Artykuły z działu: Felieton w Gadkach

W nie-do-końca-wielkim mieście [folk a sprawa polska]

110-111 (kwiecień 2014) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Nowa Tradycja czy Skrzyżowanie Kultur, ale też bieżąca, codzienna działalność wykonawców, klubów i miejsc „koncertowych” zdają się od lat przekonywać, że – jeśli chodzi o intensywność życia folkowego czy okołofolkowego – nie da się porównać żadnego innego polskiego miasta z Warszawą. Ot, stołeczny przywilej większej liczby wszelakich przedsięwzięć, ale też efekt aktywności szerokiego grona osób, sporego środowiska czy nawet środowisk.

Muzyka wyszukana [folk a sprawa polska]

109 (grudzień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Pod koniec listopada jeden z dzienników donosił w swym artykule, że „rock’n’roll w końcu umarł”, a dalej, że „nie ma już >miejskiego hip-hopusoulunowej faliromantycznado ćwiczeńdo pociągu

W obronie dużego formatu... [folk a sprawa polska]

108 (paŸdziernik 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Zdaje nam się czasami, że format płyty długogrającej jest czymś niemal odwiecznym. Wydaje się tak nawet (a może zwłaszcza) dziś, gdy dominuje kultura singla - "szybkostrzelnego" przeboju, empetrójki, przebojów promowanych na youtube, gdzie niezbędnym warunkiem zaistnienia piosenki jest aspekt wizualny, a więc jeśli nie profesjonalny teledysk, to w najgorszym wypadku składanka zdjęć lub amatorskich ujęć czy ewentualnie animacji. Mimo to klasyczny format dużej płyty wciąż jest dla wielu (dla mnie też) rzeczą elementarną. I oczywiście akurat w tym momencie warto wziąć w nawias uwarunkowania techniczne, pozwalające na to, by najpierw była to płyta analogowa, potem - jako dominująca - kaseta, dalej compact disc - z wciąż pretendującą do miana ważnego nośnika płytą winylową.

„Analog” czy „digital”?

107 (sierpień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Przeczytałem niedawno na którymś z internetowych portali kolejny cykl (nieskończonych chyba) rozważań na temat wyższości jednego nośnika dźwięku nad innymi. Tym razem obwieszczano oto bezdyskusyjną przewagę nośnika tradycyjnego czyli płyty analogowej nad płytą CD. Nie czas tu na pytanie o wiarygodność badań, które bez żadnych materialnych podstaw - a jedynie na bazie obliczeń i spekulacji - diagnozują (zazwyczaj niepodważalnie) co nastąpić ma za lat wiele.

Wiosna festiwalowa [folk a sprawa polska]

106 (czerwiec 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Któryś z poznańskich radnych dzielił się wiosną ubiegłego roku przemyśleniami na temat festiwalu Ethno Port. Wyrażał wątpliwość czy opłaca się(!) go organizować. Zapewne nie był nigdy na żadnym z festiwalowych koncertów. Zapewne nie wie, że magazyn "Songlines" trzeci raz z rzędu umieszcza poznańską imprezę wśród 25 najważniejszych festiwali na świecie! Nie porozmawiał z tłumami słuchaczy, którzy rokrocznie, niezależnie od kaprysów pogody przybywają na Ethno Port. Pewnie spojrzał w tabelki, wyniki, statystyki, rachunki. To ekonomia powinna rządzić i merkantylne korzyści, a nie kultura.

Trochę dobrze, trochę nie [folk a sprawa polska]

104-105 (kwiecień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Pierwsze miesiące nowego roku to dla wszystkich chyba czas podsumowań tego, co wydarzyło się w roku poprzednim - również w perspektywie sceny folkowej. Zwłaszcza, że w tym czasie odbywają się przecież doroczne konkursy na Folkowy Fonogram Roku, Fonogram ródeł, a także Wirtualne Gęśle. Kolejny rok z rzędu miałem przyjemność być zaproszony do ocenienia płyt zgłoszonych do Folkowego Fonogramu, nadarzyła się więc prawdziwa okazja, by szczegółowo i "nausznie" przekonać się jak wyglądała fonografia folkowa Anno Domini 2012.

Od wschodu do zachodu [folk a sprawa polska]

103 (grudzień 2012) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Byłem w Lublinie! Tak, po raz pierwszy od kilku lat udało mi się dojechać na Mikołajki Folkowe. W poprzednich latach niesprzyjające okoliczności albo własna gnuśność sprawiały, że mnie na Mikołajkach nie było. Usprawiedliwień żadnych szukać nie będę, ale jeśli miałbym dopatrywać się jakichś, choćby małych plusów tej sytuacji, to może takich, że istotnie stęskniłem się za atmosferą festiwalu, za tym miejscem, tymi ludźmi. Było jak to w Lublinie - mimo mrozów - ciepło i serdecznie. Na scenie i poza nią spotykali się wielbiciele, sympatycy, pasjonaci tradycji. Brzmiała muzyka szalenie różnorodna, z różną intensywnością odwołująca się do źródeł: zarówno podczas bardzo ciekawego konkursu, jak i w trakcie występów zaproszonych gości. Przeżyłem tam sporo pięknych wzruszeń muzycznych, choćby podczas wspaniałego, do głębi poruszającego żałobnego koncertu Trebuniów-Tutków (w dzień po pogrzebie Mistrza Władysława Trebuni). Ale nie o tym chcę tu pisać.

Wracając z Mikołajek, znalazłem się w Warszawie, gdzie zostałem zaproszony do udziału w dyskusji zorganizowanej przez RCKL i Program 2 Polskiego Radia, a dotyczącej - skrótowo mówiąc - podziałów na polskiej scenie folkowej. Spotkali się - znów nieco upraszczając - zwolennicy hermetycznej wizji folku i rzecznicy pełnej otwartości; muzycy, naukowcy, dziennikarze, animatorzy działań muzycznych. Opinie padały sprzeczne, ale obyło się bez jakichkolwiek nieprzyjemności. Nawet porównywanie muzyki folkowej do zespołów pieśni i tańca czy jeszcze bardziej kuriozalne zestawianie folku z disco polo miało prawo zaistnieć na radiowej antenie. Wszak każdy ma swoją wrażliwość, a także prawo do mówienia rzeczy ekscentrycznych czy przesadnie wydumanych porównań. Na szczęście nikt w rewanżu nie porównywał np. środowiska domu tańca do kręgu disco polo czy do Zespołu Mazowsze, choć przecież i taką figurę stylistyczną dałoby się wykonać.

Rozmówcy pozostali przy swoich zdaniach, ale ja przynajmniej nie mam wątpliwości, że warto spotykać się i takie dialogi prowadzić. Oczywiście (i na szczęście) nikt nie zabroni nikomu w pełni swobodnie inspirować się na przykład polska tradycją. Komu wrażliwość, wyobraźnia, wizja świata i roli artysty nakazują wiernie naśladować tradycyjne wiejskie techniki wykonawcze - ten będzie to robił. Choć przecież, nawet mimo wielkiej niechęci niektórych do tego terminu, będzie to folk - w tym przypadku muzyka wiejska rekonstruowana. Inni zaplotą ludowe tematy we własne pomysły aranżacyjne czy brzmieniowe, inni spróbują je żenić z odległymi kulturami, albo z rockiem, albo jazzem, albo klasyką. Jeszcze ktoś, korzystając z sampli, połączy je ze współczesną elektroniką. I na szczęście nikt nikomu tego nie zabroni. Co więcej, być może dzięki takim zabiegom wzrośnie świadomość istnienia muzyki "źródeł" wśród słuchaczy, właśnie wtedy, gdy będzie ona zapleciona w popularne nurty.

Najmniej przyjemnie było, gdy kilka dni po wspomnianym spotkaniu, zupełnym przypadkiem zajrzałem na stronę internetową Polskiego Radia, gdzie pisano o owej dyskusji. Oczywiście problemem nie był sam artykuł na stronach Radia, ale komentarze zamieszczone pod nim. Ktoś, komu odwagi dodaje anonimowy nick, pozwala sobie w prostacki sposób atakować Marię Pomianowską. Ktoś inny opluwa Macieja Szajkowskiego. Ktoś podpisany mailem Milo Kurtisa (czy to ten sam Milo Kurtis?) pisze z absurdalną i zgoła groteskową pretensją, że w rozmowie o polskim folku, inspirowanym polską (i powiedzmy słowiańską) tradycją, nie było mowy o zespole Osjan! Tę specyficzną równowagę zachowuje tzw. "druga strona", bezpardonowo i często arogancko atakowani są w wypowiedziach anonimowych "dyskutantów" Remigiusz Hanaj, Adam Strug, Janusz Prusinowski.

Zapyta ktoś: o co mi chodzi? Przecież od dawna wiadomo, że polski internet jest siedliskiem prymitywnych odruchów, że to tu niezliczeni frustraci wyrzucają z siebie bluzgi, czując się zwolnieni z myślenia i jakiejkolwiek wrażliwości czy odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Mam jednak dwie uwagi. Po pierwsze: dlaczego musimy się na to godzić? Po drugie: nie mówimy o porachunkach "kiboli" drużyn piłkarskich czy partii politycznych, ale o "dyskusji" w szlachetnym zakamarku internetu, rozmowie ludzi, którym - jak deklarują - bliska jest tutejsza tradycja i piękno muzyki. Dlaczego lubią krzywdzić innych w imię tego, że mają odmienną opinię od naszej?

Bardzo bym nie chciał, by ów prymitywny sposób widzenia świata i dzielenia ludzi na swoich i obcych przedostał się np. z polskiej polityki do myślenia o muzyce folkowej i ludowej także. Również dlatego będę w sobie hodował wspomnienie o tym niezwykłym klimacie, jaki znów odnalazłem na Mikołajkach Folkowych.

Folkowe dwa tysiące dwanaście - szeroko i subiektywnie

103 (grudzień 2012) Autor: Vlepkarz Ziutek Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Kończy się rok 2012. Idzie Nowy, Nowe Słońce, Nowy Czas... Idealny to moment na wszelkiego rodzaju podsumowania, statystyki i inne zestawienia. Jeden rzut oka i ucha wystarczy, by zdać sobie sprawę, że rok 2012, jaki by nie był, w folku zaznaczył się całkiem sporą dawką niezłych koncertów i płyt. Ciężko jest porównywać np. „Na Uschod” z „Supernancy” czy „Napisten Hava” z „Nord” i „Manelistic”. Nie było to moim zamiarem. Zdecydowanie lepiej jest po prostu siąść i zrobić fokowy „rachunek sumienia” – co w duszy zagrało, co wleciało jednym uchem, a drugim wyfrunęło, by nie wrócić...

Krajobraz po zmianie [folk a sprawa polska]

102 (paŸdziernik 2012) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Kilkanaście lat temu, w pierwszym numerze Czasu Kultury, który poświęcony był w znacznej mierze muzyce folkowej, przytoczyłem słowa jeszcze o dekadę wcześniejszego tekstu Sławomira Gołaszewskiego, zatytułowanego wówczas (bodaj w 1989 roku) znamiennie "Dlaczego w Polsce nie ma muzyki folk?". Ów tekst (a przynajmniej niektóre jego fragmenty) był na tyle interesujący, że moim zdaniem warto i dziś powrócić do pojawiających się tam pytań i refleksji…

Ostrzeżenie z Singapuru [folk a sprawa polska]

101 (sierpień 2012) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Internet, jak powszechnie wiadomo, jest źródłem wielu głębokich mądrości. Ot na przykład takiej: „Choć jest zajęciem przyjemnym i pożytecznym, trzeba je dawkować - uważają lekarze. Połykanie kolejnych tomów może doprowadzić do błyskawicznego pogorszenia - wynika z badań przeprowadzonych w Singapurze”. I niech Cię nie zdziwi powyższe, Drogi Czytelniku. Doświadczenie uczy, że nie tylko z uwagi na wzrok należałoby dawkować sobie czytanie.

Jedną garstką ziemi...

96 (październik 2011) Autor: Marta Białkowska Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Jesień jest czasem, kiedy natura kończy swoją wiosenną i letnią gorączkę płodności, plenności i sukcesu rozrodczego, wycisza się, przygotowuje do sennej, zimowej pory. Pierwszy jesienny miesiąc - wrzesień, temperaturami jeszcze bliższy latu, ale już pozbawiony gorączki żniw, był dawniej na wsiach czasem wesel. Kiedy jednak zebrano już zboża i owoce, ziemniaki wykopano, a w krajobrazie wsi zaczęły dominować czerwone rżyska po tatarce, połacie rozłożonego do roszenia na pustych polach lnu i snujące się dymy ognisk palonych przez pastuszków na kartofliskach, wtedy następował czas jesiennej nostalgii i zadumy.

Wszystko ma swój czas? [folk a sprawa polska]

96 (październik 2011) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Dosłownie kilka dni temu wszedłem do jednego ze sklepów muzycznych, tak - jednego z tych "najlepszych sklepów muzycznych", w których znajdziemy komercyjne mydło i powidło obok autentycznych arcydzieł, gdzie muzyka coraz rzadziej prześwituje spośród świecidełek, gadżetów, błyskotek - i przeżyłem niemałe zaskoczenie. Oto na półce zauważyłem płytę "Swoją Drogą & Goście", wydaną przez niekoniecznie z folkiem kojarzoną oficynę MTJ (choć tak, wiem, wiem, że ma na koncie płyty Marii Pomianowskiej, Zespołu Polskiego czy Się Gra). Jako ów Tomasz niewierny, nie dowierzałem pierwszemu wrażeniu. Pomyślałem, że może to zupełnie inny zespół o tej samej nazwie, nie ten znany mi z folkowej sceny. Okazało się jednak, że pierwsze wrażenie mnie nie myliło.

Z Lublina do Poznania [folk a sprawa polska]

95 (sierpień 2011) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Taki jest też chyba Lublin oczyma sympatyków muzyki folkowej. Nie ma bodaj nikogo spośród nich kto nie czułby związku z tym miastem, w kim nie budziłoby ciepłych uczuć - nie tylko za sprawą (ale przecież głównie za sprawą) ludzi, którym chciało się i wciąż się chce wbrew trendom, modom, nastrojom "bawić w folk".

Była Tradycja. Bedzie Tradycja? [folk a sprawa polska]

94 (czerwiec 2011) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Tegoroczny festiwal Nowa Tradycja wniósł zapewne sporo argumentów i interesujących przykładów do nigdy nie zakończonej dyskusji o tym, czym jest folk. Nie planuję tu jednak toczyć rozważań dotyczących pochodzenia gatunków i ich dalszego rozwoju. Faktem jest, że kilkoro wykonawców wychylało się ze swą twórczością już to w stronę piosenki poetyckiej, już to nawet aktorskiej. Inni na nowo definiowali wzajemne stosunki między ludowymi fascynacjami a jazzem/improwizacją. Czy to wszystko jeszcze folk? Kto ma uszy do słuchania…

Jest we mnie Lubelszczyzna...

92-93 (kwiecień 2011) Autor: Marta Cywińska Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Po raz kolejny, o północy, okrążam nieistniejący dom, w którym słynny Dziadek Brandenburski ukrywał partyzantów AK w okolicach Urzędowa. Niedaleko stąd rozwidlają się wiosenne drogi. Jedna z nich zaprowadzi mnie do samego Annopola, skąd wrócę z workiem jabłek, lekkim jak opowieści Singera dla dzieci. Każde tych jabłek potoczy się kolejno na gościniec, rozwijając z przyprószonej złotem skórki, a okoliczne wróble uniosą je w górę na niteczkach i serpentynach w ten karnawałowy czas.

Uroki fonogramów (folk a sprawa polska)

92-93 (kwiecień 2011) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Po raz kolejny mam przyjemność wysłuchać płyt zgłoszonych do konkursu na Folkowy Fonogram Roku. Żartem mówiąc: zechciał tak los, a także organizatorzy konkursu z Radiowego Centrum Kultury Ludowej i Programu 2 Polskiego Radia. Piszę ten tekst w czasie gdy jeszcze nie podjąłem ostatecznych, jurorskich decyzji. Jeszcze przed stresem skreślania kolejnych pretendentów, na etapie słuchania.

„Sotis Volanis... Z grecką tęsknotą w tle.” Z cyklu „Słuchając”

90-91 (styczeń 2011) Autor: Marta Cywińska Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Hypos. Pajęczyna.

Mitologiczna tkaczka. Krucha blondynka o łamliwych, długich włosach, myjąca je raz po raz w przypadkowo napotkanym strumyków. Z nawykiem kąpieli w każdej kolejnej strudze i strumyku. Publicznie zrzucająca odzienie, zamykając przy tym oczy. Skoro ona nikogo nie widzi - nikt jej nie dojrzy. Jej bezpośrednia zwierzchniczka - pani doktor, pani profesor, pani kierownik, pani dyrektor to Atena.

Co z tym folkiem czyli łowy w sieci

90-91 (styczeń 2011) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Gdyby u progu roku 2011 przyszło komuś do głowy zadać pytanie "czym jest polski folk", miałby nie lada problem. Odpowiedź na wspomniane, proste pytanie może się zdawać niepewna, a autorytatywnych definicji niewiele. Gdzież zatem skierować swe pierwsze kroki w dobie powszechnej komunikacji elektronicznej? Oczywiście do internetu. Jaką odpowiedź na interesujący nas temat znajdziemy właśnie tam? Zanim wśród licznych ofert sieć skieruje nas w stronę electro folku albo folk metalu, pozostańmy na pewnym poziomie większej ogólności.

Widok z drugiego końca (Folk a sprawa polska)

89 (grudzień 2010) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Gdy jesień nieuchronnie zmierza ku zimie, w Lublinie - czyli w odległym krańcu Polski - rozpoczyna się festiwal. Jeden z pierwszych folkowych, które wymyślono i jeden z najważniejszych w chwili powstania i dziś.

(Folk a sprawa polska) Historia kołem się toczy...

85 (kwiecień 2010) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Kolejna próba rozwiązania Radiowego Centrum Kultury Ludowej wydawać by się mogła, jeszcze parę miesięcy temu, tyleż irracjonalna co samobójcza. Nie wydaje się, by – wobec gigantycznych środków, jakie wykorzystują pozostałe media publiczne, głównie telewizja – koszt funkcjonowania RCKL (tak jak i w nieco większej skali Programu 2 Polskiego Radia) był na tyle znaczący, by opłacał się „zamach” na niego. Zwłaszcza, że w obu przypadkach (RCKL i Pr.2 PR) działalność tych instytucji jest (jednym z niewielu?) przygniatającym argumentem za istnieniem mediów publicznych, a przy okazji swego rodzaju listkiem figowym – wobec wybitnie komercyjnych i tandetnych widowisk np. TVP.