Chłopomania

- Nasza kultura ludowa była zdalnie sterowana przez ostatnich 50 lat - twierdzi Maria Baliszewska, dyrektor radiowego Centrum Kultury Ludowej. - Od kiedy jednak zostawiono jej swobodę, zaczęła być poważnym konkurentem nawet na rynku rocka i muzyki pop. Odmiennego zdania jest dziennikarz tygodnika "Wprost" - Wiesław Kot. - Żadnych złudzeń - twierdzi - nagrania wiekowych śpiewaczek ludowych pozostaną szacownym zabytkiem na zakurzonych półkach archiwów radiowych, a taneczne zespoły ludowe sporadycznie urozmaicą dożynki (w najlepszym wypadku repertuar polonijnych klubów w USA). Kulturze ludowej szansę przetrwania dają knajpy - jak te na Krupówkach, gdzie góralskie kapele dośpiewują nowe zwrotki do tradycyjnych przyśpiewek, aby zarobić na ceprach; ewentualnie "ścieżka folkowa", czyli adaptacja starej wiejskiej muzyki do stylistyki np. współczesnego rocka.


Różny zapach prowincji

Opinie są najwyraźniej podzielone. Niewątpliwie jednak od kilku lat daje się zauważyć swoisty powrót do korzeni. Wojciech Waglewski - lider zespołu VOO VOO, w wywiadzie dla "Polityki" przyznaje - Chciałbym aby muzyka ludowa była modna wśród młodzieży - to jest naszą ideą, nawet obsesją. Początkowo robiliśmy różnego rodzaju "miksy". Graliśmy z Bułgarką, z przyjaciółmi z Beskidu Śląskiego i z Zakopanego, ale robiliśmy to tylko dlatego, żeby tych ludzi pokazać szerszej publiczności. Bo ta muzyka sama w sobie jest na tyle silna, że żadnych podpórek nie potrzebuje. (...) Zainteresowanie muzyką etniczną świadczy o tym, że ludzie mają dosyć gigantomanii, w którą wszedł rock - dodaje Waglewski. W latach 70. odpowiedzią na podobną gigantomanię był punk, który rozwijał się w małych salach klubowych. Dziś antytezą kultury teledysków i wielkich koncertów na stadionach może być właśnie muzyka źródłowa, która najlepiej "czuje się" w bezpośrednim kontakcie z odbiorcą. Poza tym ludzie potrzebują trochę wyciszenia, odejścia od elektroniki, od wielkich, hałaśliwych spektakli.

Idea powrotu do korzeni, od kilku lat zaczyna przynosić efekty. Powstają nowe studenckie grupy muzyczne, inspirowane dawną muzyką wsi, w wielu miastach prowadzą działalność domy tańca, w których nauczyć się można wywijać oberka, kujawiaka, mazurka i krzesanego. Rośnie popularność w całej Polsce licznie organizowanych festiwali folkowych. Podczas jubileuszowego koncertu warszawskiej grupy "Werchowyna", na kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy zabrakło biletów. Na "Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych" w Kazimierzu, każdego roku przyjeżdża kilka tysięcy osób, w tym wielu zagranicznych turystów, melomanów i etnografów. Podobnym zainteresowaniem, szczególnie wśród młodzieży, cieszą się organizowane przez Orkiestrę św. Mikołaja - "Mikołajki Folkowe" w Lublinie.

Być może będzie to miało wpływ na obraz polskiego folkloru w świecie. Póki co w paryskim Centrum Pompidou, gdzie znajduje się wielka dyskografia muzyki ludowej z całego świata, Rumunię reprezentuje ponad 120 płyt, a Polskę - dwie. Czy nasza muzyka ludowa ma więc szansę zaistnieć w Europie, podobnie jak muzyka bretońska, celtycka, irlandzka, czy choćby bułgarska? Znany podróżnik Grzegorz Rybacki, uważa, że raczej nie. - Muzyka ludowa w swej pierwotnej formie jest mało zrozumiała dla przeciętnego obcokrajowca. Wynika to z jej hermetyczności. Poza tym nieumiejętnie propagowaliśmy nasz folklor w świecie. W porównaniu np. z muzyką francuską, czy brytyjską, polska muzyka ludowa brzmi nieco prowincjonalnie. To paradoks, ale inaczej tańczyło się w trzewikach na kamiennym bruku, podczas bali i dworskich imprez - zauważa Rybacki - inaczej boso na trawie, sianie i ubitej ziemi, w czasie hucznych sielanek i weselisk. - Innego zdania jest Wojciech Waglewski - Polska muzyka ludowa jest niezwykle bogata jeśli chodzi o skalę - począwszy od gór, skończywszy na Białostocczyźnie, gdzie pojawia się muzyczna skala muzułmańska. Żadnych wątpliwości nie pozostawia natomiast Piotr Sarzyński - dziennikarz "Polityki". Kultura ludowa umarła - ogłosił urbi et orbi. Odeszła bezpowrotnie w przeszłość tak, jak wcześniej kultura rycerska, sarmacka, czy ziemiańska (...). Wszelkie próby podtrzymania życia kultury ludowej są jak reanimacja trupa, któremu - choć jeszcze ciepły nie zacznie już bić serce i krew płynąć w żyłach. Grabarze podobni Sarzyńskiemu od dobrych kilkunastu lat publicznie zakopują wszystko, co z folklorem związane. Na razie bez skutku.


Kompleks kmiotka

Ostry podział na kulturę chłopską i szlachecką utrzymywał się w Polsce, w porównaniu z resztą Europy, stanowczo zbyt długo - przypomina Maria Baliszewska - i dlatego kultura chłopska ciągle postrzegana jest jako gorsza, często wyśmiewana. Psychologowie społeczni oceniają, iż potrzeba jeszcze co najmniej dwóch pokoleń, by polska tradycja ludowa mogła zostać na nowo odkryta i przyjęta bez uprzedzeń przez pokolenia wstępujące.

Jak więc możemy nasz folklor muzyczny prezentować w Europie, wstydząc się własnych korzeni lub z goła nic o nich nie wiedząc? Czy za drogowskaz do tej przaśnej, sielskiej, zgrzebnej i razowej ludowej krainy może posłużyć "dadaistyczny salceson" Grzegorza Ciechowskiego (według określenia Marcina Skrzypka z Orkiestry św. Mikołaja)? Bez wątpienia szansą jest działalność tzw. niezależnej sceny folkowej, której animatorzy zmęczeni hałaśliwą kulturą masową, odkrywają pierwotne wartości narodowe. W Polsce od kilku lat prężnie działa ruch folkowy. Do warszawskiego Domu Tańca przy ulicy Jezuickiej zaprasza się "ostatnich Mohikanów" - jak nazywają tam starych muzykantów wsi, pamiętających melodie minionych wieków. To właśnie od nich czerpią swe inspiracje tak popularne dziś zespoły folkowe jak: Orkiestra p.w. św. Mikołaja, Zespół Polski, Powiślacy czy Syrbacy. Młodzież, zachwycając się tymi grupami, często zapomina, czym tak naprawdę są protoplaści folkowego trendu.

I chociaż nieuchronnie odchodzą od nas ludowi muzycy, ostatni mistrzowie, to na szczęście pozostawiają po sobie największy skarb - muzykę, z której korzystać będą następne pokolenia. W dobie poszukiwań na świecie oryginalnych archetypów, na pewno nie pominie się polskiej muzyki ludowej. Zbyt wielu cudzoziemców już dzisiaj z niej korzysta.

Skrót artykułu: 

Idea powrotu do korzeni, od kilku lat zaczyna przynosić efekty. Powstają nowe studenckie grupy muzyczne, inspirowane dawną muzyką wsi, w wielu miastach prowadzą działalność domy tańca, w których nauczyć się można wywijać oberka, kujawiaka, mazurka i krzesanego. Rośnie popularność w całej Polsce licznie organizowanych festiwali folkowych. Na "Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych" w Kazimierzu, każdego roku przyjeżdża kilka tysięcy osób. Podobnym zainteresowaniem, szczególnie wśród młodzieży, cieszą się organizowane przez Orkiestrę św. Mikołaja - "Mikołajki Folkowe" w Lublinie.

Dodaj komentarz!