Artykuły z działu: Magiczne Miejsca

Bez pośpiechu, to lizboński tramwaj

83 (październik 2009) Autor: Mirosław Wlekły Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

W eléctrico z przygodnie spotkanymi pasażerami można pogadać o wszystkim. Ale najlepiej o futbolu. Nie ma za to mowy o pośpiechu. Z Placu Wdzięczności na Cmentarz Przyjemności tramwaj toczy się kilkadziesiąt minut, a motorniczy nieraz przystaje, by zagadnąć choćby o wynik właśnie rozgrywanego meczu.

Słowacja

50 (kwiecień 2004) Autor: Anna Nacher Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Magia zaczyna się jeszcze przed przełęczą - kiedy miniemy Mnišek. Plastikowe budy z tanim alkoholem i innymi artykułami, po które przyjeżdżają Polacy z Piwnicznej, Krynicy, Nowego Sącza ustępują przestrzeni. I tak na Słowacji jest niemal wszędzie - przestrzeń i energia, którą na Wschodzie nazwano praną.

Jawornikowe wspomnienia

50 (kwiecień 2004) Autor: Tomasz Rokosz Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Gdy idzie się od Rzepedzi na zachód, w stronę dawnej wsi Jawornik, za sobą trzeba zostawić najpierw szosę, później kolejowe tory, wreszcie wszelkie miejskie wyobrażenia i nawyki. Ziemia tu nieurodzajna, a podstawowym jej skarbem - las. Tory prowadzą do Komańczy, gdzie więziono polskiego prymasa. Dzikszej okolicy nie znajdziesz. Dlatego pewnie wybrano to miejsce - istny koniec świata, siedzibę Złego (diabeł mówi tu dobranoc).

Z dziennika turysty

48 (grudzień 2003) Autor: Joanna Zarzecka Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Autobus relacji Kołomyja – Werchowyna. Jadą panie ze składanymi długimi stołami, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak sztalugi – okazuje się, że to stoliki do sprzedaży ziarnek słonecznika. Jadą ludzie z rozmaitymi torbami, a jeden facet wtaszcza telewizor owinięty dywanem i ustawia go koło kierowcy na masce silnika. W Kosowie wsiada pani z czterema worami kartofli. Na którymś przystanku, gdzieś w połowie trasy, kierowca wyskakuje zza kierownicy z wiadrem w ręku, wprawnym ruchem zaczerpuje wody z przydrożnego rowu (pełnego po deszczach), dolewa do chłodnicy i jedziemy dalej.

Moje czarnohorskie serce albo podróż „śladami Vincenza”

48 (grudzień 2003) Autor: Waldemar Czechowski Dział: Magiczne Miejsca

Każda przygoda, ważna podróż, wyprawa ma swoje antypody. Północ odpycha południe, woda walczy z ogniem, ale w niezrozumiały sposób biel przyciąga czerń, śmierć życie... W krańcowościach i przeciwstawieniach przejawia się prawdziwa istota zjawisk życia.

Ponad Bugiem

57 (czerwiec 2005) Autor: Rafał Zubkowicz Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Z jednej strony Bugu województwa mazowieckie i lubelskie, podczas gdy po przeciwnej - podlaskie. Kierując się granicami wyznaczonymi administracyjnie coraz trudniej określić, gdzie kończą się i gdzie zaczynają regiony kulturowe. Osią swojej podróży uczyńmy po prostu rzekę - środkowy odcinek biegu Bugu.

Rowerem wzdłuż Bugu

57 (czerwiec 2005) Autor: Marcin Hyła Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Lubię późne lato, kiedy słońce wchodzi w znak Panny, nagrzana od miesięcy ziemia wydaje wszystkie tegoroczne plony i w powietrzu czuć zapach powolnej, acz nieuchronnie nadciągającej zmiany. Zieleń traci swoją soczystość, staje się coraz bardziej zamglona, a ostre słońce zaczyna wydobywać z niej zaskakujące odcienie. W 2004 roku postanowiłem, właśnie na przełomie sierpnia i września, odwiedzić wschodnie rubieże Polski, zainspirowany książkami-przewodnikami Grzegorza Rąkowskiego "Polska Egzotyczna".

Dźwiêki regiony nadbużańskiego - zachowane i ocalone

57 (czerwiec 2005) Autor: Sebastian Bernat Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Tam, gdzie się dwóch ludzi pogranicza spotyka, tam śpiew na trzy głosy idzie.
(zasłyszane nad Bugiem)

Człowiek w świecie współczesnym jest osaczany przez wszechobecny hałas. Stąd nie dziwi, że nieustannie poszukuje ciszy, chce obcować z przyjemnymi, harmonijnymi dźwiękami. Są jeszcze miejsca, gdzie zachowały się unikalne krajobrazy dźwiękowe. Jednym z nich jest położony we wschodniej Polsce region nadbużański. Jego osią jest Bug określany jako ostatnia duża "dzika rzeka" w centrum Europy. Jest to również region pogranicza narodowościowego i kulturowego - językowego, religijnego. Tutaj można zetknąć się zarówno z różnorodnością przyrodniczą, jak i kulturową, znajdującą swoje odzwierciedlenie w krajobrazach - również dźwiękowych.


Dotknięcie Irlandii Carrantuohill na Zielonej Wyspie

14 (pażdziernik 1997) Autor: Ben Seydowsky Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Irlandia - magiczne tchnienie pradawnych mitów, tajemnice uśpione w kamiennych kręgach, a tuż obok przedziwnie romantyczna radość istnienia, która co dnia budzi się wraz ze słońcem by wieczorami - w gwarze i muzyce pubów - odnaleźć swoje spełnienie.

Wyciągasz rękę - i grzmi dziki ocean, szumi wiatr wśród zielonych dolin... a dźwięki skrzypiec brzmią dziwnie słodko i jakoś znajomo. Śpiew i miłość, to wszystko jest jakby bliższe, bardziej prawdziwe - zapewne dlatego, że taki właśnie obraz tkwi w mojej głowie już od kilkunastu lat - hen ponad rzeczywistością, bliższy snom niż zwykłej, szarej codzienności. Zielona Wyspa przez cały czas naszego pobytu, obdarowywała nas wspaniałą pogodą, wystąpiła w swoich różnorodnych, najpiękniejszych krajobrazach - jakby czuła, że przyjechaliśmy tylko na chwilę, a chcemy zobaczyć wszystko.

Słowacja

38-39 ((1-2) 2002) Autor: Anna Nacher Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Magia zaczyna się jeszcze przed przełęczą - kiedy miniemy Mnišek. Plastikowe budy z tanim alkoholem i innymi artykułami, po które przyjeżdżają Polacy z Piwnicznej, Krynicy, Nowego Sącza ustępują przestrzeni. I tak na Słowacji jest niemal wszędzie - przestrzeń i energia, którą na Wschodzie nazwano praną. Kiedy stoimy na przełęczy Vabec, namacalnie czujemy, o co chodzi - tutaj słońce jest jaśniejsze, woda ma smak, jakoś lżej się oddycha i zupełnie inaczej płynie czas. Vabec jest jak otwarte drzwi i powitanie - ani zbyt wylewne (maskujące fałsz) ani też zdawkowe (bo tak wypada). Dokładnie takie, jak trzeba. Wszystko jest na swoim miejscu. W dole i na sąsiednim wzgórzu nowe osiedla Starej Lubovňi, po lewej stronie wyczuwamy obecność hradu, którego losy są najlepszą ściągą z dziejów przynależności etnicznych, narodowych, państwowych w Karpatach. Jeszcze zamku nie widać, ale koła roweru kręcą się coraz szybciej i za moment wynurzy się ten sympatyczny strażnik naszej drogi, przypominający o tym, jakimi meandrami płynie czas. Bo w Karpatach ponad instytucjami zawsze były i są góry. Przełęcz zawsze oznacza jakąś granicę, a jednocześnie otwarcie na kolejną dolinę - za nią będzie następna przełęcz, znowu pot będzie zalewał oczy, bo droga przez Karpaty nie jest łatwa. W tej dolinie jeszcze mówią po "naszemu", a w następnej słyszysz już inny akcent i wymowa głoski d przesuwa się ku zwarciu tylko czubka języka z przednimi zębami: budze fukat' albo bedzie fukat' staje się bardziej południowym bude fukat z długim, gardłowym nieco a, które zawsze podziwiam u naszych słowackich przyjaciół, podobnie jak twarde, melodyjne l.

Nepal cztery obrazy

38-39 ((1-2) 2002) Autor: Marek Styczyński Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Nie będzie to opowieść o zbieraniu melodii i starych pieśni, bo nie tego szukam w muzyce. Raczej dotknięcia tego co w nas niezmienne i prawdziwe. Może dlatego trzeba widzieć wiele stron tego samego, stałość najłatwiej uchwycić w różnorodności, a własną drogę warto zobaczyć pośród gmatwaniny wielu szlaków. Ciągle obawiam się wizji pokracznych i agresywnych szowinistów w służbie prawdy absolutnej czyli ich własnej.

Bułgaria

38-39 ((1-2) 2002) Autor: Jacek Grekow Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Kiedyś Stwórca dał ziemię różnym narodom świata, ale niestety zapomniał o Bułgarach. Gdy zorientował się, było mu przykro i oddał kawałek swojego terytorium. Ta przypowieść dobrze oddaje klimat niepowtarzalności Bułgarii, jej wyjątkowości i niezwykłości. Tam do szczęścia niewiele potrzeba – wystarczy słońce, wino, muzyka. Tamtejsi ludzie mają wyraźnie odmienny, niż w innych krajach, stosunek do życia, przyrody, do drugiego człowieka. Żyją niespiesznym rytmem, jakby kontemplując już sam fakt zaistnienia na świecie.

Swoje spotkania z Bułgarią rozpocząłem już ponad dziesięć lat temu, ale wiem, że w tamtej krainie ciągle pozostaje wiele do poznania, do odkrycia. Bułgaria nie jest prosta i dostępna tak na wyciągnięcie ręki, aby dobrze ją poznać, trzeba w niej choć na jakiś czas zamieszkać. Dopiero wówczas odkrywa przed przybyszem swoją magię, którą urzekła już niejednego.W Polsce Bułgaria znana jest szczególnie z nadmorskich kurortów. Rzeczywiście, plaże nad Morzem Czarnym są niesamowite (różnorodne – kamieniste, muszelkowe, piaszczyste!), woda ciepła, a kwatery prywatne względnie tanie. Nie o tym jednak zamierzam opowiedzieć. Będąc w Bułgarii warto zwrócić uwagę na inne wspaniałe miejsca, spróbować do nich dotrzeć, poznać.

Jawornik

38-39 ((1-2) 2002) Dział: Magiczne Miejsca To jest pełna wersja artykułu!

Na początku były gzy. Nie, najpierw Jasiu i Bronek w duszny poranek. Oni poszli przekonywać Jasia, żeby zgodził się przewieźć graty tam, gdzie miała być nowa baza. Jasio, od lat na początku lipca wożący cały bazowy majdan na furze za ciągnikiem, jak zwykle zgodził się pojechać.

– Ale jak? Tam przecież drogi nie ma, za cmentarzem wszystko zarosło, tylko błoto i kupa pozwalanych drzew – tłumaczyli mu. Od niechcenia odpalił popularnego.– Ta... ja tu do lasu trzydzieści lat jeżdżę to wiem. Tam droga jest jak stół!Jak stół. Przedzierali się przez napastliwe chaszcze, wpadając w ciepłe błoto, przełazili przez grube pnie drzew leżące bezładnie, jakby popchnęła je złośliwa ręka losu. Bronek radośnie operował piłą torując drogę. W ciężkim upale wisiała zapowiedź deszczu, powietrze było lepkie, nikomu nie chciało się gadać. Myśleli o tym, że czeka ich cholerna robota, a obiecani pomocnicy wypięli swe szlachetne tyłki i nie przyjechali.