było bogiem. Obcujemy zatem zarówno z tęsknym zawodzeniem rodzimych skrzypiec, jak i z niesamowitymi, orientalnymi głosami i odgłosami. Poznajemy szerokie możliwości międzynarodowych artystów sceny etno, m.in. Mercedes Peón, Kayhana Kalhora czy Amrata Hussaina. Taka egzotyczna, wielokulturowa mieszanka jest fascynująca, zaskakująca, choć równocześnie pełna harmonii. Na krążku znajdziemy najstarsze polskie pieśni – uniwersalne opowieści o miłości, namiętności, relacjach międzyludzkich, o nadziejach i zmartwieniach, o istotnych momentach w życiu minionych pokoleń. Album ma niepowtarzalny, trasowy, głęboko emocjonalny klimat. Mnie najbardziej w pamięć zapadła jedna z „Zakołysanek” w wersji Kapeli ze Wsi Warszawa: „Uśnijże mi, uśnij / Albo mi urośnij. / Przydasz mi się, przydasz. / W pole wołki wygnasz…”. Obudziła mocno zakorzenione wspomnienia. Spotkanie z najnowszą odsłoną twórczości mazowieckich „grajków” postrzegam jako niezwykle cenne oraz odkrywcze doświadczenie.

Kapela ze Wsi Warszawa i Kapela Maliszów. W charakterystycznym kaszkiecie Maciej Szajkowski – bębniarz i twórca Folk Off. Fot. Bartek Muracki, bartekmuracki.com

Folk Off (Tour) to zjawisko frapujące i nietuzinkowe. Według mnie ważna jest każda inicjatywa promująca coś „innego”, nie będącego popkulturową papką.

 

Nina Orczyk

z wykształcenia i trochę z przypadku absolwentka dziennikarstwa. Uwielbia sztukę, zwłaszcza w niekonwencjonalnej, „szalonej" odsłonie, uzależniona od słuchania uderzeń bębnów.

1 Wymienione przeze mnie osoby wystąpiły podczas Folk Off Tour 2014. Później skład osobowy zespołu Studium Instrumentów Etnicznych nieco się zmienił.

i Wszystkie umieszczone w artykule fotografie zostały zapożyczone z Facebooka i opublikowane za zgodą ich autorów.

Autor: