Śmierć i pogrzeb w kulturze tradycyjnej

na podstawie dokumentacji z Lubelszczyzny

Śmierci w kulturze ludowej nie uznawano za tragiczny koniec, ale za przejście do innego stanu. Była oswojona, miała swój ton, stanowiła zwieńczenie, dopełnienie życia, należała się jej odpowiednia celebracja. Dlatego obrzęd pogrzebowy wśród innych obrzędów rodzinnych jest najbardziej odporny na zmiany, choć obecnie i on ulega przekształceniom. Jednak w relacjach mieszkańców Lubelszczyzny w dalszym ciągu można doszukać się wielu archaicznych wierzeń i praktyk.

Wyobrażenia śmierci

Wyobrażenie śmierci w opowieściach osób, z którymi przeprowadzono wywiady, ma swoje źródło w przedstawieniach prasłowiańskich, w późniejszych czasach przekształconych za sprawą wyobrażeń biblijnych. Jest to zazwyczaj postać kobiety ubranej na biało z kosą w ręku: Jako dziecko chodziłam, bo kiedyś właśnie po wsi schodzili się i opowiadali o śmierci, też różnych strachach, to właśnie opowiadali w ten sposób, że z kosą, że idzie, że czasami jest tak, że puka do drzwi, właśnie niektórzy słyszeli jakieś pukania właśnie do drzwi, czy do okna, jak potem ktoś zmarł w tym domu [Wólka Kątna 2007 EW].

Kolędnicze grupy herodów, w których jedną z postaci była personifikacja śmierci miały również niemały wpływ na wyobrażenia samej postaci i jej atrybutów: No bo już jak umrze, to nie ma żadnej kraski na buzi, ta śmierć czy mężczyzna czy kobieta, już nie ma kraski, tylko jest taka żółto-biała. I tak widziałam jak chodzą herody. Łysa, biała i z kosą. I tak mówio, że kosi: "Kosi ta śmierć, tak kosi" [Zanowinie 2007 MN].


Zwiastuny

Dla tak zwanych "nosicieli tradycyjnej kultury ludowej" nie ma rzeczy zaskakujących i niewyjaśnionych, świat stanowi continuum wzajemnych związków, relacji i znaków, które należało właściwie odczytać. Śmierć nie przychodziła nieoczekiwanie. Poprzedzały ją liczne zwiastuny, które częściowo zdradzały nieodwracalne wyroki sacrum. Adam Fischer, znawca tematu, uznał puszczyka za najpowszechniejszy zwiastun zgonu na terenie Słowiańszczyzny1. Ptaki postrzegano jako wcielenie dusz, stąd ich związek ze śmiercią. Jeśli usłyszano hukanie sowy pudź pudź to wierzono, że wkrótce ktoś z danej wsi umrze.

Zwierzęciem przeczuwającym śmierć był również pies: Pies jak wył, tak ten domowy, to też zwiastunek był śmierci bliskiego człowieka, że umrze ktoś [Wólka Kątna 2009 JW]. Wróżono nie tylko z samego wycia, ale również z zachowania psa, jeśli podnosił głowę do góry to na pożar, a jak do dołu to ktoś umrze [Bezwola 2007 AŁ].

Sny, obecne we wszystkich kulturach znaki prognostyczne, bywały również podstawą domysłów w przewidywaniu śmierci. Jeśli się czarne coś śniło w domu, sukienka albo rajstopy się ubierało, to już się człowiek spodziewał, że w rodzinie bliskiej ktoś umrze [Wólka Kątna 2009 JW]. Czerń - łączona z nocą i podziemnymi, złymi mocami jest negatywnie wartościowana i kojarzona z traumą śmierci, żałoby. W przeciwstawieniu do bieli (w prasłowiańskiej tradycji doszukać się można archaicznej bieli w którą owinięta była kobieta - śmierć).

Stanisława Niebrzegowska wyróżniła pięć zasad, na których opiera się interpretacja snów w kulturze ludowej. W śnie, w którym budowanie nowego domu zapowiadało śmierć, realizuje się zasada podobieństwa semantycznego (znaczeniowego) i poznawczego. Ta z kolei która odwołuje się do potocznego znaczenie metaforycznego, według którego śmierć to przeprowadzka do nowego miejsca2: Taka przebudówka, buduji z pustaków. A nie śniło sie, że u nas, tylko u Tolkiewiczów, tam blisko mego brata. No i zaraz Andrzeja mojego zięcia śmierć była [Zanowinie 2007 MN].

Pojawiały się również informację, że osoby, które za chwilę miały umrzeć, widziały zmarłych wcześniej członków rodziny, którzy przychodzą, aby zabrać dusze na "tamten świat": Kto umiera to widzi swoich bliskich zmarłych, bo woła "O mama u mnie była!" Tak sie widzi widocznie kiedy mówi [Bezwola 2007 AŁ].

Nadal istnieje przekonanie, że człowiek musi wiedzieć, że umrze [Wólka Kątna 2009 JW]. Dotyczyło to osób, które cechowała pobożność - nagrodą za cnotliwe życie było częściowe wejrzenie w tajemnice sacrum i poznanie daty własnej śmierci.


Zgon

W niektórych rejonach Lubelszczyzny wierzono, że rodzaj śmierci zależał od życia człowieka. Długie i męczące konanie było postrzegane jako kara za grzeszne życie. Ludzie dobrzy, pogodzeni ze światem, odchodzili szybko. Niekiedy skonanie mogło być wstrzymywane przez przekleństwo lub kłótnie: Nie mógł ktoś skonać, że albo mu ktoś, że albo się nie przeprosił z kimś, zawziął się na kogoś albo może ktoś jakby przeklął go, powiedział w złej chwili i to potem się spełniało [Wólka Kątna 2010 EW]. Tu działała magia słowa, przekleństwo miało realne skutki. Jeśli ktoś nie mógł skonać i bardzo się przy tym męczył, wtedy to taki misyjny krzyżyk kładzie się na pirsi [Bobowiska 2010 ZC], następuje ulga w męczarniach i śmierć. W momencie konania nie należało lamentować i głośno rozpaczać, gdyż można było w taki sposób utrudnić duszy opuszczenie ciała. Mieszkanka Zanowinia charakteryzowała ten moment jako wydawanie ostatniego tchnienia3.

Zaraz po zgonie wykonywano symboliczne czynności: zatrzymywano zegar, zasłaniano lustra. Zwierciadło w kulturze ludowej traktowano w szczególny sposób ze względu na jego właściwości podwajania, odbija w sposób odwrócony, na opak. Jawiło się więc jako droga prowadząca w zaświaty, stąd miało charakter mediacyjny4. Śmierć uruchamiała siłę mediacji, jak najszybsze zasłonięcie lustra miało zapobiec podążeniu nią kolejnego domownika. Chodziło też o to, żeby się nieboszczyk nie odbił [Wólka Kątna 2010 EW], bo to oznaczało podwojenie, czyli kolejną śmierć lub powroty zmarłego: Żeby odbicia później nieboszczyka tego jakoś nie było. Dlatego, że rzekomo nieboszczyk jak sie gdzieś tam te lustro, akurat będzie padało gdzieś na nieboszczyka, później się może w tym lustrze pokazywać [Janówka 2008 MJ].

O zgonie zawiadamiano wszystkich mieszkańców wsi poprzez przekazywanie wystruganego z drzewa krzyżyka, który noszono z domu do domu. Należało trzykrotnie stukać nim w okiennice, ale istniał surowy zakaz wchodzenia do środka, gdyż mogłoby spowodować jakieś nieszczęście [Wólka Kątna 2010 EW].


Przygotowanie ciała

W definiowanych przez Arolda van Gennepa obrzędach przejścia zasadnicza jest symbolika śmierci i ponownych narodzin5, natomiast pogrzeb jest wyrazistym przykładem ryt de pasage, w którym da się wyodrębnić trzy fazy (separacja, faza marginalna oraz włączenie do innego stanu). W momencie kiedy trwają przygotowania ciała i odbywa się cały obrzęd pogrzebowy, nieboszczyk znajduje się w drugiej fazie, mając niejako mając zły wpływ na otoczenie. Tak postrzegana mediacyjność ciała zmarłego może być niebezpieczna, co potwierdza sposób obchodzenia się z rzeczami, które miały z nim styczność: Mówili, żeby wody nie wylewać, jak się umyje, pod jakieś drzewo, czy kwiatek jakiś, tylko gdzieś gdzie nic nie rośnie, bo uschnie jak człowiek ten zmarł [Wólka Kątna 2009 JW]. Ubrania, które miał na sobie w chwili śmierci, grzebyk, którym go czesano i gąbki, którymi obmywano ciało należało wyrzucić poza obejście [Wólka Kątna 2010 EW], albo spalili najwyżej [Olempin 2009 MWiś]. Opowiadano także o wykorzystaniu ubrań zmarłego gospodarza: A tą koszulę co chodził i w ty koszuli co zmarł, to wszystko na strych wyniosłam, bo tak się należało, tak moi rodzice robili. Wszystko na strych, niech tam sobie wisi, że to gospodarstwo nie podupadnie, bo jest tam gospodarza wszystko [Wólka Kątna 2009 JW].

Do trumny wkładano dewocjonalia, a także rzeczy codziennego użytku, jak chusteczka czy okulary. Niektórzy przestrzegali, żeby do trumny włożyć im pieniądze, aby nie musieli pożyczać na tamtym świecie. Koresponduje to z mitycznym motywem wyposażania zmarłego w monetę, potrzebną do opłaty podczas przeprawy przez Styks obecnym również u dawnych Słowian. Pod poduszkę kładziono ziele Matki Boski, żeby lekko było [Wólka Kątna 2009 EugW] lub kruszono wianki poświęcone w oktawę Bożego Ciała: że to całe życie był wierzący, to niech śpi w tych ziołach, świętościach, niech mu pachną! [Wólka Kątna 2009 JW].


Czuwanie przy zmarłym

W różnych częściach Lubelszczyzny czas przebywania nieboszczyka w domu do dzisiaj przybiera odmienne formy - od trzech dni do dwóch, a w miejscach gdzie tradycja zanika zmarły jest przywożony do domy na kilka godzin przed nabożeństwem: No kiedyś zmarły to trzy dni leżał, dopiero chowano trzeciego dnia [Wólka Kątna 2010 EW]. Takiemu wielogodzinnemu czuwaniu przy zmarłym przewodniczyła osoba, która intonowała pieśni, decydowała o ich kolejności, prowadziła modlitwy. Zawód przewodnika śpiewów pogrzebowych do dzisiaj funkcjonuje w wielu wsiach Lubelszczyzny. Pieśni pogrzebowe kolatorzy, czyli przewodnicy, znają z różnych źródeł. Ich przekaz odbywa się w typowej dla folkloru sytuacji, czyli transmisji międzypokoleniowej: Poprzepisywałam se, bo to tak idzie z pokolenia na pokolenie, ale ta co umarła to nie wiem gdzie jej zeszyty, może już popalone. Jak ona już nie dawała rady to ja sobie przepisywałam [Bezwola 2007 AŁ]; Mój dziadek miał takie książki, śpiewniki, ale miał też dużo kartek przywiezionych z Częstochowy [Wólka Kątna 2007 EW]; Z przekazu, po prostu. Późni tak sie spisało. Taki tu w Łukowej była taka kobieta z Babic to też. Tam gdzie kto śpiewa, kto ma przepisane, to jedna od drugich przepisują sobie później [Dorbozy 2007 KW ].

Wyprowadzanie

W trakcie wyprowadzania zapobiegano pozostaniu duszy w domu: Krzesła do góry sie przewraca [Bobowiska 2010 ZC] odwrócić, to już nie siądzie [dusza] [Janówka 2008 MD]. Otwierano również wszelkie drzwi w domu, drzwi stodoły, obór, spichlerzy żeby jej było lżej opuścić te prace swoje, już żeby poszła za ciałem ta dusza [Wólka Kątna 2009 JW]. Nawet małe przedmioty nie mogły pozostać zamknięte Kiedyś były te kuferki. Zamiast szafy. To sie roztwirało ten kufer [Bobowiska 2010 ZC]. W wielu wsiach Lubelszczyzny na progu stukano trzykrotnie trumną, co symbolizowało ostatnie pożegnanie

Pochód konduktu żałobnego obwarowany był zakazami, które eliminowały zachowania mogące spowodować, że śmierć wraca, szybko ktoś umrze [Wólka Kątna 2009 JW]. Żałobnicy odprowadzali pieszo zmarłego do granicznej figury, przy której następowało pożegnanie ze wsią.


Końcowe etapy pogrzebu

W trakcie mszy za nieboszczyka obserwowano płomień świec palących się przy trumnie. Zgaśnięcie któreś z nich było złym omenem, zapowiadającym kolejną śmierć, albo jak mrygała tak bardzo, to ktoś jest tak bardzo chory, dogorywa [Wólka Kątna 2009 JW].

Podczas rozmów pojawia się wspomnienie o miejscach, gdzie chowano samobójców i nieochrzczone dzieci. Praktyki takie opisywane są również w literaturze Tomiccy piszą: "Zmarłych nagle, w sposób mniej lub bardziej nienormalny nie chowano w ziemi (uwzględniając oczywiście specyficzne ludowe poglądy). Ciała ich grzebano przy drogach, w lasach, na miedzach, lub pozostawiano tam, gdzie znaleźli śmierć - w wodzie, na bagnach itp. Bezpośrednią kontynuacją tego sporadycznie już praktykowanego w XIX wieku zwyczaju było grzebanie ludzi zmarłych gwałtownie na niepoświęconej części cmentarza, która stała się odpowiednikiem wyżej wymienionych miejsc".6

Częstokroć przytaczane są opowieści o powracaniu dusz zmarłych na ziemię świadczące o silnej wierze w istnienie życia pozagrobowego. Pojawiły się wśród nich takie motywy jak: powrót zmarłej matki do małego dziecka, aby je kołysać [Wólka Kątna 2009 JW]; strach duszący piersi o godzinie dwunastej [Bobowiska 2010 ZC]; powroty dusz do mieszkania i konieczność jego wyświęcania [Wólka Kątna 2009 EugW]; stracha na zapiecku, który rzuca drewnami [Wólka Kątna 2009 EugW].

Chronologiczna rekonstrukcja wierzeń i praktyk związanych ze śmiercią i pogrzebem, dokonana na podstawie badań terenowych pokazuje, że tradycyjny kształt obrzędu ciągle jeszcze funkcjonuje, choć coraz częściej w uproszczonej formie. Współczesna kultura tabuizuje zjawisko śmierci, udając, że jest ono poza naszym doświadczeniem. Warto więc zwrócić się w stronę kultury ludowej, aby w niej poszukać innego spojrzenia na umieranie, gdyż w folklorze śmierć jest groźna, ale "oswojona".


Informatorzy:

Janina Woch [JW] - ur. 1925 r. w Abramowie (gmina Abramów, powiat lubartowski); zam. Wólka Kątna (gmina Markuszów, powiat puławski);
Elżbieta Wójtowicz [EW] - ur. 1949 r. w Wólce Kątnej, gdzie mieszka;
Anna Łania [AŁ] - ur. 1935 r. w Bezwoli (gmina Wohyń, powiat radzyński) gdzie mieszka;
Kazimiera Wórszt [KW] - ur. 1942 r. w Babicach, zam. w Dorbozach (gmina Obsza, powiat biłgorajski);
Maria Nadworska [MN] - ur. 1939 r. w Rakowcu k/Hussynego, zam. w Zanowiniu (gmina Dorohusk, powiat chełmski);
Marianna Jajeśniak [MJ] - ur. 1950r. w Żulikach (gmina Komarówka Podlaska, powiat Biała Podlaska); zam. w Janówce;
Eugenia Wójtowicz [EugW] - ur. 1928 r. w Abramowie (gmina Abramów, powiat lubartowski); zam. w Wólce Kątnej;
Marianna Wiśniewska [MWiś] - ur. 1930 r. w Wólce Kątnej; zam. Olempin (gmina Markuszów, powiat puławski).
Zofia Chołaj [ZC] - ur. 1924 r. w Bobowiskach (gmina Markuszów, powiat puławski).

Artykuł powstał na podstawie dwóch prac magisterskich autorki: Językowo-kulturowy obraz śmierci w folklorze Lubelszczyzny, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jerzego Bartmińskiego, UMCS Lublin 2008 i Postawa magiczna jako wyraz światopoglądu mieszkańców okolic Markuszowa, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Jana Adamowskiego, UMCS Lublin 2010.

Przypisy:
1 Adam Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921, s. 27.
2 Zob. Stanisława Niebrzegowska, Polski sennik ludowy, Lublin 1999.
3 Prasłowiańskie wyrazy *duch? i *dusa w kontynuacjach słowiańskich związany jest z życiem psychicznym, jest on jednak związany z fizjologią oddychania, która była uznawana za pierwszy przejaw życia. Zob. Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 2006, s.216.
4 Piotr Kowalski, Kultura magiczna. Przesąd, omen, znaczenie, Warszawa 2007, s. 286-291.
5 Zob. Arnold van Gennep, Obrzędy przejścia, Warszawa 2006.
6 Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa 1975, s. 140.
Skrót artykułu: 

Śmierci w kulturze ludowej nie uznawano za tragiczny koniec, ale za przejście do innego stanu. Była oswojona, miała swój ton, stanowiła zwieńczenie, dopełnienie życia, należała się jej odpowiednia celebracja. Dlatego obrzęd pogrzebowy wśród innych obrzędów rodzinnych jest najbardziej odporny na zmiany, choć obecnie i on ulega przekształceniom. Jednak w relacjach mieszkańców Lubelszczyzny w dalszym ciągu można doszukać się wielu archaicznych wierzeń i praktyk.

Dział: 

Dodaj komentarz!